• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Światełko w próżniowej bańce

    Ks. Sławomir Czalej

    |

    GOŚĆ GDAŃSKI 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    – Najlepsze lampy to te radzieckie, stosowane w radiostacjach. A to dlatego, że końcówki mają pokryte srebrem i są przez to najtrwalsze. Jeszcze trochę się ich zachowało po magazynach – mówi ks. Maciej Szczodrowski, konstruktor wzmacniaczy lampowych.

    Kiedy przyszły kapłan, pracujący obecnie w Starogardzie Gdańskim, chodził jeszcze do podstawówki w Tczewie, pedagodzy podsuwali mu różne pomysły na szkołę średnią. I tak nauczyciel techniki sugerował szkołę łączności w Malborku, pani od chemii coś ze swojej specjalizacji, a nauczyciel biologii – najlepiej liceum. Ostatecznie Maciej poszedł do technikum ekonomicznego.

    Pasja i przypadek

    W pewnym sensie wybór szkoły podyktowała sytuacja w domu rodzinnym. – Kończenie liceum było dla mnie trochę ryzykowne, bo nie miałem pewności, czy rodziców będzie stać na moje przyszłe studia… – wspomina. Szerokie zainteresowania ks. Macieja obejmują, a jakże, również muzykę. Od klasycznej po jazz, blues i tę, którą jego uczniowie z zawodówki „puszczają w zardzewiałych golfach, aż wszystko się trzęsie”. – Byleby była dobra! – śmieje się. – Szczególnie kocham polskiego rocka. Zwłaszcza Czesława Niemena – dodaje zaraz. Konstruowanie pierwszego wzmacniacza lampowego rozpoczął już w seminarium duchownym w Pelplinie. Zaczął go budować po III roku studiów, a cała historia z nim związana należy do tych przełomowych w życiu konstruktora w koloratce. – To tak chyba jest, że nie ma spotkań przypadkowych. Jedną z takich ważnych osób spotkanych w moim życiu był Tadeusz Figiński – mówi nieco tajemniczo. W tym roku miną trzy lata od jego śmierci. Do spotkania doszło w sklepie elektronicznym w Tczewie. – Poszedłem kupić tzw. drobnicę elektroniczną, wtedy jeszcze tranzystorową. Pan Tadeusz sam podszedł do mnie i w trakcie rozmowy pomógł mi przełamać mój lęk przed lampami – wspomina. Ten zrodził się podczas czyszczenia starego polskiego radia „Turandot”. – Kilka razy „kopnęło” mnie wówczas wysokie napięcie i przestraszyłem się – wyjaśnia z uśmiechem. Od Tadeusza otrzymał pierwszy oscyloskop, generator oraz dużą ilość lamp, a przede wszystkim bezcenną wiedzę, chroniącą także przed... lampką wieczną.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół