• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Prawy prosty

    ks. Rafał Starkowicz

    dodane 14.05.2013 18:30

    Pewien znany gdański pięściarz, a zarazem równie znany celebryta, swoją wypowiedzią wpisał się w nurt poprawności politycznej. W sprawie adopcji stawia nam prosty wybór: albo rodziny patologiczne albo geje.

    - Jeśli miałbym wybrać adopcję przez parę homoseksualną lub wychowanie dziecka w rodzinie patologicznej - wybieram adopcję przez parę homoseksualną - wyznał ostatnio Dariusz Michalczewski dla „Polska the Times”.

    Co zrobić, aby stać się autorytetem? Wystarczy być trochę znanym i umieć dobrze znaleźć się w sytuacji. W kwestii bycia autorytetem można zauważyć swoisty pluralizm. Można być aktorem, muzykiem, filmowcem, lekarzem czy przedstawicielem środowisk naukowych. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że naznaczona powagą autorytetu wypowiedź ma się jakkolwiek wiązać z posiadaną wiedzą, praktyką czy doświadczeniem. Autorytet to autorytet. Zna się na wszystkim. A jego znajomość tematu jest tym bardziej przekonująca, im bardziej wpisuje się w nurt zapotrzebowania liberalnych mediów.

    Trochę przykro, że przychodzi mi w tym kontekście komentować słowa człowieka, którego szczerze podziwiam. Nie tylko jako sportowca. Dariusz Michalczewski słynie bowiem z tego, że chętnie bierze udział w charytatywnych przedsięwzięciach. Na łamach ostatniego numeru Gościa Gdańskiego pisaliśmy nawet o tym, że włączył się w imprezę mającą na celu wsparcie Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci. I chwała mu za to.

    Jednakże jego wypowiedź dotycząca adopcji dzieci przez pary homoseksualne to głębokie nieporozumienie. Już samo postawienie alternatywy ”patologiczna albo homoseksualna” wydaje się być rodem z kabaretu. I pewnie byłoby śmieszne, gdyby nie dotyczyło tak poważnych kwestii.

    Rzeczą oczywistą jest to, że kształtowanie nowego człowieka wymaga nie tylko sprawnego podejścia pedagogicznego. Potrzeba przede wszystkim przykładu życia. Także mądrej i odpowiedzialnej postawy w kształtowaniu jego seksualności. A można tego dokonać tylko wówczas, gdy seksualność owa wypływa z miłości. Dodajmy rozumianej w zgodzie z naturą. Nawet gdyby odłączyć moralną ocenę wynikającą z prawa naturalnego, że o Bożym nie wspomnę, dotyczącą związków homoseksualnych, nie wydaje się możliwe, aby rozwój człowieka w takim związku nie pociągał za sobą swoistego ”kodowania”. Wyobraźmy sobie dziewczynkę wychowywaną przez dwóch ”tatusiów”. A jeszcze lepiej chłopca… Czy może on w sposób prawidłowy odczytać piękno płci przeciwnej, czy raczej pociągnięty przykładem swoich opiekunów będzie powielał zaobserwowane w dzieciństwie wzorce? A przecież doświadczenia z dzieciństwa, zwłaszcza te dotykające najczulszych sfer życia, pozostawiają w człowieku niezwykle mocne piętno. Zdajemy się to rozumieć.

    Drugą, równie oczywistą przeszkodą w powierzeniu wychowania dziecka parom homoseksualnym, jest niestabilność tych związków. I nie dotyczy to tylko polskich realiów. Według badań przeprowadzonych w Holandii, związki osób tej samej płci są o wiele mniej trwałe od związków heteroseksualnych. Niezwykle niska jest też średnia długość ich trwania. Nawet wówczas, gdy są to związki zdeklarowane i zaangażowane. (Sanfort, T. G., de Graaf, R., Bijl, R. V., Schnabel, P. (2001) Same-sex sexual Behavior and psychitric disorders: findings from the Netherlands Mantal Health Survey and Incidence Study. Arch Gen Psychiatry Jan;58(1):85-91.). O nietrwałości tych związków możemy przeczytać także w książce ”Homosexualities” autorstwa Bell i Weinberg (New York, 1978.). ”Badania nad mężczyznami o orientacji homoseksualnej wykazują, że ponad 75% homoseksualistów uprawiało seks z ponad 100 różnymi mężczyznami w ciągu życia: około 15% spośród nich miało 100-249 partnerów seksualnych, 17% - 250-499, 15% - 500-999, a 28% przyznało, że miało ponad 1000 partnerów seksualnych w ciągu życia”.

    Ale rozumiem, że krótkotrwałość związków homoseksualnych zrekompensuje dzieciom wyższa kultura osób w nich uczestniczących. Wiadomo geje i lesbijki to z założenia ludzie lepsi, bardziej życzliwi, pełni dobroci. Nie to, co pozostała część społeczeństwa. Niestety. W związkach homoseksualnych też zdarza się przemoc. Według niektórych źródeł nawet dwa razy częściej niż w związkach heteroseksualnych.

    Prosto i mądrze do tego rodzaju problemów odniósł się podczas ostatniego odpustu na Kalwarii Wejherowskiej bp Andrzej Dziuba z Łowicza. Mówił: ”Szanujmy kobiecość i męskość. To jest niezwykle ważny Boży dar. Bo płci nie można grać jako roli. Płeć jest faktem, mimo czasem przeżywanych osobistych dramatów”.

    W kolejce do adopcji oczekuje wiele dobrych, zdrowych rodzin, chętnych aby z odrzuconymi dziećmi podzielić się swoją miłością. Gdyby wszystkie one miały szansę na przygarnięcie dzieci, problem tych niechcianych w Polsce praktycznie by nie istniał. Poddawanie pod dyskusję adopcji dzieci przez pary homoseksualne jest więc tematem ściśle ideologicznym, będącym konsekwencją odłączenia sfery seksualnej od kryteriów moralnych. Można więc powiedzieć, przy całym szacunku dla osób homoseksualnych, że zabieranie dzieci z tzw. rodzin patologicznych i oddawanie ich w ręce par homoseksualnych przypomina po prostu leczenie dżumy cholerą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • stan
      16.05.2013 09:30
      Czy tytuł artykułu z nazwiskiem księdza, umieszczony na stronie głównej ma charakter chrześcijański ?
      Jak myślicie.
    • lekarz
      16.05.2013 15:19
      Żartując: gdyby ksiądz tyle raz dostał w osłonę mózgu co ten pan (kiedyś udający zdaje się Niemca i że tiger w ogóle - he, he), to by ksiądz obniżył wymagania wobec "ałtorytetu". Inną sprawą są jego słuchacze. Równie mądrzy choć mniej obici.

      No, ale i życie tego pana jest jakie jest. Rozwody itd. więc czyż może być tu coś lepszego nić te brednie?

      Jest inny pięściarz - Adamek. Dowód, że liczba ciosów na twarzoczaszkę nie determinuje poważnych niedomagań mózgu.

      A panu Michalczewskiemu życzymy choćby snu o tym jak to małym chłopcem będąc zamiast ojca pijaczyny ma dwóch sodomitów utrudniających odpadom wyjście z jelita grubego.
    • Hah
      18.05.2013 14:01
      Czytałam ostatnio w "Wiedzy i życiu" artykuł o wpływie przebywania w sierocińcach na psychikę dziecka. Badania przeprowadzone w Rumunii wyraźnie pokazały, że pobyty w nich jest dla dzieci niszczący, prowadzi do obniżenia IQ i znacznych zmian psychicznych. Tymczasem dzieci, które trafiały do rodzin zastępczych (niekoniecznie pełnych, mogła wychowywać je np. samotna matka) rozwijały się prawidłowo i normalnie. Badania pokazywały, że chodzi przede wszystkim o indywidualne podejście do dziecka. Nie sądzę, aby geje i lesbijki byli go pozbawieni, więc w czym problem?
    • Rafaela
      09.06.2013 15:36
      ks. Starkowicz pisze bardzo ladnie. ale ze szkoda dla Prawdy. Z bardzo ladnie robi sie bardzo brzydko.

      zwiazki gejow moze sa nietrfale.
      czy zwiazki hetero sa trfale? tego ksiadz nie wyjasnia.
      nie liczy ilosci i wzrostu rozwodow par herero.
      nie dyskutuje definicji trfalosci. czy trfalosc to brak rozwodu czy tz cos innego? np rozklad szczescia rodzinnego? np przemoc w rodzinie? np obojetnosc miedzy maloznkami ? np milczace molestowanie, ponizanie? To co sie nazywa "rozkladem zwiazku malzenskiego"?
      To wszystko jest lepsze niz rodzna gejow?
      Dlaczego? Jakie ksiadz ma na to dowody? Nauka? Badania? czyje? gdzie i kiedy robione?

      Ksiadz bardzo ladnie wyglada i milo pisze. tak milo, ze brzydko. I popelnia grzech pychy. Z tego sie powinien ksiadz spowiadac.
      Ksiedza sluchaja i czytaja katolickie rodziny. nam sie nalezy Prawda, dokladnosc, ezeczowosc. bo potem sekciarze albo ateisci sie z nas smieja. i mowia ze gadamy glupoty bo baania co innego udowadniaja. wiec sie prosze ksiedza nalezy powaznie a nie zarty robic z powaznego tematu dla katolickej rodziny.
      Szczesc Boze.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół