• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Być dobrym tatą

    Jan Hlebowicz

    dodane 20.01.2013 21:47

    ‒ Idea ojcostwa ma swoje źródło w Bogu ‒ powiedział Paweł Bartosik, pastor Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku.

    W gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym, 19 stycznia, odbyła się konferencja pt. „Chrześcijański ojciec”. Prelegentem był pastor Paweł Bartosik.

    Zdaniem duchownego, temat ojcostwa jest szczególnie ważny w dzisiejszych czasach. ‒ Kryzys męskości i szerzej ‒ rodziny, przekłada się na stan współczesnego Kościoła i społeczeństwa. Celem wykładów jest wskazanie na to, jak fascynującą przygodą jest bycie ojcem i w jaki sposób możemy się doskonalić w tym powołaniu ‒ mówi „Gościowi Niedzielnemu” pastor.

    Podczas prelekcji Bartosik stwierdził, że wielu chrześcijan mylnie myśli o Bogu jako o srogim, groźnym, mściwym ojcu. ‒ Jest to sprzeczne z przekazem Nowego Testamentu. Według Ewangelii Jezus Chrystus jest najpełniejszym objawieniem charakteru i miłości Boga Ojca ‒ komentuje duchowny.

    Według pastora współczesna kultura zwalcza w chrześcijanach myślenie o szczególnej roli ojców w rodzinach. ‒ Ruchy feministyczne, „gender”, LGBT promują model świata jednolitego. Zdaniem tych środowisk tradycyjna rodzina, której „głową” jest mężczyzna, legitymizuje ucisk wobec kobiety, jest przejawem patriarchalizmu. „Zrzućmy z siebie łańcuchy, które nas różnicują” ‒ zdają się mówić feministki. Tymczasem świat stworzony przez Boga nie jest jednolity, co wcale nie znaczy, że znaczenie kobiety jest mniejsze niż mężczyzny ‒ tłumaczy pastor.

    Często, jak mówi Bartosik, chrześcijanie przyjmują narrację feministek, bo jest ona dla nich po prostu wygodna. ‒ Sami zaczynamy myśleć w kategoriach braku rozróżnień. Nikt nie ma określonej roli. Bóg jednak tak stworzył świat, że w innym celu powołał mężczyznę i kobietę. Nie oznacza to podległości, ale równość przy uznaniu różnych ról.

    O pastorze Pawle Bartosiku zrobiło się głośno przed paroma miesiącami kiedy wszedł w spór z psycholog Dorotą Zawadzką, znaną jako telewizyjna „Superniania”. Różnica zdań dotyczyła artykułu pt. „Łyżka edukacyjna” autorstwa Douglasa Wilsona, protestanckiego teologa. Tekst dotyczył zasadności stosowania kar cielesnych jako narzędzia w wychowaniu dzieci.  

    „Fizyczna dyscyplina i rodzicielska miłość wzajemnie się wykluczają. Bo albo kocham albo biję. Nie można bić z miłości, ani z miłością. Jeśli ktoś uderza drugą osobę, to ją krzywdzi, a jeśli ją krzywdzi to znaczy, że jej nie kocha. Dla mnie to proste” ‒ napisała Zawadzka na swoim facebookowym profilu.  

    Pastor w odpowiedzi uznał, że „Superniania” podchodząc do tematu w taki sposób dokonuje bardzo dużych i błędnych uogólnień oraz całkowicie spłyca temat. „Kogo pani Zawadzka ma przed oczami czytając powyższy artykuł? Zagniewanego zwyrodnialca, który z pomocą kawałka badyla chce wyładowywać swoje frustracje na swoim synu lub córce? Maltretowane, posiniaczone dziecko, które na widok wracającego do domu pijanego ojca chowa się pod łóżko? Jeśli tak, to proponuję ponowną i powolną lekturę artykułu”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • apriti
      21.01.2013 14:51

      >>albo kocham albo biję<< = >>albo narażam na ból albo chronię<<

      1. "chroniąc nieprzytomnie" nie nauczę dziecka co znaczy "gorące" - może się sparzyć
      2. w konsekwencji wyleje sobie wrzątek na głowę - i będę miał się nad kim rozczulać

      1. nie reagując zdecydowanie z miłości gdy dziecko dąży do samo zniszczenia - nie uchronię go
      2. "wychowają go" kiedyś środki przymusu bezpośredniego - w majestacie prawa

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół