• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Światło z rzeźby

    dodane 10.10.2013 00:00

    Ze Stanisławem Wyrostkiem, rzeźbiarzem i rekonstruktorem wystroju starych świątyń, rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

    Ks. Rafał Starkowicz: Jak to się stało, że zabrał się Pan za projektowanie konfesjonału w kaplicy wieczystej adoracji?

    Stanisław Wyrostek: Po wykonaniu ołtarza adoracji pojawiła się myśl, że ludzie przychodzą do tej kaplicy także dlatego, aby się oczyścić. Chodziło mi o to, żeby te dwie rzeczy były spójne pod względem formalnym. Miały stanowić jedność. Na szczycie konfesjonału znajdzie się płaskorzeźba ukazująca powrót syna marnotrawnego.

    Jak w ogóle projektuje się nowy wystrój do starego wnętrza?

    Trzeba przede wszystkim podchodzić z wielkim szacunkiem dla tego, co już tam istnieje. Od lat 60. do 80. powstawało wiele projektów, które sami twórcy uważali za ambitne. Artyści silili się na jakieś bardzo współczesne formy, udziwnienia, które może by pasowały w kompleksie współczesnym. Natomiast zawsze mnie drażniło, że nie stać ludzi na odrobinę pracy nad drewnem lub kamieniem, która sprawi, że później szkoda to będzie wyrzucić. W dzieła trzeba wkładać trochę swojego kunsztu, pracy, a zarazem i duszy. Okazuje się, że te nowoczesne formy w starych kościołach nie wytrzymują próby czasu. One nie zawsze są wysokich lotów. Sądzę, że w tej dziedzinie wiele jest jeszcze do zrobienia.

    Czy można w dawnych stylach zrobić jeszcze coś wartościowego? Czy jest taka przestrzeń?

    Próbuję to robić. Myślę, że dzisiaj nie widzimy potrzeby upiększania swojego otoczenia. Ostatnie takie próby skończyły się na Młodej Polsce. Dzisiaj nikt się nie pokusi, żeby stworzyć nowy styl. A są tysiące możliwości. Dzisiejszy pośpiech zmusza nas do przyjęcia estetyki, jaką oferują nam masowi producenci.

    Czy to jest owoc postmodernizmu?

    Myślę, że tak. Piękno postrzegano różnie w różnych epokach. Ze wszystkich okresów można czerpać, ale dziełom trzeba nadać pewien rys plastyczny. A to już jest trudniejsze. Po pierwsze trzeba się tego nauczyć, po drugie sięgnąć do półki dawnych twórców. Łatwiej jest zrobić coś szybkiego i udawać, że artysta tak chciał. Jest taka anegdota odnośnie do sztuki współczesnej. Wychodzi na dwór malarz i zaczyna malować naturę. Przechodzi obok zwykły człowiek i mówi: A pan malujesz, tak, jak pan widzisz? Artysta odpowiada, że oczywiście. A na to przechodzeń: Musi pan uważać, jak pan przechodzi przez ulicę.

    Czy tworzenie dzieła sakralnego wymaga modlitwy? Modli się Pan podczas pracy?

    Nie na głos. Ale w duszy na pewno. Szczególnie przy figurach. To wymaga skupienia, które sprawi, że odrzuci się wszystko, co zewnętrzne. To naturalne.

    Jak wydobyć wyraz rzeźby?

    Przede wszystkim trzeba myśleć, co się robi i dla kogo. W przypadku figury św. Józefa, którą robiłem do kościoła oblatów, największym wyzwaniem była dla mnie postać Dzieciątka. Św. Józef ma zamknięte oczy. Na modlącego się człowieka patrzy tylko mały Jezus. Obecnie robię epitafium Jana Pawła II do kościoła Świętych Piotra i Pawła w Gdańsku. Utrudnieniem jest to, że nie mam w pracowni takiego światła, jakie będzie w kościele. Tam będzie światło rozproszone. To są ważne elementy.

    Nie tylko duch epoki, nie tylko wyraz rzeźby, ale też detale…

    Elementy techniczne. Rzeźbę w końcu tworzy światło. Doświadczenie w tym zakresie mam. Na przykład w Dworze Artusa światło odbija się od sklepień. Miesza się. To, co powstanie tutaj, tam wygląda zupełnie inaczej. To nieustanna walka. Jeżdżenie, poprawianie, zauważanie, jak to wygląda. Podobnie jest z kościołami.

    Czy taka praca niesie ze sobą duże wyzwania?

    Tu trzeba zastanawiać się nad każdym detalem. One wpływają na wizualny odbiór dzieła. Myślę, że to się udało w ołtarzu adoracji. Także w ołtarzu Matki Bożej Łaskawej ze Stanisławowa, który stworzyłem do kościoła Świętych Piotra i Pawła. Tam były różne pomysły. Nawet na nowoczesny ołtarz. Ale było dużo elementów, które należało zagospodarować. Dlatego pomyślałem: Czemu nie stworzyć jakiejś, choćby minimalnej analogii do tego, co było w Stanisławowie? Tam ołtarz był potężny. Miał jakieś 14 metrów. Ten z kościoła św. św. Piotra i Pawła ma zaledwie 11. Powróciły niektóre elementy. Reszta została dorzeźbiona. To dojrzewało dosyć długo. Ten ołtarz wciąż wymaga jeszcze pracy. Będzie dorabiana mensa ołtarzowa, będą boczki z figurami i złocone tła. Cieszą mnie trudne zadania. Wówczas potrzeba czasu na skupienie. Nie zawsze można wstać i zacząć działać. Sztuka to nie przerzucanie węgla.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół