• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie tylko plecaki

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 34/2014

    dodane 21.08.2014 00:00

    – Radość w oczach dziecka jest najpiękniejszym podziękowaniem za wszelkie trudy – mówi Elżbieta Rajczak, szefowa grupy Caritas z parafii oo. cystersów w Oliwie.

    W kancelarii siedzą we trójkę, choć w działaniach ich parafialnej grupy uczestniczy kilkanaście osób. Wszystkie są już na emeryturze. Mówią z pasją o podejmowanych pracach i swoich motywacjach. – Widywałam panią, która często odwiedzała pewną biedną rodzinę. Nosiła jakieś siatki. Z czasem pomyślałam, że też bardzo bym chciała to robić. Pchało mnie do tego. Miałam jednak obawy. Gdzieś pojawiało się pytanie, czy podołam. W końcu się odważyłam. Zaczęłam działać – wspomina pani Elżbieta. Dzisiaj koordynuje prace Caritas w swojej parafii. 

    Krystyna Leszczyńska pomagała od zawsze. Najpierw w ramach ruchu Maitri włączała się w działalność na rzecz Trzeciego Świata. – Pewnego dnia jeden z ojców ogłosił, że są potrzebni ludzie do Caritas. Zachęciła mnie też koleżanka. Jestem na emeryturze. Myślę, że trzeba jakoś zagospodarować czas. I koniecznie pomóc człowiekowi – podkreśla.

    Jadwiga Barzowska jest sekretarzem grupy. Zajmuje się finansami. Pomaga jej w tym ogromne doświadczenie. Przez całe swoje życie uczyła matematyki w jednej ze szkół Wybrzeża. Do Caritas wciągnęła ją sąsiadka. Oprócz pracy w zespole sama udziela darmowych korepetycji dzieciom z ubogich rodzin.

    Wszystkie panie tryskają energią i ciekawymi pomysłami. Nie tylko realizują zadania, jakie stawiają przed nimi wspólne akcje archidiecezjalnej centrali, ale także wprowadzają w życie swoje projekty. Zajmują się wszystkim. Od organizowania świątecznych posiłków i paczek, które dostarczają rodzinom, po szukanie sponsorów dla przedsięwzięć. Aby zgromadzić produkty na wigilię czy śniadanie wielkanocne, wraz z członkami szkolnych kół Caritas z terenu parafii przed świętami urządzają zbiórki żywności. Kiedy Caritas otrzymywała wsparcie żywnościowe z Unii, potrafiły w ciągu roku rozdać 21 ton jedzenia.

    W cieniu cysterskich zabytków

    Domy w Starej Oliwie wyglądają bardzo różnie. Jedne dumnie prezentują dziedzictwo historii, inne, zaniedbane, chylą się ku upadkowi. Podobnie jak ich kondycja, zróżnicowane są warunki, w których przychodzi żyć mieszkańcom tej historycznej dzielnicy. – W parafii jest sporo ubogich. Caritas obejmuje pomocą ponad 30 rodzin. Są także osoby samotne, które potrzebują wsparcia – mówi pani Elżbieta. Dla nich założyły ostatnio Klub Seniora. – Na razie raczkujemy, ale mamy nadzieję, że inicjatywa będzie się rozwijać – mówi z nadzieją szefowa grupy.

    Panie podkreślają, że z powodu nagłej śmierci poprzedniego kierownika musiały wszystkiego uczyć się same. Ale nauka nie poszła w las. Ostatnio pisały nawet specjalny projekt, z którego pozyskały pieniądze na wsparcie działań skierowanych dla seniorów swojej parafii. Dzięki nim zorganizowały spotkania, które odbyły się z okazji Dnia Babci i Dziadka. Udało się też zorganizować dla seniorów wycieczkę do Szymbarka i okolic.

    Grunt to dyskrecja

    Mimo wielu działań podejmowanych dla rodzin i osób starszych, ich największą troską pozostają dzieci. Szukają źródeł finansowania na wakacyjne wyjazdy, uczestniczą w organizowanym przez Caritas archidiecezji Dniu Dziecka, zbierają datki na obiady dla najuboższych. Mówią, że w minionym roku hitem okazała się wycieczka do Torunia. Swoim wsparciem otaczają ponad 60 podopiecznych. Od czterech lat włączają się także w akcję „Tornister pełen uśmiechów”. Najpierw sporządzają listę potrzebujących. Później zwracają się do centrali z prośbą o odpowiednią ilość plecaków. W tym roku zamówiły ich trzydzieści dwa. Dla kogo – wiedzą tylko one. Mimo że wyposażenie takiego plecaka nie jest tanie – kosztuje ok. 300 złotych – rozdawane w niedzielę plecaki skończyły się jeszcze przed południem. – Musimy wiedzieć, że taka wyprawka nie jest tania. Zachęcałem więc ludzi, żeby dobrać się we dwie, trzy rodziny. W tym roku jednak większość osób chciała przygotować wyposażenie plecaka samodzielnie – opowiada o. Albin Chorąży, proboszcz parafii. Jak podkreślają członkowie zespołu, nie zdarzyło się, aby jakiś plecak zaginął. – Plecaki wracają do nas naładowane. Wręcz przeładowane. Naprawdę hojnie wyposażone – mówi Krystyna Leszczyńska. – Zdarzają się lampki na biurko, porządne kalkulatory. W każdym jest też solidny piórnik. Nie brakuje także słodyczy – dodaje. Ta forma pomocy obejmuje dzieci ze szkół podstawowych oraz młodzież z gimnazjów. Ponieważ wsparcia wymagają także starsi, przedstawiciele parafialnej Caritas uczniom szkół średnich sami kupują zeszyty i przybory.

    Ważne, aby pomoc była dyskretna. Zgłaszający się po plecaki znają tylko płeć dziecka oraz klasę, do której będzie uczęszczać. Przypomina o tym także specjalna, mocna banderola, umieszczona na uchwycie. Obdarowanym dzieciom tornistry wręcza się również dyskretnie. Chodzi o to, by uniknąć stygmatyzacji. Dzieje się tak, choć sam proboszcz zaznacza – w tej dzielnicy bieda to żaden wstyd. O. Albin cieszy się z tego, że parafianie chcą sobie nawzajem pomagać. – Ludzie zawsze dbali o siebie nawzajem, pomagali sobie na różne sposoby. Pomagać trzeba, ale pomoc nie może zastąpić państwa – mówi z troską.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół