• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Żołnierz skromny i prawy

    Krzysztof Gilewicz

    |

    Gość Gdański 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Służył Polsce od 17. roku życia, a kiedy wojna się skończyła, nie pozwolono mu wrócić do kraju. Niedawno zmarł ostatni marynarz ORP „Błyskawica”. Spoczął na polskiej ziemi.

    Odszedł w wieku 91 lat 16 maja. Pogrzeb odbył się 21 maja na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku zgodnie z ceremoniałem wojskowym, w asyście Kompanii Honorowej Komendy Portu Wojennego Gdynia oraz Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.

    Niepogodzony

    Po zakończeniu działań wojennych chciał wrócić do Polski. W tym czasie został jednak pozbawiony obywatelstwa polskiego. Droga powrotu okazała się zamknięta. Nie mógł przyjechać nawet na pogrzeb swojej matki. – Do końca nie potrafił się z tym pogodzić – wspomina Anna Scott-Skorobohaty. – Zawziął się, zniszczył wszystkie swoje odznaczenia, także ojca Ignacego, oficera lotnictwa, który zginął podczas ostatniej wojny w trakcie działań bojowych nad Anglią. Z taką ojczyzną nie chciał mieć do czynienia. Pozostał przy obywatelstwie brytyjskim. Nie zmienił tego nawet po powrocie do Polski w 2001 r.

    Trudna historia

    Lech wraz z ciotką, pod zmienionym nazwiskiem, przedostali się z Warszawy do Anglii. Jego ojciec uczestniczył już jako zawodowy lotnik w działaniach wojennych, matkę zesłano na Sybir do obozu. – Tam w 1940 r. Lech zamusztrował się na ORP „Błyskawica” znów pod nazwiskiem Skorobohaty. Miał 17 lat. Nikt nie pytał wtedy o wiek. Uczestniczył w działaniach bojowych okrętu do ostatniego dnia wojny – opowiada żona marynarza.

    Nasze miejsce na ziemi

    Po zakończeniu wojny pływał przez jakiś czas na statkach handlowych. Jednak w 1947 r. wyjechał w odwiedziny do swego wuja do Kanady. Tam poznał swoją pierwszą żonę, Polkę. – Pobrali się, a jako że żona była architektem, zajmowali się remontami i budową domów. Wkrótce pojechali do Anglii – mówi Anna Scott-Skorobohaty. – W tym czasie musiał dołączyć do nazwiska pierwszy człon – Scott, jako że Skorobohaty nie ułatwiało kontaktów biznesowych, było zbyt trudne dla Brytyjczyków. W 1983 r. jego żona zmarła – wyjaśnia pani Anna. Dwa lata później Anna wybrała się w odwiedziny do znajomych w Anglii. Tam poznała Lecha. Była wdową. Jej mąż zmarł, też w 1983 r. Postanowili się pobrać. – Nasi rodzice doskonale znali się wcześniej. Wszyscy pochodzimy z Wilna. I tak wspólnie przeżyliśmy prawie 30 lat – dodaje Anna. – Powoli, ale skutecznie namawiałam Lecha do powrotu do Polski. Zamieszkaliśmy w Sopocie, kupiliśmy mieszkanie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół