• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Samarytanie na froncie

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:00

    Województwo pomorskie od lat zajmuje czołowe miejsce w ponurych statystykach dotyczących zachorowalności mieszkańców na nowotwory złośliwe.

    Światowy Dzień Chorego wypada 11 lutego, zaś 4 lutego obchodzony był Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem. Jak z chorobami nowotworowymi radzimy sobie w naszym regionie? O metody i środki nie pytamy tym razem lekarzy. Bo walka toczy się też poza specjalistycznymi placówkami. A na linii frontu stoją pacjenci i ci, którzy chcą im bezinteresownie pomagać – ludzie dobrej woli, wolontariusze, samarytanie.

    Fundacja zamiast NFZ

    Beata Puchalska zachorowała w 2008 r. Jak sama mówi, żyje dzięki wsparciu Fundacji „Zostań Mamo”. Założyli ją przyjaciele pani Beaty, żeby ją ratować. – Zaczynali od pomagania mnie, dziś pomagają kilku innym osobom – opowiada Beata Puchalska. – Gdybym miała polegać na Narodowym Funduszu Zdrowia i państwowej opiece medycznej, wszystko wyglądałoby znacznie gorzej. Dzięki wsparciu fundacji mogłam podjąć leczenie prywatne. Na terminy przyjęć w placówkach państwowych czeka się po 8–9 miesięcy. Kilka lat temu starałam się dostać do Kliniki Leczenia Nowotworów w Warszawie.

    Przyjechałam na miejsce i zobaczyłam 300 osób przed gabinetem pana doktora. Stanęłam w kolejce o 6 rano. Do gabinetu weszłam o 16.15. Beata Puchalska mnoży kolejne przykłady niewydolności państwowej służby zdrowia. – Chciałam niedawno zapisać się do Centrum Onkologii w Gdańsku – opowiada kobieta. – W rejestracji w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym powiedziano mi, że muszę mieć ze sobą aktualną książeczkę RMUA. Nie miałam jej, bo właśnie wprowadzono system elektronicznej ewidencji pacjentów – eWUŚ. Mimo to pani z okienka nie chciała słyszeć o zarejestrowaniu mnie do specjalisty. Zagroziłam postawieniem na nogi kierownictwa placówki i dopiero to poskutkowało. Ale w lutym będę musiała rejestrować się z książeczką RMUA.

    Kłopot z profilaktyką

    Zdaniem Beaty Puchalskiej to skandal, że organizacje pozarządowe muszą wyręczać państwo w organizowaniu pomocy chorym. Szefowa Fundacji „Gdyński Most Nadziei” Małgorzata Marmajewska uważa, że sytuacja nie jest tak tragiczna. Jej organizacja prowadzi programy profilaktyczne, korzystając z finansowego wsparcia władz Gdyni. – Fundacja pomaga w obszarze profilaktyki zdrowotnej, prowadzi ośrodek wsparcia psychologicznej terapii onkologicznej – „Akademia Walki z Rakiem” oraz kampanię informacyjno-edukacyjną „Odważni Wygrywają – profilaktyka raka jądra” – mówi Małgorzata Marmajewska. – Wszelkie programy profilaktyczne każdego roku zwiększają swój zasięg. Ośrodki medyczne mają duże wsparcie organizacji samorządowych organizujących spotkania, podczas których można bezpłatnie się zbadać, uzyskać specjalistyczną poradę. – Te programy to „ściema” – irytuje się Beata Puchalska. – Kiedyś chciałam skorzystać z profilaktycznych badań w UCK. Zostałam zdyskfalifikowana już na pierwszym etapie. Panią, która prowadziła ten „przesiew”, nie przekonało to, że w mojej rodzinie chorowali na raka niemal wszyscy – moja mama, mój tata, dziadek. A teraz choruję i ja.

    Szczyty życia

    – To coś okropnego, jak traktuje się w naszym regionie chorych na raka – uważa Katarzyna Gulczyńska, prezes Fundacji „Pokonaj Raka”. – Na przestrzeni ostatnich lat przedstawiciele Trójmiasta zajmowali i zajmują wysokie stanowiska ministerialne w stolicy, ale o zdrowotnych problemach Pomorza zupełnie zapominają. Jednak ja nie boję się trudnych tematów, podejmuję walkę z rakiem i staram się zaszczepić w naszych podopiecznych optymizm i wiarę, że chorobę można pokonać. To podstawa konieczna do skutecznej terapii. A terapia, jaką proponuje Fundacja „Pokonaj Raka”, jest nietypowa. Organizacja realizuje na przykład projekt „Szczyty życia”. To nic innego jak seria wypraw na najwyższe szczyty świata. – To projekt jedyny na świecie. Chorzy na raka podejmują wyzwanie zdobycia pełnej Korony Ziemi, wiara i chęć walki są równie ważnym elementem terapii jak chirurgia, chemioterapia. Walka z rakiem to często walka na śmierć i życie, wymaga niesamowitego wysiłku, wytrzymałości psychicznej i wytrwałości. Zdobywanie najwyższych szczytów jest metodą i symbolem takich spektakularnych zwycięstw. Dlatego wspólnie wyruszamy w góry – wyjaśnia Katarzyna Gulczyńska. W Trójmieście i w całym regionie podobnych fundacji jest kilkadziesiąt. Ale zbyt często jeszcze walkę z rakiem przegrywamy. Co zrobić, by sytuacja zaczęła się zmieniać? – Potrzeba więcej pieniędzy, zmiany chorego systemu państwowej służby zdrowia i innego nastawienia lekarzy – uważa Beata Puchalska. – Spotkałam w swoim życiu wspaniałych specjalistów, obdarzonych empatią i oddanych swojemu powołaniu, ale takich ludzi wciąż jest ich za mało.

    Ponura statystyka

    Liczba zachorowań na nowotwory w najbardziej zagrożonych województwach w 2010 r. w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców (Krajowy Rejestr Nowotworów) • kobiety: mazowieckie 8797 śląskie 8352 wielkopolskie 6859 łódzkie 5371 małopolskie 5527 pomorskie 4787 • mężczyźni: śląskie 8563 mazowieckie 8420 wielkopolskie 6722 dolnośląskie 5740 łódzkie 4828 pomorskie 4790

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół