• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Martyrologia na siłę?

    Jan Hlebowicz

    dodane 23.01.2013 21:28

    Linia podziału dzieląca zwolenników i przeciwników polskich zrywów niepodległościowych jest głęboka i wyraźna.

    Jedni mówią, że niezależnie od skutków powstań, trzeba upamiętniać ich bohaterów, którzy za wolność Ojczyzny przelewali swoją krew. Bo przecież to dzięki ich heroicznej postawie kolejne pokolenia nie traciły ducha walcząc o polskość. Inni pytają: dlaczego mamy je czcić? To przecież rodzaj historycznego masochizmu ‒ bo te szaleńcze, nieprzygotowane, bezsensowne, pełne ofiar zrywy najczęściej skazane były na porażkę u samego zarania...

    W tym roku przypada 150. rocznica powstania styczniowego. W najbliższych dniach, mieszkańcy Trójmiasta i okolic będą mogli wziąć udział w wykładach, uroczystych Mszach św., ogniskach powstańczych, zabawach terenowych. Pytanie tylko: po co to wszystko? Czy rzeczywiście warto na tak dużą skalę upamiętniać powstanie, które nie objęło swym zasięgiem Pomorza Gdańskiego? Czy przypadkiem, poprzez lokalne działania, nie staramy się trochę na siłę odnajdywać związki naszego regionu z tym niewątpliwie ważnym, historycznym wydarzeniem? Czy jest to mało trafiona próba poszukiwań nowej, pomorskiej martyrologii?

    Żeby na te pytania odpowiedzieć, musimy sięgnąć do kart historii. Już na kilka lat przed wybuchem powstania, Polacy z zaboru pruskiego solidaryzowali się z represjonowanymi rodakami z Kongresówki.  Uczestniczyli w żałobnych nabożeństwach i patriotycznych manifestacjach, podczas których śpiewali pieśni religijno-narodowe. Na przykład, 9 sierpnia 1861 roku, zebrani w Kaplicy Królewskiej w Gdańsku, sporo ryzykując, w trakcie Mszy św. zaintonowali „Boże, coś Polskę” ku czci księcia Adama Czartoryskiego. Podobne wystąpienia miały miejsce w 44. innych miejscowościach Pomorza Gdańskiego!  

    Po 22 stycznia na dużą skalę organizowany był transport broni dla walczących.  Pewnego razu pruscy żandarmi aresztowali wóz wiozący fortepian z nadmotławskiego grodu. Instrument wypełniały flinty, karabiny i pałasze. Jan Röhr, uczestnik powstania 1846 roku na Litwie, później zesłaniec na Sybir, właśnie w Gdańsku przyjmował statki pełne broni, którą później przekazywał walczącym. Wpadł po niespełna czterech miesiącach działalności i ponownie został skazany.  

    Inne przykłady? Oddział pomorski, złożony z Kaszubów rekrutujących się głównie z okolic Chojnic, brał czynny udział w walkach. Julian Łukaszewski, powstaniec styczniowy, w swoim pamiętniku napisał: „Kompania ta zasługuje na szczególną wzmiankę dlatego, że przeważnie składała się z Kaszubów od Gdańska. Któż by był pomyślał, że w cząstce tej, o której istnieniu może i niejeden nie wie wcale, uważanej za straconą, tak gorące biją serca polskie”.

    Ponurą sławą okryła się natomiast Twierdza Wisłoujście, zwana Cytadelą Gdańską, gdzie więziono mieszkańców Pomorza czynnie wspierających powstańców. Tam, przetrzymywani byli także kolejni publicyści polskiej gazety „Nadwiślanin”, nawołujący w swoich artykułach do czynnego udziału w walce przeciwko zaborcom. W jednym z numerów pisma, po fali aresztowań, napisano: „Gorzki to dziś, zaiste ‒ pełen trudów i niezwykłego poświęcenia wymagający ‒ zawód dziennikarza polskiego”. Jedno jest pewne ‒ historii łączących nasz region z powstaniem styczniowym jest znacznie więcej.

    Zryw niepodległościowy rozbudził uczucia patriotyczne, na pewno powiększył świadomość narodową wśród mieszkańców Pomorza Gdańskiego, którzy zaczęli konsolidować się w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. Zakładali liczne biblioteki, związki rzemieślnicze, konspirowali w ramach tajnych kół młodzieży gimnazjalnej albo krypto-politycznych towarzystw rolniczych. Tam mogli kultywować narodowe tradycje, swobodnie dyskutować w ojczystym (ale także kaszubskim) języku o przyszłym kształcie odrodzonej Rzeczpospolitej. Można postawić tezę, że gdyby nie wybuch powstania, władzom pruskim dużo łatwiej przyszłoby przeprowadzić skuteczną akcję germanizacyjną na tych terenach.

    Oby pomorskie obchody 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego przyczyniły się do odkrycia nieznanych kart historii naszego regionu i odkłamania stereotypowego myślenia o niepodległościowym zrywie 22 stycznia 1863 roku. Niech będą także okazją do odkrywania śladów przeszłości ‒ zapomnianych krzyży, grobów, kapliczek ‒ postawionych ku czci pomorskich powstańców styczniowych walczących o suwerenną Polskę. 

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół