• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tak duży i tak mały

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 49/2013

    dodane 05.12.2013 00:00

    – Można po nim kluczyć godzinami i co chwila odkrywać coś nowego. A jak już zaczniemy tak chodzić, to nie ma wyjścia... musimy się zakochać – mówi Jarosław Wasielewski.

    Najstarsza znana wzmianka, w której pojawia się nazwa dzisiejszej największej dzielnicy Gdańska, pochodzi z 25 listopada 1263 r. Znalazła się ona w dokumencie wydanym przez księcia Świętopełka. Pomorski władca informował w nim o zakupie przez klasztor cysterski z Oliwy młyna położonego we „Vriezstu”, czyli dzisiejszym Wrzeszczu.

    Sielska wieś i wielki przemysł

    Przez wiele lat Wrzeszcz był jedną z wielu wsi położonych w okolicach nadmotławskiego miasta. W jej obrębie powstawały kolejne młyny, tartaki, młotownie i kuźnice. Jednocześnie bogaci mieszczanie, doceniając walory terenu położonego u podnóża malowniczych wzgórz, zaczęli budować tutaj swoje dwory i pałace. Odpoczywali w nich od zgiełku miasta bądź chronili się w czasach zarazy. Pewien angielski kupiec w 1734 r. pisał o „osadzie, gdzie znajdują się wyborne ogrody i piękne lasy dla wszelkich form rekreacji i rozrywki”. W 1814 r., mocno zniszczony po wojnach napoleońskich, Wrzeszcz oficjalnie stał się częścią Gdańska. Stopniowo z małej, sielskiej wioski przeobrażał się w wielkomiejską dzielnicę. Kluczowym elementem tego procesu była budowa linii kolejowej i tramwajowej.

    – Ich powstanie pociągnęło za sobą następne inwestycje. We Wrzeszczu pojawiły się pierwsze banki, drogerie, zakłady przemysłowe. Między innymi działalność rozpoczął browar produkujący rocznie aż 30 tys. hektolitrów piwa. To wszystko wpłynęło na rozwój demograficzny, jak i przestrzenny Wrzeszcza – wyjaśnia Jan Daniluk, historyk, współautor książki „Dolny Wrzeszcz i Zaspa”. – Cechą charakterystyczną dzielnicy była jej różnorodność. Obok siebie funkcjonowały kościoły ewangelickie, katolickie, synagoga i cerkiew. Z jednej strony mieliśmy tu gwarne i rozległe osiedla robotnicze, a z drugiej otoczone przyrodą zaciszne rezydencje – podkreśla Daniluk. Urodzony we Wrzeszczu noblista Günter Grass nieprzypadkowo określał dzielnicę „jako dużą, a jednocześnie tak małą”.

    Trupie główki

    Wrzeszcz stał się nie tylko ważnym ośrodkiem przemysłowym, ale i wojskowym. To właśnie tutaj stacjonowali słynni czarni huzarzy, zwani też huzarami śmierci. – Była to elitarna, doskonale wyszkolona jednostka kawaleryjska, która wsławiła się zwycięstwami w wielu bitwach. Służyli w niej członkowie cesarskiego rodu Hohenzollernów, arystokracja i junkrowie pruscy – tłumaczy Daniluk. Huzarzy nosili ciemne mundury oraz charakterystyczne trupie główki na nakryciach głowy. Co ciekawe symbolikę tę przejęły później nazistowskie oddziały SS. Czarni huzarzy słynęli nie tylko ze swojego umundurowania i bojowości, ale także bujnego życia towarzyskiego.

    – Organizowane przez kawalerzystów bale w oficerskim kasynie cieszyły się dużą popularnością. Po prostu nie wypadało na nich nie bywać. Nierzadko nazajutrz urządzano na placu koszarowym także pokazy jazdy wyczynowej. Tego typu wydarzenia w sposób znaczący wpływały na atrakcyjność dzielnicy – podkreśla Daniluk. Wrzeszcz zawdzięcza huzarom także powstanie pierwszego w Gdańsku lotniska. Inicjatywa ta wynikała z pasji księcia Fryderyka Zygmunta. Następca pruskiego tronu wybudował samolot własnej konstrukcji, a w 1913 r. kazał we Wrzeszczu postawić pierwszy hangar lotniczy. – Samoloty stacjonujące w tej bazie miały pełnić funkcję zwiadowczą dla jednostek huzarów. Organizowane były także loty pokazowe gromadzące dużą widownię – uzupełnia Daniluk.

    Kolejna galeria handlowa

    Dzisiejsi mieszkańcy Wrzeszcza silnie utożsamiają się ze swoją dzielnicą. Świadczą o tym funkcjonujące w sieci blogi i strony www poświęcone lokalnej historii oraz inicjatywy obywatelskie m.in. wspólne malowanie muralu z hasłem „kocham Wrzeszcz” czy te związane z obchodami 750-lecia dzielnicy. – Zorganizowaliśmy pisemny konkurs wiedzy o Wrzeszczu dla dzieci, festyn rodzinny z wieloma atrakcjami, a także happening polegający na stworzeniu ogromnej pieczęci Świętopełka – wylicza Piotr Dwojacki, wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Wrzeszcz Dolny. – Wydarzenia te cieszyły się dużym zainteresowaniem. Bardzo dobrze, że wrzeszczanie coraz częściej angażują się w sprawy lokalne – dodaje.

    Ostatnio wiele emocji u mieszkańców Wrzeszcza wywołuje budowa „Metropolii” – kolejnej galerii handlowej. Powstanie ona pomiędzy ulicami Nad Stawem, Kilińskiego i torami kolejowymi najprawdopodobniej w 2015 roku. – W dzielnicy działają już dwie galerie handlowe, przy czym jedną czeka w najbliższej przyszłości znaczna rozbudowa. Po co więc trzecia? – zastanawia się Jarosław Wasielewski, badacz dziejów Wrzeszcza, współautor książki „Dolny Wrzeszcz i Zaspa”, autor bloga ZWrzeszcza.pl. – Kolejny tego typu obiekt, do tego zlokalizowany w tym miejscu, całkowicie zakorkuje dzielnicę i wykończy lokalny biznes – uzupełnia. Kontrowersje budzi także rewitalizacja zabytkowej ulicy Wajdeloty oraz przekształcenie jej w deptak. – To bardzo dobra i potrzebna inicjatywa. Niestety wrzeszczanie nie wyrażają zgody na jej realizację – mówi Dwojacki. Dlaczego? – Powód jest prozaiczny. Stworzenie deptaka uniemożliwiłoby im zaparkowanie auta przed domem – wyjaśnia radny. – Ulica Wajdeloty to wyjątkowe miejsce i jak najbardziej zasługuje na to, by stać się wrzeszczańskim Monciakiem – uważa Wasielewski. – Jednak postawienie zakazu wjazdu i wymiana nawierzchni to zdecydowanie za mało. Jeżeli ta część Wrzeszcza ma stać się jego wizytówką, to potrzebne jest wieloletnie działanie, w które aktywnie włączą się mieszkańcy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół