• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Jedność z pękniętego Krzyża

    dodane 16.01.2014 00:00

    O sensie i owocach dorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan z ks. Dariuszem Ławikiem, diecezjalnym duszpasterzem ds. ekumenicznych, rozmawia ks. Rafał Starkowicz.


    Ks. Rafał Starkowicz: Hasłem tegorocznego Tygodnia Ekumenicznego jest pytanie zawarte w liście św. Pawła do Koryntian: „Czy Chrystus jest podzielony?”. Jak należy je rozumieć?


    Ks. Dariusz Ławik: Podczas swojej pielgrzymki do ojczyzny w 1999 roku, bł. Jan Paweł II odwiedził Drohiczyn. Spotkał się wówczas ze środowiskami różnych wyznań i religii. Nabożeństwo odbyło się przy niezwykłym ołtarzu. To był taki prosty obraz: krzyż pęknięty przez środek. Nie ukrywam, że ten symbol bardzo mi zapadł w pamięci. On jest dla mnie odpowiedzią na to pytanie.


    Jednak podziały w kościele są pewnym historycznym faktem…


    Krzyż nie może być podzielony. Nasz cel jest taki sam – zbawienie w Chrystusie. Wspólna deklaracja o usprawiedliwieniu pokazała, że wiele nas łączy. To, co dzieli, to rozłożenie akcentów. Istota naszych dążeń jest ta sama.


    Jaki jest sens organizowania co roku Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan?


    Ten tydzień uprzedza święto nawrócenia św. Pawła. Myślę, że to niezwykle symboliczne. Paweł był zagorzałym prześladowcą chrześcijan. Ale się nawrócił. Myślę, że to czas dany dla naszego nawrócenia, podsumowania, co się nam udało. Ale też jest okazją do rachunku sumienia. Okazją do przyjrzenia się temu, co jeszcze jest przed nami. 


    Co takiego udało się zatem w wyniku tych spotkań?


    W ruchu ekumenicznym uczestniczę od czasu seminarium. To już 25 lat. Myślę, że to, że spotykamy się w tak wielu miejscach, że wspólnie prowadzimy Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, że staramy się pamiętać o sobie w różnych sytuacjach, już samo w sobie jest sporym osiągnięciem. Nie ma między nami nieufności. Wzajemna obecność na uroczystościach jest wyrazem zbliżenia.


    Przedstawiciele innych wyznań byli obecni na konsekracji bp. Wiesława Szlachetki…


    Nasze kontakty nie sprowadzają się do Tygodnia Ekumenicznego. Ksiądz arcybiskup jest wrażliwy na ekumenizm. Sam pracował w kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Kiedy odbywała się ordynacja dwóch nowych pastorów, jako gość ekumeniczny także uczestniczyłem w tych uroczystościach. Podczas ewangelickiego święta Marynarki Wojennej byli na nim obecni przedstawiciele Kościoła rzymskiego czy prawosławni. Jesteśmy obecni na sympozjach, które organizują ewangelicy… Uczestniczymy w życiu tych Kościołów.


    Dlaczego jest to takie ważne?


    Wzajemne poznawanie się jest krokiem do pokonywania uprzedzeń. Im mniej się znamy, tym więcej w nas podejrzliwości i dystansu. Poznając się, postępujemy nieustannie do przodu. Jestem o tym głęboko przekonany. Tygodniowi Ekumenicznemu towarzyszą Dzień Judaizmu i Dzień Islamu. Hasło tego drugiego przypomina w tym roku o konieczności „szerzenia wzajemnego szacunku poprzez edukację”.


    Widać owoce takich działań?


    Oczywiście. Można było to zauważyć chociażby wówczas, gdy podpalono gdański meczet. Ale działa to także w drugą stronę. Gdy ktoś chce walczyć z Kościołem, często wypowiada się ktoś z niekatolików, pokazując że nie tędy droga. Że nie można redukować wiary w życiu człowieka.


    Czy można powiedzieć, że każdorazowo po Tygodniu Ekumenicznym jesteśmy bliżej siebie?


    Zawsze żywię taką nadzieję. Uczymy się siebie. Poznajemy nawzajem własną drogę służby. Doświadczamy wzajemnej pomocy. My, katolicy, dostrzegamy, że oprócz nas są także inni, którzy także są ważną cząstką tej społeczności. Mimo że mniejszej liczebnie od nas.


    Czy nie grozi tu jakiś synkretyzm?


    Wszystko musi się dokonywać w prawdzie. Umniejszanie różnic i unifikacja nie służą ekumenizmowi. To nie jest ten duch, o którego modlił się Pan Jezus: aby stanowili jedno. Nie możemy rezygnować z zasad, które są bardzo ważne. Trzeba natomiast poszukiwać różnych dziedzin wspólnego dawania świadectwa. To ważne, że my, duchowni, odnosimy się do siebie z wielką życzliwością. Przekłada się to na relację pomiędzy wiernymi różnych wyznań. W jakiś sposób jednak na siebie oddziałujemy. Dzisiaj nie ma niedzielnego nabożeństwa u luteran bez części komunijnej Wieczerzy Pańskiej. My natomiast pewnie mocniej pochylamy się nad Pismem Świętym. Myślę, że to jest jakąś zasługą wzajemnych kontaktów. Muszę przyznać, że kiedy podjąłem studia z zakresu ekumenizmu, poznając inne wyznania, jeszcze bardziej wniknąłem w swoje. Jeszcze bardziej doceniam to, że jestem katolikiem. Raz jeszcze na nowo ten wielki ładunek prawdy odkryłem w Kościele katolickim.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół