• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Rygor w kuble

    Dariusz Olejniczak

    |

    Gość Gdański 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:00

    1 lipca weszła w życie nowa ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Jak realizują ją pomorskie samorządy?

    Powoli sytuacja się stabilizuje – przekonuje Katarzyna Kaczmarek, rzeczniczka Zakładu Dróg i Zieleni w Gdańsku. – Nie obyło się bez problemów, ale wszystko wskazuje na to, że i mieszkańcy, i firmy zajmujące się odbiorem śmieci radzą sobie coraz lepiej z nowymi obowiązkami. Jakie to obowiązki? Mieszkańcy miasta muszą przestrzegać zasad segregacji odpadów i ich podziału na nieczystości suche i mokre.

    W Gdańsku aż 80 procent osób deklaruje chęć segregowania odpadów. Z kolei odbiorcy śmieci powinni zapewnić regularny wywóz zanieczyszczeń i odpowiednią liczbę pojemników na każdy rodzaj odpadów.

    Gdańsk wychodzi na prostą

    – Przez pierwszy miesiąc obowiązywania nowej ustawy nie pilnowaliśmy zbyt rygorystycznie tego, czy śmieci są odpowiednio posegregowane, koncentrując się głównie na ich regularnym zabieraniu z posesji. Chodziło o wdrożenie pewnego rytmu funkcjonowania obu stron – zarówno firm odbiorczych, jak i gdańszczan. Po początkowym zamieszaniu sytuacja się normuje. Od 1 sierpnia firmy naklejają specjalne nalepki na tych workach z odpadami, które zawierają nieposegregowane śmieci, i nie zabierają ich. Wcześniej zdarzało się, iż mieszkańcy skarżyli się, że śmieci nie zostały wywiezione, a tymczasem po prostu nie mogły być zabrane, bo nie były posegregowane. Nie było nalepek, więc ludzie nie wiedzieli, dlaczego ich worki ze śmieciami nie zostały uprzątnięte. Teraz każdy będzie miał jasny sygnał, że jeśli chce mieć posprzątane, musi przestrzegać zasad regulacji – tłumaczy K. Kaczmarek. Początkowe problemy w Gdańsku urzędnicy ZDiZ tłumaczą opieszałością firm wywożących odpady albo niefrasobliwością samych gdańszczan, którzy stawiali pojemniki na odpady za zamkniętymi na kłódki płotami, co uniemożliwiało dostęp do nich. Zdarzało się też, że śmieci nie były wywożone z zamkniętych osiedli, bo nikt nie wpuścił firmy odbierającej śmieci na teren posesji. Teraz się to już zmienia na lepsze.

    Rewolucja w Kolbudach

    Sąsiadująca z Gdańskiem gmina Kolbudy była jednym z tych samorządów, które jeszcze w lipcu wypowiedziały umowę firmie obsługującej wywóz śmieci. Okazało się, że poprzedni zwycięzca przetargu nie radził sobie z obowiązkami. – Firma Veolia niestety nie udźwignęła zadań – przyznaje Dariusz Wagasiewicz, kierownik referatu gospodarki odpadami w Urzędzie Gminy Kolbudy. – Po prostu śmieci nie były na bieżąco odbierane. 5 sierpnia ten obowiązek przejęła nasza lokalna firma Janpol. Ale to jest sytuacja doraźna, przewidziana przez prawo, i czekamy na rozstrzygnięcie nowego przetargu, który musieliśmy ogłosić po zerwaniu umowy z Veolią. Okazało się, że tę firmę pogrążyła klęska urodzaju. Wygrali wiele przetargów w różnych gminach, a nie byli przygotowani na obsłużenie tak wielu podmiotów. Tłumaczyli się brakiem dostępu do pojemników na rynku, brakiem znajomości terenu i tak dalej. W każdej gminie te tłumaczenia były takie same. Liczymy, że teraz sytuacja znacząco się poprawi, pojemniki na segregowane odpady trafią do wszystkich mieszkańców, a odpady będą wywożone na bieżąco – dodaje D. Wagasiewicz. Ciekawa sytuacja jest w Sopocie. Tam nie przeprowadzono przetargu na wywóz nieczystości. Gmina wzięła ten obowiązek na siebie. Podobnie jest w Helu. Jak twierdzą samorządowcy, dzięki temu te gminy – jako jedne z nielicznych – wdrożyły ustawę śmieciową bez większych problemów. Jednak to nie przekonuje urzędników wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy zapowiadają nałożenie 50 tys. zł grzywny na „niepokornych”. Sopocki magistrat przekonuje, że prawa nie złamał, a jedynie wykorzystał lukę prawną, czyli brak regulacji dotyczącej przetargu w przypadku jednostek budżetowych samorządu.

    Maszyny i ludzie

    A czy nowa ustawa śmieciowa ma wpływ na funkcjonowanie instytucji, do której ostatecznie trafiają wszystkie odpady z Gdańska i okolicznych gmin? Wojciech Głuszczak, prezes Zakładu Utylizacyjnego w Szadółkach, uważa, że nie. – Wprowadzenie z dniem 1 lipca nowego systemu odbioru odpadów nie wpłynęło znacząco na funkcjonowanie zakładu – mówi. – Nie odnotowaliśmy wzrostu ilości odpadów dostarczanych do sortowni, nie wiązało się to też z potrzebą dostosowywania urządzeń ani zwiększenia liczby pracowników zatrudnionych w sortowni. Zastosowanie nowego systemu wiązało się natomiast z wprowadzeniem nowego systemu informatycznego obsługi wag, który jest kompatybilny z systemem spółki ZDiZ w Gdańsku. To właśnie jej gmina zleciła wykonanie zadań związanych z wprowadzeniem i obsługą nowego systemu odbioru odpadów. W procesie sortowania wykorzystywane są rozmaite urządzenia, ale ogromne znaczenie dla zwiększenia ilości odzyskiwanych surowców ma praca ludzi zajmujących się wysortowywaniem surowców z linii w kabinach sortowniczych. Odzyskane surowce sprzedawane są firmom zajmującym się recyklingiem. Warto pamiętać, że nowa ustawa, na którą narzekają nieoficjalnie niektórzy urzędnicy i całkiem głośno część mieszkańców, ma spełnić określone cele. Są nimi m. in.: objęcie zbiórką wszystkich odpadów, likwidacja dzikich wysypisk, budowa nowoczesnego systemu: skuteczne prawo, nowoczesne instalacje, odzysk, recykling, poprawa stanu  środowiska – w konsekwencji uniknięcie kar unijnych. Czas pokaże, czy te cele zostały osiągnięte.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół