• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Przetrwać ciszę

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    Fundusz Dzieci Osieroconych. – Zaraz po śmierci Wiktorii spadła na nas wielka straszna cisza, nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić – mówi Magda, mama Wiktorii.

    Kinga jest siostrą Wiktorii. Pod opieką Funduszu Dzieci Osieroconych jest od sześciu lat. Trafiła tu jako siostra przewlekle chorej Wiktorii, która zmarła w 2009 roku. – Otrzymaliśmy z Fundacji Hospicyjnej wielką pomoc – opowiada matka dziewczynek. – Do domu przyszedł psycholog. Choroba córki przez długi czas wypełniała nam życie. Kinga też pytała o lekarzy, pielęgniarki. A tu się okazało, że ten kontakt będzie trwał. To czasami było bardzo bolesne – zwierza się. Kinga uczestniczy w zajęciach organizowanych przez Fundację Hospicyjną. Okazją do tego są doroczne bale karnawałowe, imprezy andrzejkowe, obchody Dnia Dziecka. Uwielbia zajęcia w tutejszej świetlicy socjoterapeutycznej. Największą radość sprawia jej jednak jazda konna. Z czułością wymawia imię ulubionego zwierzaka – Teron. Słowo „hospicjum” dzisiaj kojarzy się jej przede wszystkim z fundacją i zabawą z innymi dziećmi. Nie zapomniała jednak o siostrze. Mówi, że Wiktoria czasem się jej śni. – Ja z moją siostrą Wiktorią i z moją mamą, i z moim tatą poszliśmy na konie, i razem sobie jeździliśmy – opowiada jeden ze snów. – Byłoby fajnie, gdyby naprawdę Wiktoria żyła – dodaje. – Dzieci, które do nas przychodzą od lat, zaprzyjaźniły się z nami – mówi Agnieszka Król, odpowiedzialna w fundacji za kontakt z mediami. – Jak zapytaliśmy Kingę, co chce robić w wakacje, powiedziała, że chce je spędzić tutaj – mówi ze wzruszeniem.

    Z gdańskiego podwórka

    Na początku był palotyn, ks. Eugeniusz Dutkiewicz. To on tworzył na Wybrzeżu zręby opieki paliatywnej. Aby zapewnić funkcjonowanie powstającej w Gdańsku placówce, powołano wówczas fundację. Z czasem, po przedwczesnej śmierci założyciela hospicjum, jego obowiązki przejął ks. Piotr Krakowiak. Zapoczątkował on akcję pod nazwą „Hospicjum to też życie”. Jej działalność rozszerzyła się na cały kraj. – Okazało się, że mamy tyle sił i energii, aby naszą pomoc skierować także do innych hospicjów z Polski. W wyniku akcji „Hospicjum to też życie” zaczęły się do nas zwracać placówki z całego kraju. I choć każde z nich ma swoją osobowość prawną, liczne akcje podejmujemy dziś razem – relacjonuje Justyna Ziętek, koordynator projektów i logistyki. – Gdy ogłaszamy jakąś akcję, przesyłamy informację o niej do placówek, a one decydują, czy chcą w niej uczestniczyć. Ta pomoc i współpraca działa w dwie strony. Oni propagują nasze akcje, a uczestnicząc w nich, zbierają środki na rzecz swoich placówek – wyjaśnia pani Justyna.

    Zza futryny

    Czasem w hospicjum umierają dorośli. Rodzice odchodząc, pozostawiają w żałobie współmałżonka i dzieci. Jednak śmierć dziecka, łamiąc porządek rzeczy, podświadomie uznawany przez człowieka za naturalny, wstrząsa całą rodziną. – Dzieci osierocone tracą rodzeństwo i tracą niejako rodzica – mówi Beata Stachowska, psycholog w Hospicjum im. ks. Dutkiewicza. – Dla dorosłej osoby śmierć dziecka jest potworną żałobą. To bardzo trudne doświadczenie. Rodzic, a zwłaszcza matka niejednokrotnie identyfikuje się z dzieckiem. Śmierć dziecka sprawia, że sama matka po części doświadcza śmierci, wyłącza się ze świata żywych. Siłą rzeczy, ponieważ jest to tak intensywny proces, ona nie jest obecna emocjonalnie przy tym żywym dziecku – podkreśla. – Andrzej Brzóska, wolontariusz, robił kiedyś wystawę z dziecięcego hospicjum. Fotografował chore dzieci. Jedno ze zdjęć wzbudziło w nas niezwykłe emocje. Na fotografii widać mamę i tatę. Mama trzyma chore dziecko. Tata ma na kolanach młodsze ze zdrowych dzieci. Dla trzeciej dziewczynki zabrakło miejsca. Na fotografii wychyla się tylko zza framugi drzwi… – opowiada Alicja Stolarczyk, prezes zarządu. – To zwróciło naszą uwagę na fakt, że rodzice w sposób naturalny są skupieni na dzieciach chorych. A zdrowe muszą się czasem dopominać o obecność i zainteresowanie. W naszej fundacji stworzyliśmy więc świetlicę socjoterapeutyczną. Mogą przychodzić tu dzieci osierocone, ale także i zdrowe rodzeństwo małych pacjentów. Tam uwaga skupiona jest tylko na nich. Chcemy im dawać poczucie, że są najważniejsze. Chcemy wyrównywać braki emocjonalne, których doświadczają – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół