• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Co na wsi piszczy?

    Daria Kaszubowska

    |

    Gość Gdański 32/2012

    dodane 09.08.2012 00:00

    Tutaj życie toczy się między kościołem, szkołą a ośrodkiem kultury, jeśli takowy istnieje. A jednak właśnie tu można natrafić na takie ciekawostki, jakich próżno szukać w Trójmieście. Konkurs „Piękna Wieś” udowadnia, że polska i kaszubska wieś jest atrakcyjna.

    Jadąc z Kartuz w kierunku Gdańska, kierowcy mijają wiele małych wiosek. Jedną z nich, między Kartuzami a Żukowem, jest Borkowo. Wzdłuż drogi wojewódzkiej ciągną się schludne domki, sklepy i zakłady przemysłowe. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, wioska jak każda inna, gdyby nie pewien szczegół. Na skarpie tuż przy głównej drodze wzrok przyciąga ogromny napis: „Borkowo”. I to nie na plakacie czy transparencie, ale... na trawniku. To niebanalny napis z kolorowych kwiatów.

    Miotła w garść i na ulicę

    Rok temu ten kwietny napis zachwycił komisję konkursu „Piękna Wieś”. Odbywa się on już od 20 lat w całej Polsce. W eliminacjach gminnych, powiatowych i wojewódzkich zostają wyłonione najpiękniejsza wioska oraz najpiękniejsza zagroda rolnicza. Na Pomorzu w roku ubiegłym pierwsze miejsce zdobyła wieś Ugoszcz (powiat bytowski), drugie – Krojanty (chojnicki), a trzecie – Stara Kościelnica (malborski). Miejscowości w archidiecezji gdańskiej miały szczęście do wyróżnień – nagrody trafiły do Borkowa (powiat kartuski) i Łebna (wejherowski). – W ubiegłym roku do konkursu zgłosiły się 142 wsie i prawie 500 zagród z całego Pomorza. W szranki stanęło aż 90 proc. pomorskich samorządów – mówi z dumą Barbara Ditrich z Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Gdańsku, który wraz z Sekretariatem Regionalnym Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich Województwa Pomorskiego jest organizatorem konkursu na Pomorzu. – Dzięki inicjatywie rozwija się atrakcyjność naszego regionu. Mieszkańcy dbają o swoje obejścia, o okolicę. Integrują się również między sobą, tworząc stowarzyszenia, koła gospodyń wiejskich czy zespoły pieśni i tańca. Komisja konkursowa ocenia bowiem nie tylko wygląd wioski i estetykę budynków, ale przede wszystkim aktywność społeczeństwa. Ważne jest dla nas, by mieszkańcy angażowali się w rozwój swojej miejscowości, by mieli w wiosce miejsce do spotkań, zakładali organizacje, zdobywali pieniądze na inwestycje, organizowali zajęcia dla dzieci i dorosłych – wylicza B. Ditrich. Konkurs rzeczywiście mobilizuje całą wioskę do pracy. Mieszkańcy chwytają miotłę, grabie, wychodzą z domów i sprzątają, choćby tylko odcinek drogi przy swojej posesji. Oczywiście, nie wszyscy – zawsze trafi się jakiś malkontent. Najwięcej pracy ma sołtys: a to trzeba zebrać puszki po piwie z przystanku autobusowego, a to jakiś niechluj wyrzucił swoje śmieci do przydrożnego rowu. Ale porządki i sadzenie kwiatów na trawnikach to niejedyne akcje przed konkursem.

    Między urną a kołyską

    W Łebnie dzieje się sporo. Już od 15 lat pod koniec lipca odbywa się tutaj Łebieński Festyn Rodzinny. Głównym inicjatorem był proboszcz ks. Mieczysław Guzmann, ale mieszkańcy chętnie zaangażowali się w organizację imprezy. – Są konkursy z nagrodami, muzyka, występy... To zabawa dla całego sołectwa, ale nie tylko. Cieszymy się, bo teraz, dzięki unijnemu projektowi, mamy do dyspozycji stałą scenę na boisku szkolnym. Do tej pory to ksiądz udostępniał scenę rozkładaną, ale złożenie jej zajmowało sporo czasu – wyjaśnia sołtys Łebna Beata Bryla. Wymienia też inne imprezy: bal seniora, festyn szkolny... – Na szczęście mieszkańcy chętnie angażują się we wszelkie inicjatywy – cieszy się. Pani Beata mieszka w samym centrum wsi, tuż przy Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II. Patron podstawówki to niejedyny dowód na to, że mieszkańcy sołectwa są pobożni. Młodzi i starzy licznie uczęszczają na Msze św., a pod pomnikiem Maryi na kościelnym placu często modlą się przechodnie. Ksiądz Mieczysław cieszy się ogromnym szacunkiem mieszkańców. Ale życie w Łebnie nie toczy się tylko wokół kościoła. Są też ośrodek kultury, biblioteka i izba regionalna. Ta ostatnia przyciąga do wioski szkolne wycieczki oraz turystów zainteresowanych historią. Stanisław Belgrau, od 11 lat opiekun muzeum, zna historię każdego eksponatu. – Wiele z nich sam zdobyłem: od mieszkańców, zwłaszcza starszych, którzy mieli jeszcze nieco skarbów na strychu, od zaprzyjaźnionych archeologów, od pasjonatów historii – wymienia pan Stanisław. Z jego opowieści wyłania się szczegółowy obraz życia Kaszubów na wsi. Pokazuje, jak kiedyś gospodarze robili buty, jak młócili zboże, w czym spali, na czym jadali. Ciekawostką jest zwłaszcza filiżanka z osłonką – by pijąc, mężczyzna nie ubrudził sobie wąsa. Uwagę przykuwają również militaria z II wojny światowej oraz drobiazgi z czasów Słowian. Na pewno warto tutaj zajrzeć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół