• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Czas żniwa

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 33/2014

    dodane 14.08.2014 00:00

    – Przedstawiciele SNE biorą urlopy, by głosić Jezusa. To świadectwo, jak mocno Chrystus wzywa nas do działania – mówi ks. Zbigniew Wądrzyk, przewodniczący zarządu gdańskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji.

    Dla większości Polaków wakacje to czas leniwego odpoczynku. Przedstawiciele wspólnot zrzeszonych w Szkole Nowej Ewangelizacji wykorzystują jednak ten okres na realizację różnych form głoszenia Dobrej Nowiny.

    W gronie rodziny

    – Wizja leżenia na plaży i picia drinka przez słomkę wcale nie jest dla mnie atrakcyjna. To jest po prostu nudne. O wiele ciekawsza jest relacja zarówno z ludźmi, jak i z Panem Bogiem – podkreśla Wojciech Kotas ze wspólnoty Czas dla rodzin. Jego grupa od lat organizuje w miesiącach letnich wczasorekolekcje. – Staramy się formować rodziny do dojrzałego życia małżeńskiego i rodzicielskiego. W ramach wakacji proponujemy wczasy małżeńskie czy rodzinne, gdzie oprócz zajęć formacyjnych i konferencji, które nas rozwijają, jest wiele wolnego – podkreśla. W tym roku na odbywające się nad jeziorem Garczyn wczasorekolekcje wspólnota zaprosiła ks. Krzysztofa Mielcarka, profesora z KUL. – Moim wielkim marzeniem jest to, byśmy się czegoś dowiedzieli o słowie Bożym, ale jeszcze byśmy nauczyli się przenosić to dobro do naszego życia. Tego potrzebują wszyscy katolicy – zapewnia pan Wojciech.

    Jezuski na Woodstocku

    Co roku z Wybrzeża wyrusza spora grupa ewangelizatorów, by modlić się i rozmawiać z uczestnikami Przystanku Woodstock. W tym roku było ich 22. Do Kostrzyna przyjeżdżają, zanim jeszcze pojawią się pierwsi miłośnicy muzyki. Aby dobrze przygotować się do głoszenia, już w niedzielę wieczorem rozpoczynają swoje rekolekcje. Dwa dni później idą na pole. Tam odbywa się poświęcenie Krzyża św. Później przemierzają miejsce imprezy w kolorowym, modlitewnym korowodzie. W tym roku w Przystanku Jezus uczestniczyło 800 członków wspólnot ewangelizacyjnych. – To mało. Potrzeby są dużo większe – stwierdza Joanna z pruszczańskiej wspólnoty Żyć to Chrystus. – Na Woodstocku 98 proc. ludzi jest gotowych na usłyszenie Dobrej Nowiny. Na 10 rozmów tylko jedna osoba mówi: „nie, dzięki”. Cała reszta chce słuchać. Mówią o nas „Jezuski”. Wiedzą, że tam jesteśmy. Niektórzy tylko czekają na znak – dodaje. Spotykają się z różnymi ludźmi. – Patrząc z zewnątrz, można powiedzieć, że niektórzy mają większe problemy, inni mniejsze. Ale niezależnie od obiektywnego rozmiaru problemów człowiek jest rozwalony. I trzeba mu pomóc – stwierdza Joanna. – Do ludzi, do których idziemy, wychodzimy z miłością. Bóg daje mi łatwość kochania tych ludzi. Są w różnych sytuacjach, ale dla Boga mają niezwykłą wartość – podkreśla Marcin z gdyńskiej wspólnoty Magnificat. Zaznacza, że na Woodstocku był świadkiem wielu prawdziwych cudów. Widział, jak Bóg przemienia ludzkie serca. – Rozmawiałem z dziewczyną. Wyglądała na bardzo smutną. Na samym początku deklarowała, że w „tego całego Jezusa” to ona nie wierzy. Po godzinie rozmowy nie tylko uznała Go za swojego Pana. Mówiła, że chce wstąpić do wspólnoty w swoim mieście – opowiada. Marcin w tym roku na Przystanku Jezus był po raz czwarty. Podkreśla, że w ciągu roku modli się za wszystkich, z którymi rozmawiał. Każdy z ewangelizatorów odbywa pięć do dziesięciu takich rozmów dziennie. Joanna zaznacza jednak, że są czasem dni nieprzeciętne. Jej samej trafiło się, że w ciągu dnia rozmawiała z czterdziestoma osobami. – Dlaczego to robimy? Spotkanie z Bogiem to nie jest kwestia idei czy filozofii. Nawróciłem się i wiem, że nie mogę o tym nie mówić – przekonuje Marcin.

    Na swoim podwórku

    Marek jest niepełnosprawny. Porusza się na wózku. Nie jest to jednak dla niego żadną przeszkodą w ewangelizacji. W połowie lipca proboszcz parafii w Świbnie zaprosił jego wspólnotę na strażacki festyn. Mieli godzinę, by ze sceny mówić do ludzi. Przedstawiali różne scenki ewangelizacyjne. A później ruszyli na miasto. Marek trafił z Ewangelią do ośrodka dla bezdomnych. – Spotkałem ludzi, którzy bardzo potrzebowali tych rozmów – opowiada. – Ludzie czasem obrażają się na Boga. Ale Jego miłość odmienia na nowo ich życie – dodaje. – Jako osoba niepełnosprawna mocno chciałem w Niego uwierzyć. Kiedy już to dostałem, przekazuję innym. Że Pan Bóg żyje w tych czasach i kocha wszystkich niezależnie od tego, kim są i co zrobili – wyjaśnia. – Moje całe życie to jedno wielkie doświadczenie Bożej Miłości – przekonuje. O Bogu świadczy także w ciągu roku. Podkreśla, że na uniwersytecie, gdzie studiuje psychologię, ludzie dostrzegają, że wiara to coś normalnego, a chrześcijanin może umówić się z kolegami na piwo.

    Orły wiary w Orlinkach

    W wakacje pełną parą działa także administrowany od stycznia przez SNE ośrodek rekolekcyjny. Od końca czerwca odbyły się już tutaj kursy „Nowe życie”, „Jan” oraz „Paweł”. – Przez kursy przewinęło się ponad 150 osób. Ludzie przyjeżdżali tam często ze zmęczeniem po roku pracy, a później w świadectwach można było usłyszeć, że Bóg odnowił ich siły – relacjonuje Joanna. Po kursie „Paweł” już powstają nowe, oddolne inicjatywy. Uczestnicy organizują właśnie ewangelizację, która odbędzie się 23 sierpnia na sopockim Monciaku. – O 18 w kościele św. Jerzego będzie Msza, później uwielbienie i wyjście na zewnątrz. Tam odbywać się będzie ewangelizacja indywidualna. Będzie też zaproszenie na uwielbienie. Organizatorzy planują też flash moba – opowiada ks. Zbigniew. Kiedy wybije godzina 21, któryś z uczestników zacznie śpiewać Apel. Później dołączą się inni. Jedni na ulicy, inni w kawiarni. Chodzi o to, by dotrzeć do ludzi, choćby w zaskakujący sposób. – Nowa ewangelizacja jest przekazywaniem doświadczenia Boga, nie polega na walce na argumenty – podkreśla Marek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół