• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nekropolie na obrzeżach

    Ks. Sławomir Czalej

    |

    Gość Gdański 33/2012

    dodane 15.08.2012 00:00

    „Myślę o obozie jenieckim, gdzie w rewirze rosyjskim z głodu działy się dantejskie sceny i dochodziło do kanibalizmu” – pisał w swoich pamiętnikach jeniec francuski nr 83186, Jean Masse.

    Wtym tygodniu proponujemy wyjazd na krańce województwa pomorskiego, gdzie odwiedzimy dwa miejsca pamięci. Pierwszy z cmentarzy, niedaleko Czerska, związany jest z czasami I wojny światowej, ale także z jeńcami wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. Drugi, w Czarnem, powstał jako efekt zbrodni niemieckich, popełnionych na terenie obozu jenieckiego Stalag IIB Hamerstein.

    Ofiary dwóch wojen

    Cmentarz w Łukowie utworzono niedługo po wybuchu wojny w 1914 r. Łatwo go przeoczyć, jadąc z Czerska w kierunku południowo-zachodnim na Chojnice. Po czterech kilometrach należy skręcić w lewo. Przez ten jeden z największych obozów jenieckich w północnej Polsce przewinęło się ponad 50 tys. uwięzionych.

    – Oprócz żołnierzy rosyjskich byli tu Rumuni, Włosi, Anglicy, a później i bolszewicy – mówi Jarosław Ellwart, autor licznych przewodników po historii Pomorza. Trudne warunki – więźniowie mieszkali w ziemiankach – powodowały wysoką śmiertelność. Na półtorahektarowej działce pochowano aż 6000 osób, w tym 4500 Rosjan. Pod koniec wojny, w 1917 r., wzniesiono na cmentarzu kamienny obelisk w kształcie egipskiej piramidy. Autorem wydaje się być Polak, a jego nazwisko zostało wyryte w granicie. Groby żołnierzy wieńczą krzyże łacińskie, a nie prawosławne. Na niektórych z nich z tyłu można jeszcze odczytać zachowane tabliczki z imieniem i nazwiskiem zmarłego, pisane cyrylicą. 28 listopada 1939 r. Niemcy rozstrzelali w Łukowie 28 mieszkańców Czerska i Mokrego. Terror miał w zamierzeniu hitlerowców złamać polskiego ducha tych ziem. Mieszkało tu zaledwie 2 proc. osób pochodzenia niemieckiego. Po zwiedzeniu cmentarza możemy pojechać do Fojutowa, gdzie znajduje się zabytek wzorowany na antycznych rzymskich budowlach. W latach 1845–1849 wzniesiono tu akwedukt. Krzyżuje on płynącą na dole Czerską Strugę z płynącym na górze Wielkim Kanałem Brdy. Różnica poziomów wynosi aż 11 metrów.

    Gwiazdy z sierpami i młotami

    Do Czarnego jedziemy z Czerska w kierunku na Człuchów. Cmentarz leży zaraz za miejscowością; trzeba skręcić w lewo i przejechać około kilometra drogą przez las. Pierwsze baraki zbudowali w 1939 r. polscy jeńcy. Później kolejno napływali tu żołnierze z wszystkich frontów minionej wojny światowej. Obóz podzielony był na dwie części: północną, gdzie przebywali jeńcy z armii polskiej, francuskiej, belgijskiej, jugosłowiańskiej i amerykańskiej, i południową, gdzie więziono Włochów i Sowietów. Według naszego francuskiego pamiętnikarza, Niemcy od samego początku istnienia obozu przewidywali dużą liczbę jeńców. Chociaż w myśl Konwencji Genewskiej, której Związek Radziecki nie podpisał (dlatego też Niemcy tak okropnie traktowali więźniów radzieckich), nie wolno było jeńców mordować, w praktyce eksterminował ich głód. Zagłodzono tu i zamęczono ogółem 65 tys. osób. Jean Masse napisał, że na śniadanie uwięzieni dostawali jedynie herbatę ziołową i 250 g chleba. O 13 był obiad, czyli cienka zupa, a na kolację o 18 tylko herbata. Jeńcy ze stalagu, a więc szeregowcy, unikali pracy i wszelkiego wysiłku, „żeby nie tracić kalorii”. Oficerowie, których umieszczano w oflagach, pracować nie musieli. Dzięki wsparciu Czerwonego Krzyża w Stalagu IIB Hammerstein zdarzały się też namiastki normalności. Wykorzystując dostarczone przez organizację instrumenty, obozowa orkiestra wykonała tu nawet V Symfonię Beethovena. Jak wspomina Masse, tego typu „atrakcje” nie dotyczyły jednak obozu OST, czyli więźniów radzieckich. Dzięki Czerwonemu Krzyżowi w obozie powstała też biblioteka, jeńcy mogli otrzymywać kilogramowe paczki żywnościowe oraz pisać do domu listy na specjalnych kartach. Miesięcznie wolno było wysłać dwa listy i jedną kartę, które oczywiście cenzurowano. Aby nie dostać zakazu korespondencji, uwięzieni zwykle nie wspominali o głodzie i złym traktowaniu. Chodząc po samym cmentarzu, jak w niesamowitej scenerii filmowej mijamy kolejne gwiazdy z sierpami i młotami. Wielkie, wykonane z betonu. Ciśnie się na myśl refleksja o dramacie pochowanych tu ludzi, którzy z jednego piekła dostali się w drugie, jeszcze gorsze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół