• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Po wodzie i w przestworzach

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 14/2014

    dodane 03.04.2014 00:00

    – Mało kto wie, że to właśnie w Pucku powstała pierwsza w Europie baza wodnosamolotów, potocznie zwanych hydroplanami – mówi Ireneusz Makowski, pasjonat lotnictwa.

    Francuz Henri Fabre skonstruował coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe – samolot, który potrafi startować z wody i na niej lądować. W 1910 r. udało mu się przebyć na nim odległość... pół kilometra na wysokości 5 metrów. Był to pierwszy w historii lotnictwa przelot hydroplanem. Rok później Cesarstwo Niemieckie, które jako jedno z nielicznych w Europie państw dostrzegło wartość bojową wodnosamolotów, powołało do życia niemiecki dywizjon morski w kaszubskim Pucku.

    Wraki, bomby, katastrofy

    10 lutego 1920 r. gen. Haller dokonał historycznego aktu zaślubin Polski z Morzem, a w poniemieckich hangarach rozpoczęła swoje istnienie polska baza lotnicza. Stan maszyn, na których przyszło latać Polakom, był opłakany. – Było to kilkanaście całkowicie wyeksploatowanych przez Niemców wraków – wyjaśnia Mariusz Konarski, autor książki „Polskie Lotnictwo Morskie 1920–56”. Na szczęście zdezelowany sprzęt nie zniechęcił pilotów do eksploracji przestworzy. Już 15 lipca 1920 r. odbył się pierwszy lot puckiego wodnosamolotu nad Bałtykiem. Data ta stała się potem świętem Morskiego Dywizjonu Lotniczego. – Hydroplan pilotowany przez chorążego Andrzeja Zubrzyckiego był składakiem. Dzięki zdolnościom polskich mechaników z poniemieckiego szmelcu udało się zmontować jeden zdolny do wzbicia się w powietrze wodnosamolot. Był to bardzo ryzykowny lot – opowiada M. Konarski. Niestety dla wielu latanie na zużytych maszynach kończyło się tragicznie. Płonęły silniki, odpadały pływaki, zacinały się śmigła, a spadochronów nikt wówczas nie używał. Wielu pilotów poniosło śmierć, w tym także Zubrzycki. Podczas jednego z lotów wyskoczył z płonącego hydroplanu. Zmarł na skutek zderzenia z taflą wody i poparzeń. Jednak nie wszystkie wypadki były spowodowane defektami wysłużonego sprzętu. W 1922 r. z okazji obchodów rocznicy Cudu nad Wisłą zorganizowano w Pucku pokazy lotnicze. W programie wydarzenia znalazły się: ćwiczebne strzelanie do celów powietrznych, akrobacja w przestworzach oraz bombardowanie przy użyciu hydroplanu. Jak wynika ze wspomnień byłych pilotów, na funkcję bombardiera wprosił się urzędnik wojskowy Aleksander Witkowski, który „wiele opowiadał o swoim doświadczeniu, nabytym jakoby w latach wojny”. Niestety podczas lotu jedna z bomb wyślizgnęła mu się z rąk, spadła i eksplodowała w tłumie. Na miejscu zginęło 6 osób. 37 zostało rannych. Sprawca tragicznego zdarzenia trafił do aresztu.

    Do boju?

    Z czasem Morski Dywizjon Lotniczy został wyposażony w nowe maszyny z Francji oraz hydroplany polskiej produkcji i pod koniec lat 20 znalazł się u szczytu rozwoju. Zauważył to wywiad niemiecki, który meldował do sztabu w Berlinie o dobrej jakości sprzęcie MDLotu i wysokich umiejętnościach jego pilotów. Niestety wodnosamoloty kupione w latach 1924–1926, po wyeksploatowaniu, nie zostały wymienione. W 1932 r. generał Burhardt-Bukacki odnotował, że MDLot nie jest już jednostką wojskową o jakiejkolwiek wartości. Piłsudski, mający awersję do samolotów, wolał inwestować w piechotę i kawalerię. Mimo to dowódca MDLotu komandor Edward Szystowski robił, co mógł, by doprowadzić puckie lotnictwo do stanu bojowej przydatności. Jeździł po Europie i testował różne wodnosamoloty, aż wreszcie wybrał 6 nowoczesnych maszyn włoskich, tzw. cantów. Włoskie hydroplany były już zamówione, a załogi, które miały je sprowadzić, oddelegowane. Przylot cantów miał nastąpić lada dzień. Sfinalizowanie transakcji przerwał wybuch II wojny światowej. Morski Dywizjon Lotniczy wystawił do boju 18 przestarzałych maszyn. 7 września polski hydroplan zbombardował i ostrzelał Niemców świętujących zdobycie Westerplatte. Niestety już następnego dnia niemal wszystkie wodnosamoloty MDLotu zostały zniszczone przez niemieckie bombowce.

    Wielkie (hydro)plany

    W kwietniu 2013 r. grupa entuzjastów i miłośników lotnictwa zawiązała Stowarzyszenie Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Jego prezesem został Ireneusz Makowski. – Naszym głównym celem jest propagowanie historii puckich wodnosamolotów i ich pilotów – mówi. W ramach stowarzyszenia działają już grupa rekonstrukcyjna oraz sekcja modelarska. Wydawany jest także Magazyn Miłośników Lotnictwa Morskiego „Historie Puckie”. Jednak najpoważniejszym zadaniem, którego podjęli się członkowie stowarzyszenia, jest powołanie do życia Muzeum Morskiego Dywizjonu Lotniczego. – Dzięki przychylności władz miasta Pucka wydzierżawiliśmy historyczny budynek po byłej radiostacji MDLotu, w którym już są prowadzone prace adaptacyjne – informuje Piotr Formella, członek stowarzyszenia. – Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, 20 lipca 2014 r. nastąpi uroczysta inauguracja działalności muzealnej – dodaje I. Makowski. Kolejnym priorytetowym celem jest budowa replik hydroplanów, które służyły w MDLocie. Pierwszym z nich będzie Lublin R. XIII, wodnosamolot polskiej konstrukcji. – Na ten cel uzyskaliśmy już fundusze. Mam nadzieję, że uda się zaprezentować tę niepowtarzalną maszynę podczas otwarcia muzeum – mówi Makowski. Równolegle trwają prace nad gromadzeniem dokumentacji i pozyskiwaniem funduszy dla projektu budowy kolejnej repliki – francuskiego hydroplanu Schreck.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół