• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Podróż na drugą stronę?

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 49/2013

    dodane 05.12.2013 00:00

    W wieku 30 lat Andrzej Duffek przeżył śmierć kliniczną. – Nie ma odpowiednich słów, które mogłyby dokładnie oddać stan, w jakim się znalazłem – podkreśla, zaczynając swoją opowieść.

    Podczas zabawy z synem na śniegu 10 lat temu uległ poważnemu wypadkowi. Zjeżdżając na sankach, uderzył w drzewo. Myślał, że jedynie złamał żebra. Później lekarze powiedzieli mu, że nastąpiło wielofragmentowe pęknięcie wątroby. Duża utrata krwi mogła doprowadzić do niedotlenienia mózgu. – Ostatnia rzecz, jaką pamiętam, był formularz zgody na operację. Mechanicznie zacząłem go podpisywać. Andrzej Duff... – nie dokończyłem. Straciłem kontakt z rzeczywistością.

    Film o własnym życiu

    Pan Andrzej, jak sam określa ten stan, znalazł się w punkcie przejściowym.. – Zacząłem prosić Boga: „Daj mi jeszcze 10 lat, bo chciałbym wychować syna”. Ostatnim wysiłkiem dodałem jeszcze: „ale nie moja wola, ale Twoja niech się stanie” – wspomina. Doznał takiego wrażenia, jakby wszedł we własny umysł. Jego życie przewinęło się na zasadzie retrospekcji. – Jak w aparatach analogowych, gdzie wykorzystana klisza cofała się do początku – opowiada. Każdy etap jego bycia na ziemi podlegał ocenie – negatywnej bądź pozytywnej. – W pewnym momencie, podczas oceny jednej z sytuacji, w czasie której jego intencje były całkowicie złe, przez krótką chwilę, doznał uczucia „palenia ogniem”. – Nigdy wcześniej, ani potem tak nie cierpiałem. Następnie przeszedłem przez jasny punkt swoich narodzin. Wtedy zrozumiałem, że umarłem...

    Najwyższa nagroda

    Potem pan Andrzej jak sam określa ten stan, znalazł się w punkcie przejściowym. – Wcześniej prosiłem Boga, by dał mi szansę wychować syna. W tamtym momencie, kiedy poczułem się tak dobrze, pragnąłem jedynie, by pozwolił mi wrócić na chwilę do moich bliskich. Chciałem tylko powiedzieć żonie i synowi, żeby się nie martwili, że śmierć to nie koniec, a ja na nich czekam – wspomina. Następnie pan Andrzej poczuł coś, co sam nazywa „najwyższą nagrodą”. Była to błoga świadomość, że już nigdy nie będzie czuł się źle. Wtedy jasny punkt narodzin zaczął się oddalać. Otoczenie naokoło z szarego stawało się coraz ciemniejsze. – Czułem się, jakbym wracał do źródła, z którego kiedyś wyszedłem. Straciłem poczucie własnego ciała i czasu. Byłem jakby zjednoczony z Bogiem – mówi o tamtym doświadczeniu. W pewnym chwili dostrzegł kilka jasnych punktów, nie większych niż główka szpilki. Potem poczuł, jakby ktoś dmuchnął mu w twarz. Razem z tym uczuciem nadeszło „brzęczenie”.

    Siła modlitwy

    – Gdyby postawić obok siebie 100 osób i każdej z nich kazać w tym samym momencie deklamować inny wiersz, wówczas uzyskalibyśmy efekt – próbuje opisać tamtą sytuację. Z czasem z tego zlepku różnych brzmień zaczęły wyłaniać się pojedyncze głosy modlitwy. – Później dowiedziałem się, że jeden z lekarzy, stwierdził już moją śmierć. Wtedy modlitwy się nasiliły i wypchnęły mnie z powrotem do życia, jak gdyby ponad taflę wody. Z relacji innych osób wiem, że poruszyłem wówczas powiekami. Kiedy to wszyscy zobaczyli, przestali się modlić, a ja zapadłem się ponownie do poprzedniego stanu. Taka sytuacja powtórzyła się wielokrotnie. Teraz wiem, jak wielka jest siła ludzkiej modlitwy. Po dwóch miesiącach mężczyzna został wybudzony ze śpiączki. Na początku w ogóle nie był szczęśliwy. Jego pierwsze słowa to pretensje do rodziny i przyjaciół o to, że odebrali mu szansę odczuwania spokoju i szczęścia. – Później wszystkich przeprosiłem. Jednak w tamtej chwili chciałem jak najszybciej być znów blisko Boga. I właściwie wciąż tego pragnę najbardziej – przyznaje. Po przebudzeniu dzielił się doświadczeniem śmierci klinicznej jedynie ze znajomymi. Dopiero w czasie zeszłorocznej pielgrzymki do Matki Bożej Ostrobramskiej poczuł, że powinien wyjść ze swoim świadectwem poza krąg najbliższych osób. – W przygotowaniu jest już film, który, mam nadzieję, otworzy oczy wielu ludziom – mówi. – Niestety pojawiły się przeszkody różnej natury w jego realizacji – dodaje i prosi o modlitwę w tej intencji.

    Jak to wyjaśnić?

    Na granicy śmierci i życia pojawiają się u niektórych osób doświadczenia zwane NDE (Near Death Experience). Są one znane tylko z relacji pacjentów, którzy je przeżyli. Próbę systematyzacji tego zjawiska podjął holenderski badacz Pim van Lommel. Naukowiec ten ze swoimi wspólnikami opublikował badanie w 2001 r. w prestiżowym czasopiśmie The Lancet. – Do tej pory nie zaobserwowano dwóch identycznych NDE, ale można wyszczególnić doświadczenia kluczowe, które występują niemalże zawsze, choć czasami w różnej kolejności np. uczucie spokoju, komfortu i miłości, ale także niepokoju i strachu, streszczenie życia, czy wejście w ciemność lub spostrzeżenie światła – wyjaśnia Jan Stefaniak, lekarz medycyny. – Co więcej, NDE pomimo drobnych różnic, są bardzo podobne niezależnie od tego, z jakiej kultury pochodzi człowiek ich doznający – uzupełnia. Zdaniem ks. Jana Kaczkowskiego, doktora teologii moralnej, bioetyka, twórcy puckiego hospicjum, niektóre wizje, których doświadczają osoby w stanie NDE, można wytłumaczyć naukowo. – Na przykład uczucie podążania ku światłu w tunelu porównuje się do doznań pilotów myśliwców. Ponoć przeżywają oni stan błogiego szczęścia w wyniku przeciążeń, kiedy krew odpływa z mózgu – komentuje duchowny. – Jednak moja praktyka towarzyszenia umierającym, którzy nader często w agonii widzą, a nawet rozmawiają z dawno zmarłymi osobami, każe mi nie wątpić w istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonej – dodaje. Jak podkreśla Jan Stefaniak, dwie cechy doznań z pogranicza śmierci są niezmienne. – Osoby po doświadczeniach NDE zazwyczaj bardziej skupiają się na życiu rodzinnym. Pojawia się u nich także większa wrażliwość i empatia, przy jednoczesnym zmniejszeniu akcentu na materialną sferę życia – tłumaczy. – Po drugie, jak wynika z badań, relacje dotyczące NDE w obserwacjach po 2 i 8 latach od doświadczenia, są niemalże... niezmienne. Zaprzecza to obecnemu stanowi wiedzy na temat procesów zapamiętywania i pamiętania – podkreśla lekarz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół