• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie taka znowu męka

    dodane 09.08.2012 00:00

    – Mam 24 motocykle z okresu PRL, a każdy z nich jest wyjątkowy. Każdy ma swoją historię, przeszedł przez wiele rąk, nim trafił do mnie. Ktoś je wyprodukował, ktoś nimi jeździł do pracy, do kościoła. Motocykle mają duszę – przekonuje Marcin Kaszubowski, kolekcjoner.

    Na pierwszy rzut oka garaż wygląda niepozornie – jak wiele innych metalowych garaży, w których gospodarze trzymają samochody lub sprzęty potrzebne na działce. Zaskoczenie budzi tabliczka nad drzwiami z napisem: „Biuro”. Biuro? W takim miejscu? A jednak gdy metalowe drzwi otwierają się ze szczękiem, za nimi ukazuje się wyjątkowe miejsce pracy. Nie jest to typowe biuro, to raczej królestwo motocyklisty.

    Złote rowery

    W tym królestwie niepodzielnie panuje Marcin Kaszubowski, stolarz z Kartuz. Oczy mu błyszczą, gdy zaczyna opowiadać o swoich motocyklach. A jest o czym opowiadać, bo ma już w kolekcji 24 motocykle, wszystkie z czasów Polski Ludowej. W tym 12 maszyn kompletnych, a 8 „na chodzie”, czyli jeżdżących. – Pierwszy motocykl pojawił się u mnie całkiem niedawno, bo dopiero w roku 2007. To wsk z 1977 roku. Należała do mojego teścia, ale zgodził się, bym ją odnowił i nią jeździł. Tak mnie to pochłonęło, że nie poprzestałem na jednym. Teraz, gdy tylko mam wolną chwilę, zajmuję się restaurowaniem kolejnych polskich modeli – opowiada pan Marcin. O wolną chwilę niełatwo, bo – poza pracą zawodową – czas pochłania budowa domu. Motocyklista już nie może doczekać się, aż całą swoją kolekcję przewiezie do nowego, większego garażu. Teraz wiele okazów musi trzymać u znajomych i rodziny, bo wszystkie nie zmieściłyby się w niewielkim metalowym garażu. A skąd właściwie u stolarza motoryzacyjna pasja? – Tak naprawdę zawsze chciałem być mechanikiem, ale ułożyło się inaczej – tłumaczy M. Kaszubowski. – Zawsze lubiłem to zajęcie. Jako nastolatek odnawiałem rowery, malowałem je na ulubiony złoty kolor. W tym czasie miałem też kilka motocykli: romet, wsk, komar, shl. Jednak wokół było ich tyle, że nie wydawały się zbyt wartościowe. Teraz, gdy każdy model jest na wagę złota, żałuję, że nie zostawiłem sobie kilku – dodaje z westchnieniem. Jako chłopiec mieszkał pod Czerskiem, niedaleko Chojnic. W rodzinie wielu mężczyzn – i kobiet! – posiadało motocykle, więc mały Marcin wraz z kuzynami najeździł się sporo na dwóch kółkach. Kiedyś nawet znaleźli u wujka ramę na kołach od czarnej wfm. Zaczęli nietypową zabawę – rozpędzali się na niej z górki i wjeżdżali do jeziora.

    W-f-męka?

    Dziś pan Marcin wiele dałby za to, żeby tamtą ramę odzyskać. Dla kolekcjonerów polskich motocykli nadeszły trudne czasy: maszyn jest coraz mniej. Wiele z nich trafiło na złom, inne pordzewiały i poniszczały przechowywane w złych warunkach. – Dzisiaj niełatwo jest zdobyć stary motocykl w przyzwoitej cenie. Poluję na nie w internecie, ale ceny modeli są coraz wyższe. Czasem zdobywam części na złomie. A przy odrobienie szczęścia można kupić kompletną maszynę lub części do niej od gospodarzy. Kiedyś udało mi się odkryć świetny motocykl w bardzo dobrym stanie od mieszkającego niedaleko rolnika – okaz leżał zakopany w sianie w stodole. Innym razem dowiedziałem się, że w okolicy ktoś ma jeszcze na podwórku dwa stare jednoślady – opowiada motocyklista. Największym marzeniem – nie tylko pana Marcina, ale z pewnością każdego innego pasjonata starej motoryzacji – jest możliwość cofnięcia się w czasie do lat, gdy w Polsce trwała produkcja motocykli i samochodów. Wejść do fabryki, zobaczyć rzędy nowiuśkich modeli i wybrać coś dla siebie...

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół