• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Butem w czerwoną gwiazdę

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 11/2013

    dodane 14.03.2013 00:00

    Gdański Marzec ’68. „W dzisiejszej Polsce tak jakoś się składa, że nam tu wszystkim narzekać wypada. A w czym przyczyna, niestety wiemy – władza uważa, że za dużo jemy” – pisał Edmund Wasilek. Ot, szalone lata sześćdziesiąte po polsku.

    Znają się od dziecka. Jakub Szadaj jest polskim Żydem. Lech Wróblewski synem akowca. W wakacje 1967 r. zakładają tajną organizację. Chcą wysadzić w powietrze sowiecki konsulat. W swoje plany wtajemniczają kolegów – Edmunda Wasilka, Jerzego Wolszczaka, Andrzeja Sidorowicza, Stefana Zarębskiego oraz Witolda Marka. Najstarszy z nich ma 22 lata. Najmłodszy 17. „Przysięgam na honor i miłość Ojczyzny Tobie, Polsko, być posłusznym, a prawa organizacji ściśle przestrzegać. Tak mi dopomóż Bóg” – ślubują. Zrzucają się na własny proporzec. Z jednej strony każą wyszyć herb Gdańska, z drugiej orła z koroną i krzyż. Spotykają się w opuszczonym baraku, a umawiają za pomocą skrzynek kontaktowych. – Najczęściej była to wyjmowana cegła w jednej z piwnic albo deska w podłodze. Nie mogliśmy do siebie dzwonić, bo baliśmy się, że telefony są na podsłuchach – wspomina po latach Jakub Szadaj.

    Wysadzić sowiecki konsulat

    Przy pomocy podrobionego klucza włamali się do gabinetu przysposobienia wojskowego w III LO. Wynieśli stamtąd amunicję do karabinu szturmowego, granat i kostkę trotylu. Zdobyty asortyment uzupełnili o dwa pistolety pneumatyczne i wojskowe petardy ćwiczebne. – To był bardzo napięty czas. Baliśmy się, że wojska sowieckie wejdą do Polski. Chcieliśmy czynnie stawić im czoła. Kula za kulę. Krew za krew. Różne dziwne myśli kotłowały się w naszych młodych głowach – mówi Szadaj. Planowali wysadzić w powietrze sowiecki konsulat, który był dla nich symbolicznym ucieleśnieniem zniewolenia Polski. – Szczerze go nienawidziliśmy. Oczywiście z perspektywy czasu, wiem, że ten plan był od początku do końca niedorzeczny – wyjaśnia Szadaj. Na co dzień grupa zajmowała się produkcją i kolportażem wierszy oraz ulotek o antykomunistycznej wymowie. Spod pióra Edmunda Wasilka wyszły tytuły: „Co nam dała Władza Ludowa?” czy „Urodzaj na morderców”. Żaden z utworów nie zachował się. Największym sukcesem organizacji okazał się plakat przedstawiający granice PRL i but wykopujący czerwoną gwiazdę z terenów Polski na wschód. – Ludzie bali się podnosić ulotki. Plakat można było zobaczyć z daleka. Jego przekaz był prosty i czytelny. Rozwieszaliśmy go wszędzie – na sklepach, w kinach, a nawet w najbliższej okolicy Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Komentowało go wiele osób – opowiada Szadaj.

    Kociołek matołek

    W tym czasie w Polsce rozpoczęła się kampania antysyjonistyczna wymierzona m.in. w polskich Żydów. Napięcia antysemickie pokryły się z decyzją komunistycznych władz o zakazie wystawiania w Teatrze Narodowym „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. 30 stycznia 1968 r. odbyło się ostatnie przedstawienie. Po spektaklu liczący kilkaset osób pochód udał się pod pomnik Adama Mickiewicza, gdzie zostały złożone kwiaty. Miesiąc później Adam Michnik i Henryk Szlajfer, studenci Uniwersytetu Warszawskiego, protestujący przeciwko zdjęciu z afisza „Dziadów”, zostali relegowani z uczelni, a następnie aresztowani. 8 marca na dziedzińcu przed gmachem biblioteki UW odbył się wiec w ich obronie. Fala strajków zalała cały kraj. W tym także Wybrzeże. 12 marca główny budynek Politechniki Gdańskiej został obwieszony afiszami: „My z Warszawą”. Do protestujących studentów przemówił Stanisław Kociołek, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego. Przywitały go gwizdy, głośne tupanie i okrzyki „Kociołek matołek”. Komunistycznego prominenta obrzucono gazetami i monetami. W pewnym momencie trafiono go... garnkiem. Sekretarz musiał ratować się ucieczką. Tego samego dnia, w klubie studenckim „Żak”, Adam Rapacki, minister spraw zagranicznych, spotkał się z członkami Związku Młodzieży Socjalistycznej. Przed budynkiem doszło do spontanicznej manifestacji. Szadaj i Wróblewski wraz z kolegami zaczęli skandować: „Prasa kłamie” i „Moskale do domu”. Przeciwko demonstrantom zostały wysłane oddziały MO i ORMO. – Podjechały suki. W jednym szeregu szło ośmiu funkcjonariuszy i biło nas pałami. Niektórych siłą wpychali do radiowozów – opowiada Szadaj.

    Najwyższy wyrok

    Na skutek donosu tajna młodzieżowa organizacja została rozbita na początku kwietnia. – Przyjechali do domu, w którym mieszkałem z rodzicami. W rękach trzymali broń. Przeprowadzili rewizję. Cały czas mieli mnie na muszce – przypomina sobie Szadaj. W tym samym momencie zatrzymywani byli pozostali członkowie grupy. Przesłuchania były długie i brutalne. Podczas jednego z nich esbek przyłożył pistolet do głowy dziewiętnastoletniego wówczas Szadaja. „Jeśli w tej chwili nie powiesz, z kim współpracowaliście i kto wami dowodził, to pociągnę za spust!” – krzyczał. Przesłuchiwany zamiast odpowiedzieć, zaczął się śmiać. Jak sam przyznaje po latach, nie dlatego, że był tak odważny. Z bezsilności. W jednym z meldunków specjalnych SB odnotowała: „Jakub Szadaj wykazywał nienawiść do wszystkiego, co polskie, popierał agresję Izraela i wychwalał syjonistów”. Od prokuratora usłyszał z kolei, że Żydzi mają wywrotowość we krwi. Na czas procesu umieszczono go w jednej celi z donosicielem, który podczas rozprawy zeznawał przeciwko niemu. Ostatecznie Szadaj, decyzją Sądu Wojewódzkiego, został skazany na 10 lat więzienia za „kierowanie organizacją antyrządową”. Lech Wróblewski i Jerzy Wolszczak usłyszeli wyrok 7 i 5 lat pozbawienia wolności. Były to najwyższe kary za działalność antysystemową w okresie wydarzeń marcowych w Polsce. W 1991 r. Lech Wróblewski napisał w liście do ówczesnego ministra sprawiedliwości: „Ja i moi koledzy mieliśmy odwagę przeciwstawić się komunistycznemu systemowi, a nasza działalność zmierzała do jego obalenia. Nasza wina była niewątpliwa, tak jak wcześniej »niewątpliwa« była »wina« żołnierzy AK, WiN czy NSZ”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • sem
      02.11.2013 22:28
      To co tu jest napisane to są kompletne bzdury.To jest pisanie o rzeczach które się nigdy nie wydarzyły.Pisanie pod kogoś,żeby jeszcze bardziej mógł materialnie lepiej stać jak Szastaj i inna hołota.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół