• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kościół boi się kobiet?

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 16/2014

    dodane 17.04.2014 00:00

    – W opinii lewicowych dziennikarzy, polityków oraz feministek Kościół dyskryminuje kobiety, widzi w nich jedynie „maszyny do rodzenia”, chce je zamknąć w czterech ścianach i zamienić w kury domowe, uniemożliwiając ich samorealizację. Nic bardziej fałszywego – mówi Ewa Kowalewska, prezes Forum Kobiet Polskich.

    W Galerii Mariackiej 8 kwietnia przedstawiciele środowisk katolickich dyskutowali na temat roli i miejsca kobiety w Kościele katolickim. Pretekstem do spotkania był artykuł ks. prof. Alfreda Wierzbickiego, dyrektora Instytutu Jana Pawła II KUL, pt. „Maryja, matka gender”.

    Księża i kobiety

    Zdaniem księdza profesora dystans Kościoła wobec kobiet wynika prawdo podobnie z lęku przed bliskością, który jest „skutkiem ubocznym celibatu”. Z drugiej strony strach ten spowodowany jest też obawą przed utratą władzy. – Jestem żoną od 19 lat, mamą trójki dzieci. Skończyłam teologię na KUL-u. Pracuję na etacie w gdańskiej kurii – mówi Anna Mrozowicz, diecezjalna doradczyni życia rodzinnego. – Księża, z którymi spotykam się każdego dnia, nigdy nie odnosili się do mnie z dystansem i nieufnością. Nie wyczuwam w nich żadnego lęku – zaznacza. Ks. dr Jan Uchwat, prorektor Gdańskiego Seminarium Duchownego, zauważa, że bardzo ważna rola Maryi w historii zbawienia warunkuje szczególne podejście Kościoła do kobiet.

    – Maryja, matka Jezusa Chrystusa, to jedyna osoba na świecie, która została poczęta bez grzechu pierworodnego. To wielkie wyróżnienie – mówi. – Powołując się na przykład Matki Bożej, Kościół stale podkreśla wielkość kobiet. Mówi bez żadnego lęku o ich znaczącej roli w społeczeństwie – dodaje. Ks. Uchwat uważa w odróżnieniu do księdza prof. Wierzbickiego, że celibat nie wpływa destrukcyjnie na relacje duchownych i kobiet. – Życie w czystości wiąże się z powołaniem, jest wyborem pozytywnym. To dar Boga dla Kościoła, a nie źródło frustracji czy niezadowolenia – podkreśla. Jak wskazuje Janusz Karc, członek Zarządu Prawicy RP w woj. pomorskim, z historii znamy wiele przypadków wielkiej przyjaźni duchownych z kobietami. – Wystarczy spojrzeć na św. Franciszka i św. Klarę, św. Benedykta i jego siostrę św. Scholastykę czy św. Jana od Krzyża, który był przewodnikiem duchowym dla wielu niewiast. Także relacje Wandy Półtawskiej i Karola Wojtyły pokazują, że głęboka więź między kapłanem a kobietą może być czymś zupełnie naturalnym – zaznacza.

    Do garów?

    Zdaniem Waldemara Jaroszewicza, prezesa Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Gdańsku, Kościół katolicki jest prekursorem takiego samego traktowania kobiet i mężczyzn, którzy są równi w godności. A. Mrozowicz, podkreśla, że kościelni hierarchowie nie zakazują kobiecie realizować się zawodowo. – Nie „zamykają kobiet w domu”, nie każą im „stać przy garach” czy „czekać z obiadem na męża aż wróci z pracy” – jak głoszą niektóre feministki. Kobieta i mężczyzna według nauczania Kościoła, choć odmienni, są komplementarni – wyjaśnia. – Pracując z młodymi katolikami, w przeważającej większości widzę partnerski model rodziny. Jak mówił Jan Paweł II, „mężczyzna jest zadaniem dla kobiety i kobieta jest zadaniem dla mężczyzny”. Chociaż ich role są różne, powinni się wzajemnie wspierać – dodaje.

    Katoliczka feministką?

    Jan Paweł II w adhortacji „Mulieris dignitatem” pisał: „W imię wyzwolenia się od »panowania« mężczyzny kobieta nie może dążyć do tego, by wbrew swojej kobiecej »oryginalności« przyswajać sobie męskie atrybuty. Na tej drodze kobieta nie »spełni siebie«, może natomiast zatracić i wypaczyć to, co stanowi o jej istotnym bogactwie. A jest to bogactwo ogromne”. Papież pokazywał geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego i zachęcał do działania na rzecz przezwyciężania wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku. Ukazywał kobietom ich godność i powołanie, a zarazem przestrzegał przed fałszywą antropologią, „która z każdej jednostki czyni samotną wyspę, człowieka walczącego wyłącznie o własne »ja«”. Dzisiaj wielu określa list apostolski papieża mianem „fundamentu chrześcijańskiego feminizmu”, który zdaniem ks. Wierzbickiego, „niestety wciąż jest w powijakach”. Czy feminizm nie stoi w sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego? – Słowa Jana Pawła II dotyczyły pozytywnego, „nowego feminizmu”, który powinniśmy rozumieć jako aktywny ruch kobiecy – wyjaśnia Ewa Kowalewska. – Nie jest on tożsamy z feminizmem agresywnym, marksistowskim, który w większości głosi hasła antychrześcijańskie, m.in. walkę płci – dodaje. – Wiele osób nazywa mnie chrześcijańską feministką. Traktuję to określenie z przymrużeniem oka – kontynuuje. Jestem katoliczką i zarazem wolną kobietą. Mogę w pełni realizować się w społeczeństwie, a mój mąż, towarzysz życia, absolutnie mi w tym nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jest dla mnie oparciem – podsumowuje E. Kowalewska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół