• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Herbata i papierosy u o. Ludwika

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 37/2014

    dodane 11.09.2014 00:00

    Przez dziurkę w skorupce usuwali zawartość jajka, a do środka wlewali czarny tusz. Tak przygotowanymi „bombami”, które czasami pękały w kieszeniach, obrzucili wielki portret Lenina...

    Z jednej strony hipis uwielbiający Doorsów i zapalony piłkarz amator. Z drugiej strony odważny opozycjonista, założyciel Ruchu Młodej Polski, bliski współpracownik Lecha Wałęsy. Mowa o Arkadiuszu Rybickim. Jego życiorys stał się inspiracją do powstania wyjątkowego filmu pt. „Aram”, którego premiera odbyła się podczas otwarcia Europejskiego Centrum Solidarności.

    Wysadzić sowiecki pomnik

    Poznali się w słynnej „Jedynce”, czyli I LO w Gdańsku. Aleksander Hall, Grzegorz Grzelak, Wojciech Samoliński i Arkadiusz Rybicki, który przezwisko „Aram” zawdzięcza Hallowi. Młodych fascynowała Armia Krajowa i powojenne antykomunistyczne podziemie.

    Prowadzili długie rozmowy o tym, co zrobić, by wyzwolić się z komunistycznej opresji. W pewnym momencie stwierdzili, że „samym gadaniem nic nie wskórają” i postanowili działać. Czwórka licealistów w 1969 r. wymyśliła sobie nazwę Organizacja Wyzwolenia Narodowego. Kredą lub farbą pisali na murach antykomunistyczne hasła. Za pomocą kupionego w sklepie z zabawkami „Małego drukarza” robili ulotki, które rozrzucali z okien lub w trójmiejskiej kolejce elektrycznej. Do historii przeszły ich akcje „wydmuszkowe”. Skorupkami jajek wypełnionymi czarnym tuszem obrzucali propagandowe tablice, w tym wielki portret Lenina. Coraz bardziej się radykalizowali. Gromadzili ładunki wybuchowe w celu wysadzenia pomnika mieszczącego się na cmentarzu żołnierzy radzieckich. Myśleli nad stworzeniem typowej organizacji podziemnej. Do realizacji planu jednak nie doszło. – Mówiłem moim kolegom: „To się skończy wpadką i w konsekwencji więzieniem”. Nie chodziło o to, by wycofywać się z przeciwstawiania komunistycznemu systemowi, ale znaleźć taki sposób, aby działać długofalowo – wspomina Aleksander Hall. We wrześniu 1971 r., będąc w klasie maturalnej, przyjaciele trafili do duszpasterstwa prowadzonego przez dominikanina o. Ludwika Wiśniewskiego. Zakonnik wytłumaczył im, że „najłatwiej jest głupio polec”. – Spotkanie z o. Ludwikiem było dla nas przełomowe. Z jednej strony uzyskaliśmy od niego aprobatę naszych poglądów, a z drugiej o. Ludwik utwierdził nas w konieczności zmiany formy kontestowania komunizmu – wyjaśnia Hall. Materiały wybuchowe zatopili w rzece.

    Dzwony i lenonki

    Na spotkaniach u o. Wiśniewskiego w kościele św. Mikołaja koledzy z „Jedynki” poznali innych zbuntowanych licealistów – Macieja Grzywaczewskiego i Mariana Terleckiego z gdańskiej „Topolówki”. – Pamiętam, że u o. Ludwika wypijaliśmy morze herbaty i wypalaliśmy setki papierosów, dyskutując do późnej nocy. Te rozmowy nas ukształtowały – zaznacza Grzywaczewski, opozycjonista, producent filmu „Aram”, a prywatnie szwagier Rybickiego. – Oprócz tego, że działaliśmy w podziemiu, byliśmy też zwykłymi chłopakami, zainteresowanymi dziewczynami i muzyką – dodaje. Aram miał długie włosy, słuchał Doorsów i Jimiego Hendriksa. Nosił okulary lenonki, które sam sobie dla szpanu zrobił z drutu. – Kupił też maszynę i szył spodnie dzwony. Oczywiście tylko dla siebie i kumpli. Jakoś mu wychodziły – opowiada Grzywaczewski. W 1979 r. Aram razem z przyjaciółmi powołał Ruch Młodej Polski. Stworzyli doskonale zorganizowaną i zakonspirowaną bazę poligraficzną. Ich wielkim sukcesem było nawiązanie potajemnej współpracy z oficerem SB Adamem Hodyszem. Hall otrzymywał od niego adresy i nazwiska funkcjonariuszy oraz informacje o działaniach bezpieki. Kiedy w 1980 r. w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk, młodopolacy natychmiast wsparli robotników.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół