• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Szampan, piasek i plaża

    Ks. Sławomir Czalej

    |

    Gość Gdański 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Któż z nas nie uwielbia oglądać zdjęć znad morza! Zwłaszcza jeśli za oknem siąpi deszcz albo pada już śnieg. Niestety, wystarczy chwila nieuwagi, żeby zdjęcia z wakacji pozostały... wspomnieniem.

    Znany w Trójmieście punkt naprawy aparatów „O.K! Serwis” w falowcu na gdańskim Przymorzu latem zwykle ma bardzo wielu klientów. – Liczba uszkodzonych podczas wakacji aparatów fotograficznych rośnie lawinowo. Ludzie są zwykle zrozpaczeni. Zdarzają się też tacy, którzy próbują zwalić winę na wadliwy mechanizm i naprawić go w ramach gwarancji – mówi Remigiusz Kwieciński, właściciel. A największym wrogiem tych urządzeń jest – oczywiście – piasek!

    Pewnego razu przyszedł do zakładu klient, który zarzekał się, że na plaży nie był. – No, ale niestety, w pamięci kompaktu zachowały się zdjęcia. Data, godzina, a na fotach – oczywiście – plaża – śmieje się Ryszard Stankiewicz, który od 16 lat naprawia aparaty. Zdaniem fachowców od naprawy, piasek plażowy należy wręcz wliczyć w koszty eksploatacji. Należy ponadto pamiętać, że niekoniecznie trzeba się z urządzeniem wytarzać w piachu, by przestało ono działać. Sporo piasku znajduje się też w powietrzu, jeśli zawieje wiatr. Chociaż latem zapiaszczone aparaty stanowią większość przypadków, zdarzają się również inne „choroby”. Kolejną plagą bywa zalanie naszego „utrwalacza pamięci” colą, piwem czy winem. – To akurat wydarzyło się w sylwestra. W aparat uderzył korek od szampana i gdy tylko właściciel zaczął patrzeć, czy nic się nie stało, poleciała słodka piana... – dodaje z uśmiechem Remigiusz. W większości przypadków udaje się przywrócić aparat do działania. Chyba że zniszczeniu ulegnie coraz słabsza migawka i koszt naprawy stanie się po prostu nieopłacalny. Zdarzają się jednak przypadki, po których urządzenie pozostaje tylko wspomnieniem. – Tak mieliśmy z jednym paralotniarzem, który aparat przymocował sobie do ręki... taśmą klejącą – mówi całkiem poważnie Ryszard. Wprawdzie aparat wpadł „tylko” do Bałtyku, ale nawet słabo zasolona woda zrobiła swoje. Tu rada, żeby takiego aparatu nigdy nie suszyć! Bo kiedy z wody wytrąci się sól, to już koniec. Należy też pamiętać, żeby aparatu... nie prać. – Raz córka pewnej pani przyszła z Open’era w zabłoconych spodniach. Niestety, mama przed ich wypraniem nie przejrzała kieszeni – dodaje. W tym przypadku korozja „zjadła” najdelikatniejsze mechanizmy. Jednym słowem – podczas wakacyjnych szaleństw miejmy aparaty zabezpieczone.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół