• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Spotkanie przy studni

    Ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    – Gdy jeździmy na sawannę i zawozimy tam wodę i chleb, biegną za nami dzieci i całe rodziny, śpiewając: „Niech Bóg, w którego wierzysz, błogosławi tobie i tym, których kochasz” – mówi s. Alicja z misji w Lare.

    Lare to niewielka miejscowość, położona w diecezji Meru, oddalona o ok. 300 km od stolicy Kenii – Nairobi. Pomysł, aby w ten rejon świata skierować pomoc gdańskiej Caritas, zrodził się mniej więcej przed rokiem. Przyświecały mu dwa założenia. Po pierwsze miało to być jedno z najuboższych miejsc Afryki. Po wtóre, aby pomoc mogła być prawdziwie skuteczna, musiało mieć stabilną sytuację polityczną.

    20 kilometrów po wodę

    Spośród kilku możliwości wybrano właśnie Lare. Miejsce, które praktycznie pozbawione jest jakichkolwiek ujęć wody. Codziennym zajęciem mieszkańców okolicy jest wielogodzinny marsz do odległej o ponad 20 km rzeki. W tę wyprawę wybierają się całe rodziny, przede wszystkim kobiety i dzieci. To nie tylko wyczerpująca wędrówka. Woda z rzeki, nawet po przegotowaniu, ma w sobie tyle nieczystości, że nie odpowiada żadnym normom cywilizowanego świata. Jest też źródłem przeróżnych pasożytów. – Tak naprawdę wszelkie działania medyczne pośród dzieci trzeba zaczynać od odrobaczania. Wszyscy mieszkańcy Lare tego potrzebują – mówi ks. Janusz Steć, dyrektor gdańskiej Caritas, pomysłodawca powstania studni.

    – Tym ludziom przede wszystkim potrzebna jest zdatna do picia woda – dodaje. Brak czystej wody rzutuje też na higienę. Mnożą się tu przeróżne choroby skórne. – Nasi lekarze opatrywali tam rany, które nie goiły się od trzech lat – relacjonuje ks. Janusz. Jeżeli do tego wszystkiego dodać, że ponad 75 proc. ludności zmaga się z AIDS, to obraz może być naprawdę przygnębiający. Chorują dzieci, dorośli, starcy. W ramach walki z AIDS ludzie objęci są projektami światowej pomocy medycznej, ale żeby móc przyjmować leki, muszą się najpierw najeść. Inaczej lekarstwa przynoszą organizmowi tylko szkody.

    Głód patrzy w oczy

    – Okolice Lare, tak jak i cały, wykraczający poza granice Kenii obszar, dotknięty został w ostatnich latach szczególnie ciężką klęską głodu – przypomina ks. Steć. – Najpierw w pierwszej porze deszczowej prawie nie padało. W drugiej natomiast opady były tak obfite, że zbiory zgniły na polach – kontynuuje. Teren wokół Lare zamieszkują bardzo religijni ludzie. Są tu katolicy, protestanci, muzułmanie. Są także przedstawiciele rdzennych kultów plemiennych. W samym Lare mnożą się prywatne kaplice. Kto ma kawałek miejsca i stać go na ławki, otwiera swoją kaplicę. – My pomagamy ludziom. Nie pytamy o ich wyznanie. Tego uczy nas Ewangelia – odpowiada.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół