• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tajemnice gdańskiego więzienia

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:00

    W jakich warunkach żyli więźniowie? Co jedli? Czy byli torturowani? Dlaczego cierpieli z powodu odmrożeń?

    Odpowiedzi na te i inne pytania możemy poznać dzięki wynikom badań archeologicznych prowadzonych w... latrynie dawnego Zespołu Przedbramia. – Pośród 50 metrów sześciennych nieczystości znaleźliśmy przedmioty i różnego rodzaju szczątki, które pozwoliły nam odkryć wiele tajemnic więziennego życia – podkreśla dr Aleksandra Pudło z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

    Brrr, ale tu zimno!

    Wieża więzienna i katownia – nazwy, które do dziś budzą grozę, pochodzą sprzed 400 lat, kiedy to w 1586 r. Rada Miasta Gdańska postanowiła zaadaptować dawny Zespół Przedbramia ulicy Długiej na więzienie. W obiekcie znajdowało się 18 cel. Wśród nich były trzy o zaostrzonym rygorze. Przetrzymywano w nich szczególnie groźnych bandytów. W środku panowały zupełna ciemność i duża wilgotność.

    Do dziś na ścianach i drzwiach więziennych pomieszczeń zachowały się podpisy, daty i rysunki wyryte przez osadzonych. – Wśród nich znajdziemy m.in. pentagram, dzisiaj symbol Szatana, wówczas znak obronny przeciwko siłom nieczystym, oraz masę gmerków, czyli podpisów firmowych używanych przez cechy handlowe i rzemieślników – informuje dr Katarzyna Darecka z MHMG. Historykom udało się zidentyfikować jednego z więźniów, który pozostawił swój podpis. Był nim Hans Krumbeck. – W październiku 1627 r. zasnął podczas nocnej wachty, którą pełnił trzecią dobę z rzędu i został skazany na rozstrzelanie – mówi K. Darecka. Cele były nieogrzewane. Śpiący na słomie więźniowie nierzadko cierpieli z powodu odmrożeń. Wówczas do więzienia wzywany był miejski cyrulik. – Z badań archeo- botanicznych szczątków roślin znalezionych w latrynie wynika, że leczył osadzonych najprawdopodobniej olejami lnianym, konopnym i rzepakowym – wyjaśnia A. Pudło.

    Za morderstwo łamanie kołem

    Kat był częstym gościem gdańskiego więzienia. Wraz ze swoimi pomocnikami zajmował się głównie torturowaniem oskarżonych o przestępstwa kryminalne. Tortury stosowano jedynie wobec tych kryminalistów, których zeznania budziły wątpliwości ławników. Nie znęcano się nad szlachetnie urodzonymi, duchownymi oraz kobietami w ciąży. W Gdańsku stosowano najczęściej chłostę wymierzaną pejczem, rozciąganie rąk i nóg na ławie oraz tzw. hiszpańskie buty. Tortura polegała na systematycznym zgniataniu stóp za pomocą specjalnie skonstruowanych dwóch deszczułek skręcanych śrubą. W XVII- i XVIII-wiecznym Gdańsku kary śmierci wykonywano głównie na placu tuż obok więzienia. Za przestępstwa kryminalne skazywano winnego na ścięcie mieczem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół