• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Gdańska korona

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 33/2014

    dodane 14.08.2014 00:00

    Bazylika Wniebowzięcia NMP. – Jej budowa to nie tylko największa inwestycja swojej epoki, ale także wyraz religijności mieszkańców Gdańska. Wśród motywacji nie zabrakło również chęci pokazania gospodarczej i finansowej potęgi miasta – mówi Tomasz Korzeniowski, główny konserwator zabytków świątyni.

    Choć na miejscu dzisiejszej bazyliki Mariackiej już w 1243 roku powstał drewniany kościół ufundowany przez księcia Świętopełka II Wielkiego, w badaniach archeologicznych nie udało się potwierdzić tego faktu. Sama bazylika swymi początkami sięga roku 1342, kiedy to wielki mistrz krzyżacki Ludolf Koenig zezwolił mieszczanom na budowę parafialnej świątyni. Trudno ją jednak zaliczyć do dziedzictwa architektury krzyżackiej.

    Budowano ją bowiem przez 159 lat, a gdańscy mieszczanie mieli odmienną koncepcję architektoniczną niż sprawujący urząd proboszcza przedstawiciele zakonu krzyżackiego. W I połowie XV w. konflikt z zakonem się zaognił. Mieszczanie sprzyjali Polsce. Wielu z ich zaangażowało się w działania Związku Jaszczurczego. – Kiedy narastała ta wroga atmosfera, doszło do procesu sądowego między radą miasta Gdańska a proboszczem mariackim, który nie pozwalał na rozbudowę kościoła o tereny plebanii i probostwa – opowiada Tomasz Korzeniowski. Proces pomiędzy mieszczanami a proboszczem krzyżackim toczył się przed sądem cesarskim, a perturbacje z niego wynikające odbiły się pewną nieregularnością architektoniczną bazyliki. Kres tej sytuacji położyło włączenie Gdańska do Polski. Wówczas również ustały zakazy dotyczące budowy świątyni. Wtedy to do istniejącej wieży dobudowano dwie monumentalne kondygnacje, zaś do korpusu dwie wielkie nawy. 28 lipca 1502 roku, dokładnie o godz. 16 mistrz Henryk Hetzel położył ostatnią cegłę sklepienia. – Kościół krzyżacki, który istniał tu  w XIV w., przestał być praktycznie widoczny w obecnej strukturze architektonicznej – mówi T. Korzeniowski. – Na wszystkich rycinach i wizerunkach od XVI w. charakterystyczna linia zabudowy zawsze zwieńczona była sylwetką kościoła Mariackiego. Ze względu na rozbudowaną formę naw zwieńczonych wieżyczkami, można odnieść takie wrażenie, że jest to prawdziwa korona miasta – dodaje.

    Święte miejsce dwóch wyznań

    Niedługo później na Starym Kontynencie rozlała się fala reformacji. Początkowo działania króla Zygmunta I Starego hamowały nieco działania jej zwolenników. Kiedy w styczniu 1525 roku miastem wstrząsnął bunt luterańskiego pospólstwa i plebsu, król nie pozostał obojętny. Rok później do miasta wkroczyły ośmiotysięczne oddziały królewskie, przywracając mu dawny ustrój. W miejsce burmistrza król ustanowił burgrabiego, rozszerzając znacznie jego uprawnienia. Porządek ten nie utrzymał się jednak długo, a burzliwe losy kontynentu odbiły się także na historii świątyni. Już w 1529 zaczęto tu sprawować nabożeństwa luterańskie. Po śmierci króla Zygmunta II Augusta świątynię przejęli protestanci. Ponieważ jednak od roku 1457 bazylika znajdowała się pod patronatem polskiego króla, sytuacja stała się wyjątkowa. – Wysuwanie kandydata na proboszcza bazyliki należało do króla. Mianował go biskup włocławski. Podczas ingresu proboszcz wchodził do bazyliki, całował ołtarz, ale nie mógł w niej odprawiać Mszy św. Właśnie dlatego Jan III Sobieski wybudował kaplicę królewską – opowiada ks. infułat Stanisław Bogdanowicz, proboszcz bazyliki. – Oficjał mariacki reprezentujący króla jest wymieniany jeszcze w końcu XVIII w. we wspomnieniach Joanny Schopenhauer. Dowiadujemy się z nich m.in. o tym, że rzymskokatolicki proboszcz wyrażał luteranom zgodę na zawarcie związku małżeńskiego w innej parafii. Było to ewenementem i stanowiło wyraz politycznej poprawności – dodaje Tomasz Korzeniowski. Tak było aż do drugiego rozbioru Polski, kiedy to Gdańsk znalazł się w rękach Prus. Pod panowaniem pruskim sprzedano wiele znajdujących się w świątyni dzieł sztuki. Jeden ze sprzedanych ołtarzy można dzisiaj podziwiać w kościele krzyżackim w Wiedniu.

    Ocalone i utracone

    Choć w wielu miejscach Europy przejęcia budynków kościelnych wiązały się z dewastacją dzieł sztuki średniowiecznej, dokonywaną pod wpływem nauki Kalwina, bazylikę ominął ten smutny los. Gdańszczanie bowiem w większości przyjęli wyznanie luterańskie. Nie tylko odnosili się z szacunkiem do wizerunków, które zastali w pokatolickiej świątyni, ale także wzbogacili jej wystrój o nowe elementy. – Znaczna część nowożytnego dziedzictwa artystycznego reprezentuje protestancką wizję wystroju wnętrza. Chodzi przede wszystkim o epitafia najbogatszych rodzin mieszczańskich. Reprezentują one wysoką klasę pod względem malarstwa, rzeźby czy kompozycji architektonicznego – stwierdza konserwator bazyliki. – Gdańszczan cechowała tolerancja dla przedstawień maryjnych czy też ukazujących apostołów i ewangelistów. Szanowali oni dorobek epoki wieków średnich, dzięki temu sztuka gotycka przetrwała. Dbali nawet o konserwację średniowiecznych, katolickich dzieł sztuki, nie szczędząc środków na ich utrzymanie. Czasem nawet sami fundowali dzieła maryjne – dodaje. W kościele Mariackim, w okresie średniowiecza można było zobaczyć pięćdziesiąt stanowiących dzieła sztuki ołtarzy. Dzisiaj jest ich trzynaście. Wywiezione ze świątyni stały się zakładnikami dekretu o opuszczonym mieniu poniemieckim. – Nadal pięć gotyckich ołtarzy jest przechowywanych w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, dwa w Gdańsku, a jeden w sposób zupełnie przypadkowy w galerii malarstwa w Berlinie. Rozproszenie dziedzictwa kościoła Mariackiego niestety nadal jest bolesną konsekwencją tragedii II wojny – przyznaje pan Tomasz. – Szczęśliwie kościół Mariacki już w 1946 roku uchwałą rady miasta Gdańska został oddany Kościołowi rzymskokatolickiemu, jeszcze przed wejściem w życie tego dekretu – dodaje. Jak twierdzi, muzea bardzo się przywiązują do posiadanych dzieł sztuki. Dziwi go jednak fakt, że zwrot tychże prawowitemu właścicielowi, jakim jest bazylika, napotyka ogromne przeszkody, zwłaszcza, że muzeom brakuje powierzchni ekspozycyjnej. Można w nich obejrzeć zaledwie 20 proc. z posiadanych przez nie dzieł.

    W duchu tradycji

    Dzięki bezkompromisowej postawie obecnego proboszcza, ks. Stanisława Bogdanowicza na swoje miejsce po latach wojennej zawieruchy wróciło kilkaset bezcennych zabytków. – To bezprecedensowa batalia – mówi pan Tomasz. Ks. Bogdanowicz swoją posługę proboszczowską w bazylice Mariackiej rozpoczynał w 1979 roku. Zaledwie rok później, podczas karnawału „Solidarności” w ręce urzędników trafiła petycja podpisana przez ponad 6 tys. mieszkańców Pomorza. Można w niej przeczytać: „My, mieszkańcy Ziemi Gdańskiej mamy naturalne prawdo do tego, aby te gdańskie obiekty sakralne tu w naszych zabytkowych świątyniach, na swym odwiecznym miejscu, świadczyły o wielkości polskich serc, rąk i umysłów”. Podpisane w wyniku rozmów porozumienia zobowiązywały władze do zwrotu dwóch partii dzieł. Pierwszej natychmiast, drugiej w 1982 roku. Jednakże stan wojenny spowodował, że na tę drugą przyszło bazylice jeszcze poczekać. Wiele z nich wróciło na swoje miejsce w wyniku długotrwałych pertraktacji dopiero po 1989 roku. Bazylika Mariacka doświadczała przez wieki zmiennych kolei losu. Była dla gdańszczan miejscem modlitwy i ucieczki, a jej proboszczowie dzielili losy mieszkańców miasta. Nie przez przypadek nosili oni tytuł: „paroch gedanensis” czyli proboszcz gdański. Ks. Bogdanowicz podczas swojej pracy nie tylko koncentruje się na odzyskiwaniu zabytków. Jest także pasterzem żywego Kościoła. Dziś nie jest tajemnicą, że plebania przy bazylice przez lata stanu wojennego była miejscem schronienia dla wielu opozycjonistów. Ks. infułat jest również duszpasterzem znaczących środowisk. Pośród nich najbardziej zaskakiwać może tytuł duszpasterza górników. Opiekuje się tymi, którzy pracują przy pozyskiwaniu ropy i gazu z dna morskiego. Ma również prawo do używania górniczego munduru.

    Otwarta na świat

    Dziś bazylika jest jednym z niewielu gdańskich kościołów dostępnych codziennie do zwiedzania. Zatrudnia całą rzeszę specjalistów. Pracuje tu nie tylko biuro konserwatorskie, wysokiej klasy organiści, ale także pokaźna grupa ochroniarzy. Nic dziwnego. Według najskromniejszych szacunków, bazylikę co roku odwiedza ponad milion turystów. Co więcej. Jest rozpoznawalną marką. Z przeprowadzanych w Gdańsku profesjonalnych badań statystycznych wynika, że z miastem kojarzy ją znacznie więcej niż połowa respondentów. – W Gdańsku jestem praktycznie co roku. Mam tu rodzinę – mówi pani Halina z Mławy. – Nie wyobrażam sobie jednak, żebym podczas pobytu na starówce nie odwiedziła tego kościoła. To miejsce, mimo że tak ogromne, sprzyja zadumie. Nad historią, Panem Bogiem i ludzkimi losami – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół