• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Raj tuż przy „berlince”

    Ks. Sławomir Czalej

    |

    Gość Gdański 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    – Podczas oprowadzania po ogrodach znajomość teologii i Biblii jest wręcz konieczna. Przepiękna Passiflora, czyli kwiat męki Pańskiej, używana była przez misjonarzy w Ameryce Południowej podczas katechezy – mówi Hubert Kopciowski, historyk sztuki, pomysłodawca i założyciel ogrodów we Franku.

    Wyjeżdżając ze Starogardu Gdańskiego w kierunku na Czersk i Tucholę, mijamy po drodze Frank. Przy drodze, nazywanej często „berlinką”, choć jest to dawny trakt łączący Berlin z Królewcem, możemy na chwilę poczuć się jak w biblijnym Edenie. Są tu ogrody: średniowieczny, renesansowy, barokowy czy nawet japoński. A jeśli ktoś ma więcej czasu, powinien koniecznie wejść do… labiryntu.

    W poszukiwaniu harmonii

    Wszystko zaczęło się 20 lat temu, po przejściu Huberta na nauczycielską emeryturę. – Razem z żoną Wandą założyliśmy szkółkę drzewek i krzewów ozdobnych. Gdzie tam wtedy można było kupić tuję… – wspomina. Po 15 latach szkółkę przejął powracający z Niemiec syn. – Same ogrody założyliśmy po to, żeby nie wchodzić sobie w drogę – śmieje się. W 2005 r. ziemia była zaorana, nic nie wskazywało, że będzie tu tak piękne miejsce. Zanim jednak powstał średniowieczny klasztorny warzywniak, państwo Kopciowscy musieli przeczytać mnóstwo książek, przeanalizować dziesiątki rycin i odbyć wiele podróży po Polsce. Z założenia bowiem ogrody we Franku miały być miniaturą ogrodów polskich i umożliwiać podróż po ich historii. W ogrodzie z wieków średnich zwiedzający uświadamiają sobie, czym żywili się nasi protoplaści. – Pierwsze zdziwienie następuje wtedy, gdy przypominamy sobie, że w średniowieczu nie było… ziemniaków. Wtedy szybko padają pytania, co wtedy ludzie jedli – zauważa Hubert. Wówczas nawet mnisi spożywali mięso tylko w niedzielę, i to jedynie drobiowe. Dziczyzna zarezerwowana była dla „panów możnych”, a włościanom bez pozwolenia nawet nie wolno było wejść do lasu. Jedzono zatem przede wszystkim rośliny strączkowe, a więc fasolę, bób, groch i soczewicę. W ten sposób zaspokajano zapotrzebowanie człowieka na białko. – Z nasion robiono breję, a wszystko popijano piwem. Ale to był raczej taki „cienkosz” – podkreśla Hubert. Ogród średniowieczny we Franku jest jedynym tego typu w naszym kraju. Był najtrudniejszy do odtworzenia, bo w Polsce żaden ogród z tamtej epoki do naszych czasów się nie zachował. Jest zatem wirydarz, „gotycka” studnia i zioła lecznicze – wiadomo, że kto jak kto, ale opat klasztoru potrafił także leczyć. W średniowiecznym ogrodzie są też pasieki.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół