• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wolność leży głębiej

    dodane 07.11.2013 15:02

    O wolności, współczesnym patriotyzmie i kleryckich jednostkach wojskowych z ks. kmdr. Bogusławem Wroną, dziekanem Marynarki Wojennej, rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

    Ks. Rafał Starkowicz: Co właściwie należy do obowiązków dziekana Marynarki Wojennej?

    Ks. kmdr. Bogusław Wrona: Po pierwsze jestem proboszczem parafii i garnizonu. Robię to, co każdy proboszcz. Mam swoich parafian. Po części wojskowych, po części mieszkających na terenie parafii cywilów. Moja praca to także Marynarka Wojenna, port wojenny, wszystkie jednostki wojskowe… Mam też pod opieką historyczny kościół wybudowany przez bł. ks. Miegonia. Ten kościół przez 40 lat był magazynem. Jest więc dużo roboty. Jako dziekan koordynuję prace proboszczów w poszczególnych parafiach wojskowych od Świnoujścia do Sopotu.

    Pochodzi Ksiądz z diecezji tarnowskiej. Jak więc Ksiądz tu trafił?

    Zostałem wyświęcony przez abp. Ablewicza. Po ośmiu latach posługi, a byłem wówczas wikariuszem w Tarnowie, któregoś dnia w czerwcu 1993 r. wracałem ze szkoły i na schodach plebanii spotkałem mojego proboszcza. Mówił, że ówczesny ordynariusz tarnowski, bp Życiński, spotkał się z bp. polowym Sławojem Leszkiem Głódziem, który prosił biskupów o oddelegowanie księży do diecezji wojskowej. Proboszcz popatrzył na mnie i powiedział: „Ksiądz był w wojsku… może ksiądz pójdzie?”. Po trzech godzinach zatelefonowałem do biskupa. Spotkanie odbyło się następnego dnia rano.

    Jak to było z tym wojskiem?

    Początkowo po maturze złożyłem papiery do dwóch instytucji: do Wyższej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu i Seminarium Duchownego w Tarnowie. Na uczelnię wojskową składałem papiery wraz kolegą. Tam podczas egzaminu spytano go, czy jest wierzący. A gdy odpowiedział, że tak, kazano zmienić światopogląd. Jak to usłyszałem, wycofałem papiery z tej uczelni. Później okazało się, że to nie ja musiałem zmienić światopogląd, ale że z czasem to wojsko go zmieniło. Wcześniej jednak doświadczyłem poboru już podczas trwania nauki w seminarium.

    To była tzw. jednostka klerycka?

    Miesiąc po rozpoczęciu studiów w seminarium dostałem powołanie do jednostki specjalnej w Bartoszycach. Miała numer 4413. Oficjalnie był to 54. Batalion Ratownictwa Terenowego.

    Pewnie nie było tam łatwo…

    Prowadziliśmy maksymalnie kleryckie życie, na jakie było nas stać. Odmawialiśmy wspólnie modlitwy wieczorne, już podczas ciszy nocnej i z rana, przed pobudką. Uczyliśmy się potajemnie ze skryptów. A egzaminy zdawaliśmy w rozmównicy… Tam też dokonywano wpisu do indeksu. Kiedy ktoś był przygotowany do egzaminu, dzwonił do profesora. Egzaminowała nas cała Polska. Robił to pierwszy profesor, który mógł przyjechać i miał kwalifikacje z danej dziedziny. To było wręcz podziemie w wojsku.

    Jak wygląda praca z żołnierzami?

    To się zmienia. Pamiętam, kiedy zacząłem pracę w Marynarce Wojennej, atmosfera była inna. Sporo było jeszcze oficerów politycznych. Pytali mnie: Co ty tu będziesz robił? Nawracał? Ochrzaniał? Krytykował? Mówiłem im: Nie przyszedłem nikogo nawracać. Będę robił to, do czego zostałem powołany. Będę się za was modlił, odprawiał Msze, chrzcił wasze dzieci, błogosławił śluby, chował zmarłych. A jeśli ktoś patrząc na to będzie się nawracał, to Bogu niech będą dzięki. Obecnie praca realizuje się na dwóch poziomach: spotkania z żołnierzami – wykłady z etyki normatywnej oraz spotkania indywidualne. Zdarzają się przypadki, że w tym trybie przygotowuję ludzi do sakramentów świętych.

    Wiara łączy się jakoś z patriotyzmem?

    Działamy na płaszczyźnie religijno-patriotycznej. Jeśli prześledzimy losy Polski i Święta Niepodległości, każdy uświadomi sobie, że gdyby nie wiara i Kościół katolicki, to nie byłoby zrywów narodowych i narodowej świadomości. Chcemy dziś dotrzeć do ludzi z przekazem, że patriotyzm można budować tylko na dobrze rozumianym człowieczeństwie i chrześcijaństwie.

    Czy w patriotyzmie jest jakiś wspólny mianownik dla wszystkich pokoleń?

    Wspólne jest to, o czym mówią poeci: groby, ziemia, język, szacunek dla autorytetów, dla bohaterów… umiłowanie historii i teraźniejszości ojczyzny, dziedzictwo pokoleń. To wreszcie zdolność do poświęcenia. Matka, która dobrze wychowuje dzieci, też jest patriotką.

    Przeżywamy 95. rocznicę odzyskania niepodległości. Czym właściwie jest niepodległość?

    To wolność. Nie tylko samostanowienie w wymiarze państwowym. Wprawdzie w tym dniu koncentrujemy się na wolności rozumianej terytorialnie, ale ta wolność leży gdzieś głębiej. W poczuciu wolności pojedynczego człowieka. To z konkretnych ludzi tworzy się naród. Tu chodzi o wolność moralną. A kiedy wolność jest źle zrozumiana, zawsze jest pożywką dla anarchii.

    Tylko ludzie wolni mogą tworzyć wolny kraj, stanowić wolny naród?

    Jestem o tym przekonany. Ale cały czas jesteśmy w drodze. To tak jak z człowiekiem. Nigdy nie staje się świętym po pierwszym zerwaniu z grzechem podczas spowiedzi. Wciąż walczymy, upadamy, bronimy swojej wolności. Tak samo jest z wolnością ojczyzny. Musimy pamiętać, że nic nie jest dane człowiekowi raz na zawsze. To jak z ogniem. Jak nie dorzuci się drwa, zgaśnie.

    Szersza wersja wywiadu na: gdansk.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół