• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Katolicy na ulicy

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    Ewangelizacja. – Myślą przewodnią tegorocznego spotkania są słowa papieża Franciszka: „Chcę byście poszli na ulice robić raban. Żeby Kościół odrzucił ziemską powłokę, klerykalizm, żebyśmy przestali zasklepiać się w sobie” – mówi ks. Zbigniew Wądrzyk ze Szkoły Nowej Ewangelizacji.

    Historia akcji „Katolicy na ulicy” sięga roku 1999. Wówczas członkowie Stowarzyszenia Nowej Ewangelizacji postanowili przez uliczne akcje przygotować społeczność Trójmiasta na spotkanie z Janem Pawłem II. Koncepcja spotkań z czasem ewoluowała. Od swoich początków jednak odbywa się zawsze w dniu Bożego Ciała, gdy zakończą się już w parafiach tradycyjne procesje eucharystyczne. – Na początku koncerty ewangelizacyjne odbywały się w wielu miejscach. Dzisiaj skupiamy się na jednej dużej ewangelizacji – opowiada ks. Zbigniew. – „Katolicy na ulicy” stanowią swoisty fenomen. – Zmieniają się ludzie i wspólnoty, które realizują ewangelizację… Wydarzenie nie jest własnością jakiejś konkretnej wspólnoty. Tu prawie co roku jest inna ekipa – dodaje Piotr Kotulak odpowiedzialny za przygotowanie muzycznej strony wydarzenia. I choć tak się dzieje, niezmiennym pozostaje charakter spotkania. To radosne świętowanie na cześć Jezusa, który życiu człowieka nadaje nowy sens.

    Ocaleni z beznadziei

    – Dawanie świadectwa to główny cel akcji. Musimy szukać sposobów docierania do ludzi poza Kościołem, które nie będzie oskarżaniem, wbijaniem w poczucie winy, tylko ukazywaniem radości i piękna orędzia zbawienia – podkreśla ks. Wądrzyk. – Chcemy wyrażać tę prawdę, że życie z Jezusem nabiera smaku, kształtu, pełni – dodaje. Jak twierdzi, reakcje ludzi bywają różne. – Robiliśmy nawet kiedyś formalną ankietę nt. tego, co sądzą ludzie o tej ewangelizacji. Nawet ci, którzy deklarowali, że nie chodzą do kościoła mówili, że to jest bardzo dobre, że Kościół opuszcza mury i wychodzi do ludzi z tak radosną propozycją – stwierdza. Wspomina też wydarzenie sprzed dwóch lat. Właśnie trwało Euro. Po kolejnym świadectwie przyszedł pod scenę młody człowiek. Łysy. Silnie umięśniony. Powiedział, że przyjechał do Gdańska pobić się z kibicami. Później zamierzał popełnić samobójstwo, bo nie miał planu na swoje życie. Podczas koncertu usłyszał świadectwo, które sprawiło, że zapragnął pójść do spowiedzi, zmienić swoje życie. – Pomodliliśmy się za niego, położyliśmy na niego ręce… Z oczu płynęły mu łzy… – opowiada ks. Zbigniew. – Ufam, że inspirujemy też tych, którzy przechodzą. Widzą młodych ludzi, słyszą świadectwa. To łamie schemat. Chcemy pokazać ludziom oblicze Kościoła, którego jeszcze nie odkryli – dodaje ks. Jacek Socha.

    Parasol adhortacji

    Organizatorzy chętnie powołują się na adhortację „Evangelii gaudium”. – Kiedy rozmawiałem z bp. Grzegorzem Rysiem odpowiedzialnym w episkopacie za prace zespołu ds. Nowej Ewangelizacji, podkreślał on, że adhortacja papieża Franciszka nie jest zaleceniem, ale poleceniem. Określa, jak ma wyglądać Kościół w naszych czasach – relacjonuje ks. Wądrzyk. – Wychodzenie na ulice z Ewangelią nie jest ekstrawagancją, ale prawdziwym głoszeniem Jezusa – dodaje. – Bardzo się cieszę, że ksiądz abp Sławoj Leszek Głódź błogosławi temu dziełu i popiera taką działalność apostolską – zaznacza. – Dzisiaj trzeba nie nowej Ewangelii, ale nowych form jej głoszenia. Takich, które będą skuteczne – mówi. Jak zauważa, klerycy w wielu seminariach uczą się nowych form ewangelizacji. – Tak jest w Koszalinie, Elblągu, Włocławku, Olsztynie. Diecezja warmińska prowadziła rekolekcje ewangelizacyjne we wszystkich swoich parafiach. Plan ewangelizacji rozpisany na pięć lat rozpoczął się w Lublinie – opowiada ks. Wądrzyk. – „Raban” to nie infantylizm, to stanowcza promocja tego, czego dziś nie pokazuje się w MTV. To odwaga głoszenia swoich poglądów, nawet gdy zostaną wyśmiane, zakazane; głoszenia z dumą i radością, a zarazem pokorą i uczciwością – dodaje.

    Męska rzecz

    Kierowanie przygotowaniami do tegorocznej edycji wydarzenia objęli mężczyźni. Piotr odpowiedzialny jest za muzykę. Maciek wziął na siebie sprawy urzędowe. Załatwia odpowiednie pozwolenia. Michał opracował plakat. Dba także, aby wiadomości na facebookowej stronie były zawsze aktualne. Bogdan przygotowuje obsadę techniczną. Jest jeszcze Wojtek, który czuwa nad całością. Kiedy rozpoczęli przygotowania? – Dzień po zakończeniu ubiegłorocznej imprezy – mówi z uśmiechem Piotr. W ciągu tego roku koordynował działania trzech chórów, przygotowywał program, ustalał pieśni. W ewangelizacji weźmie udział także orkiestra symfoniczna i liczni instrumentaliści. Piotr mówi, że wszystkie decyzje podejmował na kolanach, modląc się przed ikoną. – Nie chcemy głosić siebie, ale Pana. Wierzę, że On się troszczy lepiej niż my sami – mówi. – To Pan Bóg porusza serca. Nie chcemy robić tej imprezy, żeby się poczuć dobrze – dodaje. Katolicy działają jednak w świecie. Oprócz przygotowań dotyczących programu i strony duchowej, konieczne są więc także i te, które zapewnić mają stronę materialną przedsięwzięcia. Potrzeba sponsorów. – Duże firmy boją się wejść w sponsorowanie czegoś, co już w samej nazwie jest katolickie. Dostajemy odpowiedzi, że nasze wydarzenie nie mieści się w strategii marketingowej przedsiębiorstwa – relacjonuje Piotr. Udało się jednak znaleźć pojedynczych sponsorów, którzy ofiarowali większe sumy. Organizatorzy prowadzili też zbiórki w parafiach do puszek. Datki zbierali także w swoich wspólnotach. – Udało się nam prawie zamknąć budżet – mówi Piotr. – Wydarzenie jednak może się odbyć tylko dlatego, że nikt z występujących na scenie nie pobiera honorariów. Kosztuje natomiast budowa sceny i nagłośnienie – dodaje. Piotrowi nie było łatwo zdecydować się na zaangażowanie w przygotowania. Wraz z żoną oczekują na poród kolejnego dziecka. – Ostatecznie przeważyły słowa papieża z Rio. To jest mój raban – stwierdza. – Myślę, że po drugiej stronie św. Piotr kiedyś się nas zapyta: „Czy robiliście raban?” – mówi ze śmiechem. – W spotkaniach ewangelizacyjnych jest wielka siła, wiele radości i normalność. Wierzę, że Boży Duch nas takimi czyni – dodaje. W przedsięwzięciu widzi też dodatkową wartość. – To pokazanie tego, jaki Kościół jest naprawdę, że wierzący nie są odmieńcami – podkreśla.

    W tym roku koncertowo

    – W ubiegłym roku zobaczyłem ze sceny, że ludziom bardzo trudno jest modlić się w miejscu publicznym w sposób standardowy. Krępuje ich to, że inni patrzą. Odkryłem wówczas, że najłatwiejszy dla wszystkich jest w tej kwestii śpiew. Chcemy te obserwacje wykorzystać w tym roku – mówi Piotr Kotulak. – Śpiew i taniec, to czynności, które człowiek podejmuje, świętując ważne rzeczy w swoim życiu. Chociażby wesele. My też chcemy świętować. To szansa na doświadczenie Bożej obecności we wspólnocie Kościoła. Myślę, że doświadczą jej także Ci, którym brak wiary, a zaryzykują przyjście na ten koncert – kontynuuje. Jak podkreślają organizatorzy, spotkanie adresowane jest do całej wspólnoty Kościoła. Na Długim Targu pojawią się ławki dla osób starszych. – Nie chcemy być jedynie jakąś częścią Kościoła. Zaprosiliśmy więc również inne wspólnoty. Mamy ludzi z oazy, przyjaciół z neokatechumenatu, którzy powiedzą świadectwo, kapłanów z pielgrzymki – opowiada Piotr. Podczas koncertu ewangelizacyjnego dominować będą pieśni uwielbienia. Pojawią się jednak także śpiewy dominikańskie, stare piosenki oazowe, a nawet pieśń tradycyjna „Pójdź do Jezusa”. – Chcemy też odpowiedzieć modlitwą na to, co dzieje się w świecie. Będziemy się modlić o pokój na świecie, szczególnie na Ukrainie – podkreśla Piotr Kotulak. Mimo że program jest przygotowany, organizatorzy podkreślają, że chcą podczas ewangelizacji słuchać tego, co będzie mówił Pan Bóg.

    Długi dzień katolika

    Czy po długiej procesji będzie się jeszcze komuś chciało uczestniczyć w ewangelizacyjnym koncercie? – Dlatego właśnie pierwsza część spotkania rozpoczyna się dopiero o godz. 16.Ludzie odpoczną sobie po procesji, posiedzą w gronie rodziny przy obiedzie – mówi ks. Wądrzyk. Po chwili odczytuje fragment adhortacji „Evangelii gaudium”: „Wielu świeckich boi się, że ktoś zaprosi ich do podjęcia zadania apostolskiego, więc starają się uciec od wszelkiego zaangażowania, które mogłoby ich pozbawić wolnego czasu. Często związane jest to z faktem, że osoby te odczuwają stanowczą potrzebę zachowania swojej przestrzeni autonomii, tak jakby zadanie ewangelizacji było niebezpieczną trucizną, a nie radosną odpowiedzią na miłość Boga”. – Liczymy, że tam przyjdą tacy, którzy na procesję nie chcą iść. Przyjdą na spacer albo będą siedzieli gdzieś w kawiarniach. Usłyszą dobrą muzykę, zobaczą tańczących i usłyszą Boże słowo – odpowiada ks. Jacek Socha. – Prowadzenie duchowe jest tu jasne. Tu nie ma przypadków – dodaje ks. Zbigniew Wądrzyk.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół