• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ciotka rewolucji i 14 sekretarzy

    dodane 06.02.2014 00:00

    Z Piotrem Brzezińskim, historykiem z IPN, autorem książki „Zapomniani dygnitarze”, poświęconej komunistycznym szefom Komitetu Wojewódzkiego w Gdańsku, rozmawia Jan Hlebowicz.

    Jan Hlebowicz: Rozmawiałeś ze wszystkimi żyjącymi I sekretarzami KW PZPR w Gdańsku. Nie krzywili się, kiedy mówiłeś, jaką instytucję reprezentujesz?

    Piotr Brzeziński: Część z nich wydawała się mocno zaskoczona, ale nie miałem większych problemów z namówieniem ich na spotkanie. Przeprowadziłem wywiady z Tadeuszem Fiszbachem, Stanisławem Bejgerem, Stanisławem Kociołkiem i Janem Ptasińskim. W czasie naszych długich rozmów nie wyrażałem sądów na temat ich postawy, działalności politycznej, podejmowanych decyzji. Może dlatego żaden z nich nie wyrzucił mnie za drzwi.

    Obecnie wyglądają jak zwykli starsi, nawet sympatyczni panowie. Polubiłeś ich?

    Rzeczywiście sprawiają takie wrażenie. Pilnowałem się, by temu nie ulec i stale przypominałem sobie, jakie funkcje pełnili w okresie PRL i czym się zajmowali.

    Pewnie partyjnym kacykom nie wiedzie się dziś najgorzej...

    Ptasiński i Kociołek mieszkają w blokach z wielkiej płyty. Ich mieszkania są skromne. Również po Fiszbachu i Bejgerze nie widać, by opływali w luksusy. Inaczej wygląda sytuacja materialna ich młodszych współtowarzyszy, skupionych dzisiaj wokół Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

    I sekretarze nie dorobili się za Polski Ludowej?

    Szczegółowo porównałem ich zarobki ze średnią krajową z tamtych lat. Doszedłem do zaskakującego wniosku. To nie były jakieś astronomiczne kwoty. Dla przykładu pod koniec lat 80. pensja I sekretarza KW wynosiła zaledwie dwukrotność średniej krajowej. Nie można jednak zapominać, że I sekretarze należeli do wąskiego kręgu ludzi, którzy mieli dostęp do artykułów oraz usług niedostępnych dla większości obywateli. Mam tu na myśli talony na samochody, mieszkania, wczasy w rządowych ośrodkach, wyjazdy za granicę, w tym także do krajów kapitalistycznych.

    Mimo to część z nich nie korzystała przesadnie z tych przywilejów, prowadząc „ascetyczne” życie.

    Dokładnie. Stanisław Kociołek dojeżdżał do pracy tramwajem. Nie korzystał ze służbowego samochodu, chociaż miał do tego prawo. Z kolei Jan Ptasiński przestrzegał swoich współpracowników, by nie nadużywali alkoholu i nie prowadzili rozwiązłego trybu życia. Nie tolerował też na kierowniczych stanowiskach ludzi żyjących ponad stan.

    Ten sam Ptasiński, który w czasach stalinowskich był wiceministrem w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, specjalizującego się w torturowaniu i mordowaniu działaczy podziemia antykomunistycznego...

    Ptasiński pełnił najwyższe funkcje w bezpiece w najczarniejszych latach stalinizmu. Był jednym z decydentów w instytucji, która niewątpliwie ma krew na rękach. Jednak jego mroczna przeszłość jest wciąż pełna tajemnic. Na przykład tuż przed Poznańskim Czerwcem, w czasie którego zginęło kilkadziesiąt osób, poleciał do Moskwy na spotkanie z szefem KGB gen. Iwanem Sierowem, jednym z największych zbrodniarzy stalinowskich. Po rozmowie z nim Ptasiński wrócił do kraju i natychmiast udał się do Poznania...

    Sugerujesz, że był agentem KGB?

    Nie mam na to dowodów. Chociaż w swoich dziennikach Ptasiński pisze wprost, że jego serdecznymi przyjaciółmi byli wysocy rangą oficerowie KGB. Pytanie, czy te kontakty miały charakter agenturalny czy nie...

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół