• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wojna kurortu z klubem go-go

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    Lokal ze striptizem w centrum miasta? – To jest niedopuszczalne – mówi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.

    Wszystkie historie są podobne. Mężczyźni twierdzą, że wypili kilka drinków, zapłacili za striptiz, a nad ranem znajdowali w portfelach rachunki wystawione na kilkadziesiąt tysięcy złotych albo „oświadczenia o uznaniu długu”, ze swoimi szczegółowymi danymi i podpisem. W panice dzwonili do klubu i dowiadywali się, że zamówili szampany po 15 tys. zł za butelkę. Nocne lokale Cocomo, bo o nich mowa, mają swoje siedziby w reprezentacyjnych miejscach wielu polskich miast. Niedawno kontrowersyjna sieć klubów została pozwana przez władze Sopotu...

    Striptiz przy Monciaku

    Kancelaria Nowosielski, Gotkowicz i partnerzy, która reprezentuje Sopot, złożyła pozew w gdańskim Sądzie Okręgowym na początku września. Miasto, jako pierwsze w Polsce, pozwało właściciela Cocomo o naruszenie dóbr osobistych. Władze kurortu uważają, że klub ze striptizem psuje wizerunek nie tylko Sopotu, ale także całego państwa. – Turysta, który do nas przyjeżdża, z kraju bądź z zagranicy, wchodzi do lokalu i ma prawo czuć się w nim uczciwie obsłużony. A niestety wielu z nich ma poczucie, że zostali wręcz okradzeni. I to z dużych sum. Niemal co tydzień ktoś składa skargę na klub na sopockiej policji – wyjaśnia Jacek Karnowski. Oszukiwanie klientów to jedno. Prezydenta razi również to, że klub ze striptizem znajduje się w reprezentacyjnej części kurortu.

    – Funkcjonowanie klubu go-go w centrum miasta jest niedopuszczalne. Promotorki, czyli panie, które „łowią” klientów, spacerują ulicą Bohaterów Monte Cassino. Są nachalne, wielokrotnie nagabują te same osoby. To budzi ogromny sprzeciw mieszkańców oraz gości. Pamiętajmy, że Monciak jest często odwiedzany przez rodziny z małymi dziećmi – zaznacza Karnowski. Czego miasto domaga się od właściciela Cocomo? – Chcemy, by klub zrezygnował z nachalnej reklamy, zaprzestał sprzedaży napojów po rażąco zawyżonych cenach oraz wykorzystywania stanu nietrzeźwości klientów do tego, by nabywali oni towary i usługi oferowane przez klub – informuje mecenas Maciej Śledź z kancelarii reprezentującej Sopot. Prezydent Karnowski wystosował już pismo do gospodarzy wszystkich 23 miast, w których mieszczą się lokale Cocomo. Zaapelował, by inni dołączyli do sopockiego pozwu.

    Sprawa umorzona...

    Batalia kurortu z klubem go-go trwa od dwóch lat. Swego czasu właściciele Cocomo pozwali prezydenta Sopotu. Twierdzili, że Karnowski nazwał ich przestępcami i zniesławił, donosząc policji o handlu alkoholem bez koncesji. – Zmusiliśmy klub do wystąpienia o koncesję na alkohol, ponieważ wcześniej próbował działać na tzw. koncesji kateringowej. Staraliśmy się przez długi czas tej koncesji nie przyznawać, ale niestety prawo nie daje samorządowi takich możliwości. Zwróciłem też uwagę urzędom skarbowym, by uważniej prześledziły transakcje dokonywane w tych klubach, szczególnie w kwestii marż od produktów sprzedawanych w lokalach – tłumaczy Karnowski. Najdroższy szampan w klubie kosztuje ok. 15 tys. złotych. W sklepie można go kupić za 849–949 zł. Działania prezydenta nie przyniosły pożądanych rezultatów. Klub funkcjonował dalej i oszukiwał klientów. Poszkodowane osoby, głównie z zagranicy, coraz częściej zgłaszały się na policję w Sopocie. W rejestrach z tego roku figuruje aż 11 takich przypadków. Ostatni z nocy z 7 na 8 sierpnia. Jeden z gości Cocomo skarżył się na rachunek wystawiony na ponad 36 tys. zł. Prokuratura w Sopocie przyznaje, że do tej pory takie sprawy kończyły się umorzeniem, ponieważ śledczym nie udawało się znaleźć dowodów na popełnienie przestępstwa. Obsługa Cocomo zapewnia, że goście rachunki płacili dobrowolnie, w klubach jest monitoring, a ceny drogich drinków i szampanów znajdują się w menu. Czy pozew wystosowany przez Sopot także zostanie umorzony? – Mam nadzieję, że nie. Dobra kancelaria prawna, która nas reprezentuje, da sobie z tym radę – odpowiada prezydent Karnowski. Prawnicy zawnioskowali już o udostępnienie danych wszystkich poszkodowanych klientów klubu, którzy w czasie jego funkcjonowania zgłosili się na policję. Chcą, by wystąpili oni w charakterze świadków.

    Wojna trwa

    Od 3 września na stronie internetowej Agencji Reklamowo-Marketingowej „Event”, która prowadzi m.in. sieć lokali ze striptizem, można przeczytać, że „po pięciu latach marka klubów Cocomo kończy swoją działalność”. Czy to oznacza, że znany kurort wygrał wojnę z klubami go-go? Niekoniecznie. Kilka dni po opublikowaniu tego komunikatu w wielu miastach Polski, w tym także w Sopocie, w lokalach Cocomo zaczęły znikać dotychczasowe szyldy z nazwą, a w ich miejsce zaczęły pojawiać się nowe: Desire, Princess, One Night. I tak dawne sopockie Cocomo obecnie nazywa się Kittens. Zanosi się na to, że lokale Agencji „Event” oficjalnie przestaną działać w ramach jednej sieci, a jednocześnie nadal będą funkcjonować na podobnych zasadach. Jak na tego typu politykę zareaguje miasto? – Z pozwu na pewno się nie wycofamy. Nazwa klubu to rzecz wtórna – podkreśla prezydent Karnowski. – Rzeczywiście zmiany w zakresie wizerunku, nazwy klubu oraz wystroju nie powodują tego, że postępowanie jest nieaktualne czy traci rację bytu. Nadal domagamy się od właściciela zaniechania negatywnych praktyk – potwierdza mec. Maciej Śledź. Przedstawiciel Agencji Reklamowo-Marketingowej „Event” odmówił udzielenia jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie. Więcej o sprawie w wydaniu ogólnym na ss.50–51

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół