• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pampersy nie są takie straszne

    Agnieszka Lesiecka

    |

    Gość Gdański 40/2012

    dodane 04.10.2012 00:00

    Pod opieką Matki Bożej Brzemiennej. – Lena stała się sensem mojego życia. To przy niej się zmieniłam i to bardzo. Gdyby nie moje dziecko, pewnie teraz siedziałabym w jakimś poprawczaku – mówi siedemnastoletnia Stefania, mieszkanka Domu Samotnej Matki w Gdańsku-Matemblewie.

    Jestem z domu dziecka. Zaszłam w ciążę i trafiłam tutaj. Już mając małą pod sercem wiedziałam, że jej nie oddam. Nie było takiej opcji – kontynuuje dziewczyna. Zanim trafiła do Matemblewa, przez cztery lata była w domu dziecka. Zabrano ją od rodziców, którzy mieszkają w Szczecinie. Mówi, że sama również się do tego przyczyniła. Chciała spróbować dorosłego życia. – Teraz jednak cieszę się, że tak wyszło. Nie żałuję. Gdybym nie poszła do domu dziecka, nie miałabym Leny. A matką jest być super. To wspaniałe uczucie. Pampersy nie są takie straszne. Mimo że mam dopiero 17 lat, naprawdę cieszę się, że jestem mamą – przekonuje. Dziś ma dobry kontakt z rodzicami. Spędza u nich wakacje i święta. Oni nie tylko zaakceptowali Lenę, ale z radością oczekują każdego spotkania. Ojciec dziecka je odwiedza. Czasem także ze swoją matką, która świata poza Leną nie widzi. Dogadują się. Snują plany dotyczące przyszłości.

    Chcą zamieszkać razem i stworzyć rodzinę, gdy Stefania osiągnie pełnoletniość. Młoda mama mówi, że u sióstr w Matemblewie jest lepiej niż w domu dziecka z powodu rodzinnej atmosfery i otaczającej miłości. W chwili obecnej w Diecezjalnym Domu Samotnej Matki im. Jana Pawła II w Gdańsku-Matemblewie przebywa 10 matek z dziećmi, z czego trzy są niepełnoletnie. Pracujące tam siostry kanoniczki Ducha Świętego pomagają dziewczynom ponownie wejść w społeczeństwo. Od 22 lat ponad 2000 matek z dziećmi znalazło schronienie w murach tego domu. W większości przypadków pojawienie się dziecka, które uchodziło za tragedię, okazywało się ratunkiem i wielkim błogosławieństwem dla matek i ich bliskich. Trzy lata temu w zaciszu matemblewskiego sanktuarium powstało okno życia.

    Matka walcząca

    Justyna nie ma szczęścia do mężczyzn. Ojciec jej pięcioletniej już córki Julii krzywdził ją. Odeszła z dnia na dzień. Sama. Wiedziała, że dziecko mimo wszystko jest z nim bezpieczne. Ona nie była w stanie zapewnić jej takiego dobrobytu, jaki miała u ojca. Trafiła do Gdańska. Znalazła pracę, wynajęła mieszkanie. Po 4 latach poznała ojca Klaudii. Zaszła w ciążę. Została sama. – Przez całą ciążę byłam zdecydowana oddać dziecko. W momencie jej narodzin nie miałam pracy, byłam sama i straciłam dach nad głową. Za namową psychologa ze szpitala, po porodzie wzięłam ją na ręce i już wiedziałam, że jej nigdy nie oddam. Chciałam czuć nienawiść, ale nie mogłam – mówi dwudziestoparoletnia szczupła brunetka. – Pokochałam ją natychmiast – dodaje. Później wszystko potoczyło się szybko. Justyna wycofała wniosek z ośrodka adopcyjnego. Panie z MOPS-u z Nowego Portu pomogły jej dostać się do Matemblewa i tak jest tutaj od pół roku. Jest wdzięczna Bogu i ludziom, którzy skierowali ją do Domu Samotnej Matki. Mówi, że siostry tu pracujące są dla nich jak mamy. Poprzez swoje towarzyszenie i wspieranie tego, co dobre, uczą dziewczęta miłości. Pokazują nie tylko, jak radzić sobie z obowiązkami. Przede wszystkim uczą życia i normalnych relacji. – Udzielamy pomocy socjalnej, prawnej i psychologicznej. Staramy się również, by matki odzyskały siłę duchową, wiarę w siebie i Pana Boga, który je umocni na drodze stawania się innym człowiekiem i układania nowego życia – mówi kierowniczka domu siostra Samuela Ciesielska CSS. – Trafiają do nas matki nie mające schronienia, warunków finansowych, które mogłyby im i dziecku zapewnić bezpieczeństwo. To dziewczyny, które zostały same, są odrzucone, niechciane i potrzebują wsparcia drugiego człowieka, towarzyszenia, by nie zrobić jakiegoś głupstwa, którego do końca będą żałować. Ich historie są bardzo różne. Niektóre będąc w ciąży nocowały nawet na klatkach schodowych, inne zostały po prostu wyrzucone z domu przez rodzinę – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół