• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Odnaleźć sens w bólu

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:00

    Są schorowani, niepełnosprawni, cierpiący. A swoje cierpienie ofiarują Jezusowi.

    Zanim ktoś dojrzeje do tego, by złożyć własną codzienną mękę w ofierze, musi pogodzić się z chorobą i kalectwem – mówi Maria Wica, założycielka Wspólnoty Ochotników Cierpienia przy parafii Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku. – Ja miałam łatwiej, bo jestem chora od dziecka. Miałam czas, żeby się do tego przygotować. Ale z założeniem wspólnoty nie było już tak łatwo. Pani Maria wspomina, że w roku 1990 była na pielgrzymce w Lourdes, prowadzonej przez księdza Stanisława Ładę, duszpasterza osób chorych i niepełnosprawnych. Tam kapłan rozmawiał z pielgrzymami o ich cierpieniu. – Powiedział wówczas coś, co utkwiło mi w pamięci – mówi Maria Wica. – Nasze cierpienie nie będzie miało sensu, jeśli go nie spożytkujemy dla dobra naszego i Kościoła. Trzeba je złożyć w ofierze. Byłam gotowa i po powrocie zorganizowałam pierwsze spotkania wspólnoty w gdańskim mieszkaniu państwa Wiśniewskich. Kolejne odbywały się już u mnie, ale wciąż była to grupa nieformalna. Kiedy powstał nasz nowy kościół, zebrałam się na odwagę i zgłosiłam wspólnotę księdzu proboszczowi. Duszpasterzem ochotników cierpienia z Żabianki jest ks. proboszcz Piotr Tworek.

    Obietnica Ojca Świętego

    To niejedyna Wspólnota Ochotników Cierpienia w Trójmieście i na terenie archidiecezji. Podobne działają w parafiach Gdyni i Gdańska. Na świecie Centrum Ochotników Cierpienia istnieje od 1947 roku. Założył je włoski kapłan, sługa Boży, Luigi Novarese. Przed rokiem Benedykt XVI uznał cud dokonany za wstawiennictwem księdza Novarese’a, co zakończyło proces beatyfikacyjny. Ogłoszenie prałata Luigi Novarese’a błogosławionym Kościoła nastąpi 13 maja 2013 roku w rzymskiej bazylice św. Pawła za Murami. – Bardzo cieszymy się na tę uroczystość – mówi pani Maria. – To dodaje nam sił. Kiedy zaczynaliśmy działać, było nas nieco ponad dwadzieścia osób. Dziś jest w parafii 40 ochotników. Anna Gorczyńska z parafialnego oddziału Caritas przekonuje, że mimo ograniczeń wynikających z chorób ta wspólnota jest bardzo aktywna. – Ci ludzie sami organizują wszystko podczas comiesięcznych spotkań i innych uroczystości – mówi. – Caritas zapewnia tylko zaplecze socjalne. Pamiętam pierwsze spotkania. Wszyscy byli onieśmieleni, a dziś, kiedy wchodzi się na salę podczas spotkania wspólnoty, słychać gwar i radosne głosy. Widać, że ta wspólnota żyje, a udział w niej daje tym ludziom radość i spełnienie. Być może wspólnota nie działałaby tak energicznie, gdyby nie upór pani Marii. – Na początku naszej działalności trafiłam do szpitala, gdzie przeszłam operację onkologiczną. Leżąc tam, modliłam się do Boga, by dał mi siły i jeszcze odrobinę zdrowia, bym mogła to wszystko pociągnąć. No i udało się, Bóg wysłuchał moich modlitw. Dzięki temu już kilkanaście lat działamy – opowiada pani Maria. Co ciekawe, do założenia parafialnej wspólnoty zachęcił ją sam ojciec święty Jan Paweł II. – Byłam na pielgrzymce w Rzymie i wtedy papież zapewnił mnie, że moje działanie przyniesie efekt. Obiecał, że jeśli się nie poddam, to wspólnota będzie działać przez długie lata – wspomina.

    Modlitwa dla innych

    Zrzeszonym we wspólnocie pomagają także ich najbliżsi. – A to ktoś wniesie wózek, a to ktoś inny podwiezie samochodem na Mszę czy na spotkanie wspólnoty – mówi Anna Gorczyńska. – Rodzą się wspaniałe przyjaźnie. I to dotyczy nie tylko osób starszych. We wspólnocie są także ludzie młodzi. Ja sama twierdzę, że wprawdzie dziś nie należę do ochotników cierpienia, ale pewnie za jakiś czas do nich dołączę. Taka jest kolej rzeczy. – Najtrudniejsze momenty w naszej wspólnocie były wtedy, kiedy pierwsi spośród nas zaczęli odchodzić do Pana – wspomina Maria Wica. – To było przygnębiające. Ale starałam się wyjaśnić całej reszcie, że tak musi być, że nadal stanowimy grupę, że ci, co odeszli, są wciąż z nami i sprawują nad nami opiekę. Ja sama doświadczam tego bardzo często, kiedy proszę ich o pomoc w trudnych sprawach. Oni mnie nie zawodzą. A jak ochotnicy cierpienia realizują swoje zadania? Między innymi przez modlitwy za innych, choćby za kapłanów. Każdy we wspólnocie modli się codziennie za wybranych księży. Tych, których zna i tych, którzy są gdzieś daleko, na misjach. Bo najważniejsze to nie tracić z oczu innych ludzi, mimo własnego cierpienia. Kontakt do Wspólnot Ochotników Cierpienia w archidiecezji gdańskiej na gdansk.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół