• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Jedenastka Pana Boga

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    – Kościół posyła Was, byście opatrywali rany serc złamanych – mówił do neoprezbiterów arcybiskup Sławoj Leszek Głódź.

    Dziś przetacza się przez świat fala wrogości wobec życia ludzkiego. Złudne pragnienie szczęścia natychmiast i za wszelką cenę prowadzi do składania fałszywych obietnic, rozbijania małżeństw, osierocania dzieci, niszczenia rodzin – kontynuował. W sobotę 1 czerwca w bazylice Mariackiej metropolita wyświęcił jedenastu nowych kapłanów. Wśród obecnych na uroczystości byli klerycy i moderatorzy Gdańskiego Seminarium Duchownego, kapłani archidiecezji, rodziny i przyjaciele neoprezbiterów. – Potrzeba nam szczerości i prostoty, bo one stanowią fundament nawrócenia. Dlatego nie zaniedbujcie rachunku sumienia i częstej, szczerej spowiedzi – apelował arcybiskup.

    – Z prostotą przyjmujcie wszystkie dary Bożego miłosierdzia. Bez niej będziecie podejrzewani o jakieś manipulacje. Taką właśnie drogę szczerości i prostoty obrał papież Franciszek – dodał. Po homilii kandydaci złożyli swoje przyrzeczenia zakończone ślubowaniem czci i posłuszeństwa ordynariuszowi. Później, po włożeniu rąk przez biskupa i kolegium prezbiterów, przywdzianiu szat liturgicznych i namaszczeniu dłoni krzyżmem świętym, nowo wyświęceni kapłani otrzymali patenę z chlebem i kielich z winem. Na zakończenie uroczystości metropolita wręczył neoprezbiterom dekrety kierujące ich do pracy duszpasterskiej (informacje o placówkach, na które skierowani zostali młodzi kapłani, publikujemy na s. II). Po Eucharystii arcybiskup Sławoj Leszek Głódź złożył kwiaty u stóp pomnika Tragedii Smoleńskiej w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej. – Te święcenia to dla mnie przede wszystkim wielka radość – mówi Paweł, kleryk IV roku seminarium. – Zachwyca mnie działanie Boga. Święcenia to przecież tylko chwila, a ci, którzy je przyjęli, wychodzą ze świątyni całkowicie przemienieni Jego mocą. Dla wszystkich kleryków ten moment to także okazja do refleksji nad tym, do czego idziemy. A czas w seminarium biegnie naprawdę szybko – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • agia
      25.10.2012 21:30
      Jest jeszcze jedna przyczyna rozwodów i nie jest to tylko przyzwolenie społeczne, ale przyzwolenie Kościoła. Brzmi to może niewiarygodnie, ale w ostatnich latach Kosciół zmienił stanowisko w stosunku do ludzi po rozwodzie, zaczął bardzo łagodnie ich traktować, usprawiedliwiać, tworzyć dla nich pomoc duszpasterską, specjalne rekolekcje, zmodyfikowane Msze swięte z indywidualnym błogosławieństwem. I w dodatku dowartościował tak bardzo ponowne związki po rozwodzie, że nazwał je małżeństwami (niesakramentalnymi, co prawda, ale małzeństwami). Takie działanie KK ułatwia podejmowanie decyzji o rozwodzie, gdyż każdy katolik wie, że nawet porzucając małżonka sakramentalnego i żyjąc z innym partnerem w związku cywilnym nie jest w żaden sposób napiętnowany za życie w grzechu, (co jeszcze 30 lat temu było normą). Teraz jest wszechobecna tolerancja i generalne przyzwolenie na cudzołóstwo, a Kościół dostosował się najwyraźniej do "nowoczesnych" trendów.
    • jan
      26.10.2012 08:21
      Zdadzam się z uwagą, że kościół zbyt pobłażliwie podchodzi do ponownych związków cywilnych zawartych po rozwodzie. Jestem osobą starej daty i pamiętam, że dawniej nie było tyle rozwodów, bo nie było przyzwolenia na porzucanie rodzin. Ktoś, kto tak zrobił, był napiętnowany w swoim środowisku. A teraz jest witany z radością przez kapłanów w kościele, którzy cieszą się chyba z tego, że grzesznik porzucił tylko żonę, a nie porzucił wiary i kościoła.
    • Maniek
      26.11.2012 23:24
      Zgadzam się z Wami.
      Księża oszaleli na punkcie drugich związków cywilnych.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół