• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie lubią się chwalić

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:00

    są małżeństwem od ponad pół wieku. On mówi do niej „kochanie”, a ona do niego „słoneczko”.

    Mają czworo dzieci, dziesięcioro wnuków i pięcioro prawnuków. Dwa lata temu zostali wyróżnieni tytułem wzorowej rodziny.

    Chwalipięty?

    Wszystko zaczęło się w 2000 roku, gdy dr Ferdynand Froissart, w latach 1990–1996 wicekurator gdańskiej oświaty, wpadł na pomysł powołania kapituły promującej wyjątkowe rodziny z Pomorza. – Chcieliśmy w ten sposób podziękować niezwykłym ludziom za nienaganną postawę oraz ją dowartościować – wyjaśnia F. Froissart.

    – Członkami kapituły są osoby wierne chrześcijańskiemu systemowi wartości, cieszące się autorytetem w swoim środowisku. Są wśród nich m.in. nauczyciele, duchowni, działacze społeczni – dodaje. Rodziny mogą być zgłaszane do konkursu przez księży proboszczów, dyrektorów szkół, władze lokalne. W tym roku zgłoszenia były przyjmowane do 15 sierpnia. – Wielu ludzi boi się takiego wyróżnienia, nie chce wychodzić przed szereg. Uważają, że są zupełnie zwyczajni i daleko im do wzoru – wyjaśnia dr Froissart. – Są tacy, którzy twierdzą, że czynieniem dobra nie należy się chwalić. Nic bardziej mylnego. Wzorowe rodziny dają świadectwo swoim życiem – podkreśla F. Froissart.

    Zepsuty czajnik

    Na ścianie, w centralnym miejscu pokoju gościnnego, wisi dyplom wzorowej rodziny archidiecezji gdańskiej. – O tym, że zostaniemy wyróżnieni, nie wiedzieliśmy do samego końca – rozpoczyna opowieść pani Irena. – Któregoś dnia dostaliśmy niespodziewanie zaproszenie do Trąbek Wielkich na niedzielną Mszę. Mocno zdziwieni postanowiliśmy pojechać. Posadzili nas w pierwszym rzędzie i w pewnym momencie głośno wyczytali nasze nazwiska. Wszyscy wstali, zaczęli bić brawo. Nogi miałam jak z waty. „Matko Boża, czy my na to zasłużyliśmy?” – pytałam. Potem stwierdziłam, że tytuł wzorowej rodziny to dla nas wielkie zobowiązanie – podkreśla. Co ich zdaniem znaczy być dobrymi rodzicami? – Samemu żyć w zgodzie z zasadami, które wpaja się dzieciom – odpowiada pan Józef. – Ja wychowałam się w wielodzietnej, ubogiej rodzinie, mój mąż został sierotą w wieku 14 lat. Każde z nas pracowało na dwa etaty, żeby nasze dzieci mogły żyć jak najlepiej. Jednocześnie, mimo zmęczenia, poświęcaliśmy im jak najwięcej czasu. Po latach okazuje się, że miłość do dzieci wraca do nas ze zdwojoną siłą. Kiedyś synowie zapytali mnie, dlaczego nie wymienię czajnika, skoro jest zepsuty. Powiedziałam, że działa, tylko światełko się nie włącza. Następnego dnia, niezależnie od siebie, obaj przyszli z nowymi czajnikami. Takich mam synów – uśmiecha się.

    Wzorowi zbuntowani

    Gerard, Mikołaj, Damian, Filip i Janek to synowie państwa Barbary i Henryka Szulców. Najstarszy syn Gerard jest już żonaty z Weroniką. Spodziewają się dziecka. – Wszyscy nasi chłopcy rodzili się z alergią pokarmową – mówi pani Barbara. Lekarze za każdym razem dziwili się, kiedy zachodziłam w ciążę. „Przecież to same kłopoty. Mało wam?” – pytali. – Całkowicie uwierzyliśmy Bogu, który nas prowadził – podkreśla pan Henryk. Damian od urodzenia miał naczyniaka szyi, który w szybkim tempie się powiększał. Któregoś razu na zaproszenie zaprzyjaźnionej siostry pojechaliśmy do Rzymu. Zupełnie tego nie planując, spotkaliśmy się z Janem Pawłem II. Papież objął Damiana i dotknął dłonią narośli. Po kilku tygodniach naczyniak zniknął. Medycyna mówi, że jest to możliwe. Według nas był to wyraz troski Boga – dodaje. Jak zareagowali na przyznane im w 2011 r. wyróżnienie tytułem wzorowej rodziny? – Zawstydzenie? Zdziwienie? Daleko nam do wzoru – odpowiada pani Barbara. Mamy z mężem różne charaktery, często się spieramy, mi też czasem zdarzy się wrzasnąć na dzieci. – To normalne. Ważne, że zawsze potrafimy się pogodzić, wzajemnie przeprosić – uzupełnia pan Henryk. Kilka lat temu, jak sami przyznają, przeżywali kryzys małżeński. W tym samym czasie lekarze zdiagnozowali u pani Barbary tętniaka mózgu. – Paradoksalnie to trudne i bolesne wydarzenie pozwoliło mi na nowo zasmakować miłości mojego męża, który codziennie się o mnie troszczył, nosił na rękach, modlił razem ze mną – wspomina. – To, jak zachowujemy się w trudnych momentach, świadczy o sile rodziny – dodaje pan Henryk. – Jako nastolatek byłem zbuntowany. Przestałem wierzyć w Boga, chodzić na spotkania wspólnoty. Rodzice bardzo mi wtedy pomogli, za co do dzisiaj im dziękuję – włącza się Janek. Dobra rodzina to rodzina jaka? – Taka jak nasza – odpowiada. 15 sierpnia kapituła zakończyła przyjmowanie zgłoszeń rodzin do tegorocznej edycji wyróżnienia. Zwycięzcy zostaną wybrani spośród kandydatur nadesłanych przez księży. Ogłoszenie wyniku nastąpi tradycyjnie podczas wrześniowego odpustu w sanktuarium w Trąbkach Wielkich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół