• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Parę złotych i tragedia gotowa

    dodane 11.04.2013 00:00

    14 marca to Dzień Ludzi Bezdomnych. Warto zapytać, jak pomagać mądrze i nie dać się oszukać. Pieniądze wrzucone do kubka problemu nie rozwiążą.

    Pomocą bezdomnym powinny zajmować się wyspecjalizowane instytucje, bo ich pracownicy najlepiej wiedzą, jak to robić skutecznie. Przeprowadzone 2 miesiące temu liczenie bezdomnych ma pomóc w aktywizacji tych osób i ułatwić im powrót do normalnego życia. W województwie pomorskim są  2 tysiące bezdomnych. Jeśli choćby części udało się pomóc w znalezieniu pracy, wyleczeniu z alkoholizmu czy odzyskaniu własnego domu, to już będzie można mówić o sukcesie.

    Bezdomny z wyboru

    Niestety, nie wszyscy szukają trwałej i skutecznej pomocy. Wielu bezdomnych żyje na ulicy z własnego wyboru. Jednym z nich jest Andrzej, 35-latek na co dzień „rezydujący” w okolicy gdańskiego dworca PKS. – Nie mieszkam w domu od paru lat, bo tam oprócz mamy jest też mój brat, a ja ciągle się z nim kłócę – wyjaśnia mężczyzna. – Mam dość tych awantur. Moja mama jest rencistką i nie ma pieniędzy, żeby utrzymać nas wszystkich, a ja nie pracuję i nie mam stałego dochodu. Andrzej nie jest człowiekiem nieskazitelnym, skrzywdzonym przez los czy innych ludzi. Jego obecne życie to efekt czynów z przeszłości. Kiedy patrzy się na jego zniszczoną twarz, można się pomylić i dodać mu ze dwadzieścia lat. To skutki nadużywania alkoholu, niedożywienia, braku możliwości utrzymania codziennej higieny. Ale alkohol nie był jedynym problemem Andrzeja. – Mam za sobą odsiadkę za pobicie – przyznaje bezdomny.

    – Ale teraz już się nie biję. Parę lat temu straciłem palce u prawej nogi. Zasnąłem po pijaku w nieogrzewanej szopie. W nocy było bardzo mroźno, przez nieszczelny dach sypał śnieg. Kiedy mnie obudzili, okazało się, że palce nadają się tylko do amputacji. Niestety, nie pracuję, bo nikt nie chce na stałe zatrudnić niepełnosprawnego bez dokumentów. Andrzej nie ma pracy i ubezpieczenia. Nie pobiera żadnych świadczeń socjalnych, bo nie ma dowodu osobistego, a jakoś nie może wybrać się do urzędu, żeby załatwić sobie dokumenty. Żyje z dnia na dzień. Ima się różnych zajęć. – A to ktoś chce, żebym mu w warsztacie posprzątał, a to jakiś rolnik potrzebuje latem pomocy na polu – opowiada. – Często też ludzie pomagają. Dadzą parę groszy, kupią obiad. Jedna pani kupiła mi nawet buty za 150 złotych. Te, które mam na nogach, bo moje stare adidasy były już całkowicie dziurawe.

    Jak pomagać bezdomnym?

    – Przede wszystkim nie należy brać sprawy we własne ręce z wiarą, że wrzucone do kubka kilka złotych rozwiąże problem takiej osoby, albo pomoże jej przetrwać przez jakiś czas – wyjaśnia Monika Ostrowska z gdańskiego MOPS. Ostrzega, że takie postępowanie może mieć nawet tragiczne skutki. – Jałmużna może być zamieniona na alkohol. Osoba nietrzeźwa z kolei może zasnąć zimą gdzieś na ławce i sprawa skończy się tragicznie – tłumaczy. Nieraz telefon do Straży Miejskiej, pod numer 986, ze zgłoszeniem o osobie bezdomnej może uratować komuś życie. Patrol zjawi się na miejscu i jeśli pomoc będzie konieczna, z pewnością jej udzieli. – Strażnicy współpracują z naszymi specjalistami, którzy potrafią kompleksowo zająć się pomocą osobie bezdomnej. Mamy noclegownie, schroniska, punkty żywieniowe, wydajemy darmową odzież. Staramy się szerzej pomagać tym, którzy chcą wyjść z bezdomności – wylicza M. Ostrowska.

    Więcej o pomocy bezdomnym oraz dane kontaktowe do placówek zajmujących się takimi osobami na gdansk.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół