Nowy numer 16/2018 Archiwum

Ad Fontes – do źródeł


Idea rekolekcji Ruchu Światło–Życie „Śladami św. Pawła po Morzu Śródziemnym” miała być zwieńczeniem drogi formacyjnej ruchu. Ten nietypowy sposób morskich ćwiczeń duchowych, mimo zaawansowanych prac, 
nigdy nie został zrealizowany.

Na przeszkodzie stanęły względy finansowe – mówi Jan Ludwig, kapitan żeglugi wielkiej, współtwórca pomysłu. Historia swym początkiem sięga roku 1973, a konkretnie rejsu jachtem „Alf” na trasie z Gdyni przez Morze Śródziemne i Morze Czarne do Odessy. – Płynąłem z kolegą Waldkiem Budzyniem, człowiekiem bardzo religijnym, który zawsze miał ze sobą Pismo Święte i gorliwie z niego korzystał – opowiada Jan Ludwig, kapitan jachtu. – Przepływaliśmy Kanał Koryncki, odwiedzając Korynt i Ateny. Waldemar głęboko przeżył dzieje św. Pawła, co później zaowocowało zaangażowaniem w Ruch Światło–Życie – dodaje.

Pod watykańską banderą


Po sześciu latach młody oazowicz odwiedził swego dawnego kapitana w jego zakładzie pracy, Polskim Rejestrze Statków w Gdańsku. Na biurku inspektora PRS zauważył dokumentację techniczną żaglowca „Pogoria”, którego budowa miała się wkrótce rozpocząć. – Waldek wpadł w zachwyt. Taki żaglowiec powinien mieć papież dla młodzieży całego świata, by mogła żeglować śladami św. Pawła i do Ziemi Świętej – relacjonuje marynarz. Swym entuzjazmem zaraził kapitana.


Jan podzielił się radością ze swoimi rodzicami, Jadwigą i Stanisławem. – Mój ojciec od razu zaakceptował pomysł i zajął się przygotowaniem programu formacyjnego przyszłych rekolekcji na morzu – wspomina syn Jan. – Dorzucił kolejny argument przemawiający za budową jachtu. Właśnie w 1979 r. mijała setna rocznica rezygnacji przez papieża Leona XIII z ostatniego żaglowca floty watykańskiej pod banderą papieską, mającej tradycje siedmiu wieków od czasów wojen krzyżowych. Papież Polak podniesie banderę watykańską na statku zbudowanym w Polsce i ofiarowanym przez rodaków – dodaje.


W czerwcu 1979 r. projekt przedsięwzięcia został przedstawiony w Krościenku ks. Blachnickiemu. – Ojciec Franciszek zaakceptował go – mówi Jan Ludwig. – Polecił przygotować dokładny opis ze wszystkimi szczegółami, nadał też sprawie nazwę „Ad Fontes”, czyli do źródeł.

Teczka w kolorach papieskich


W sprawę „Ad Fontes” zaangażowane było wąskie grono osób. – Zajmowałem się sprawami technicznymi i ekonomicznymi, Waldek Budzyń sprawami wychowania morskiego (radzenia sobie przyszłych żeglarzy na jachcie), ojciec odpowiadał za rekolekcyjną formację, konstruktorem zaś był Zbyszek Milewski – opowiada Jan Ludwig. – Projekt wzorowany był na żaglowcu „Pogoria”, ale o zupełnie innym rozwiązaniu wnętrza, obejmującego pomieszczenia dla 60 uczestników oazy, dla kilkuosobowej załogi stałej, kabinę papieską, dużą salę przystosowaną do przekształcenia w kaplicę, mniejszą salkę na pokładzie do spotkań z gośćmi. Ożaglowanie miało być łatwe i bezpieczne w obsłudze, w szybkim okresie do opanowania przez uczestników rejsów – oaz. Stała załoga miała wywodzić się z członków Ruchu. Na Wybrzeżu ich nie brak.


Jednocześnie z projektem jachtu przygotowano też propozycję 10 różnych tras piętnastodniowych rekolekcji na szlakach św. Pawła.


We wrześniu 1979 r. tekst projektu „Ad Fontes” z rysunkami jachtu, oprawiony w teczkę w kolorach papieskich, zabrała do Rzymu siostra Hanna Grabska, bliska współpracownica ojca Franciszka Blachnickiego. Podczas spotkania z ojcem świętym przedstawiła koncepcję, wręczyła dokumentację. I usłyszała słowa: Jak zbudujecie, popłyniemy.

Dolary i polityka


Pojawiła się szansa uzyskania funduszy na budowę. – Pieniądze miały pochodzić ze zbiórki wśród Polonii amerykańskiej – wspomina Jan Ludwig. – Polaków w Stanach Zjednoczonych było w tym czasie nieco ponad milion, a więc gdyby każdy dał jednego dolara, wystarczyłoby. Ojciec pojechał do USA, ale rozczarował się. Polonia amerykańska, mimo początkowego zainteresowania sprawą „Ad Fontes”, postanowiła przekazać środki na Dom Pielgrzyma w Rzymie. Był to przełom listopada i grudnia 1980 r.


Będąc jeszcze w Stanach, Stanisław Ludwig miał usłyszeć od jednego z niedoszłych sponsorów, że sprawa zbierania środków na ten cel stała się nieaktualna ze względu na zagrożenie Polski inwazją radziecką. Nikt z Polonii amerykańskiej nie będzie chciał dać pieniędzy na niepewną inwestycję. Okazało się również, że przewidywany koszt budowy został niedoszacowany, Centrala Handlu Zagranicznego Centromor oferowała na rynku amerykańskim jacht typu „Pogoria” w cenie 3 milionów dolarów.


Pewne nadzieje powrotu do projektu wróciły podczas rozmów Barbary Piaseckiej-Johnson w 1989 r. przy okazji oferty zakupu przez nią Stoczni Gdańskiej, w której jacht miałby zostać zbudowany. Sprawa nie doszła do skutku. Żyją jeszcze ludzie bezpośrednio w nią zaangażowani. I choć wszystko wydaje się przesądzone, być może znajdą się sponsorzy. Nadzieja umiera ostatnia.

Stanisław Ludwig

– kapitan żeglugi wielkiej, współpracownik gen. Mariusza Zaruskiego, pływający pod jego dowództwem na „Zawiszy Czarnym” w okresie przedwojennym, potem jako kapitan żaglowca „Generał Zaruski”. Wraz z żoną Jadwigą blisko współpracowali z ks. Franciszkiem Blachnickim już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nazywani w Ruchu Światło–Życie Wujenką i Wujciem. Prowadzili rekolekcje i organizowali struktury Ruchu na Wybrzeżu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma