• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Poszedł na całą Polskę

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 42/2014

    dodane 16.10.2014 00:00

    30. rocznica śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. – Ciepły, sympatyczny, delikatny. Nie wyglądał na wojownika. A okazało się, że zdał egzamin jako męczennik i bohater – wspomina ks. inf. Stanisław Bogdanowicz, proboszcz bazyliki Mariackiej.

    Miał zaledwie 8 lat kapłaństwa, gdy w Polsce z wielką siłą wybuchła fala robotniczych protestów, które doprowadziły do powstania NSZZ „Solidarność”. Pochodzący z prostej, rolniczej rodziny ks. Jerzy od początku stanął po stronie robotników. Od momentu, w którym został kapelanem hutników, starał się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach związanych z działaniami „Solidarności”. – Bywał w Gdańsku. Po raz pierwszy podczas krajowego zjazdu delegatów. Brał udział w poświęceniu tablicy w murze przy bramie Stoczni Gdańskiej, dedykowanej robotnikom Grudnia ’70. A po wprowadzeniu stanu wojennego wielokrotnie był zapraszany przez ks. Henryka Jankowskiego do św. Brygidy.

    Wiadomo, że blisko z nim współpracował – opowiada ks. dr Jarosław Wąsowicz, pochodzący z Gdańska salezjanin, autor książki „Gdańskie ślady ks. Jerzego”. Z ludźmi wybrzeżowej „Solidarności” połączyły go także więzy przyjaźni. – Bywał u Andrzeja Gwiazdy, u Anny Walentynowicz. Warto powiedzieć, że to właśnie Anna Walentynowicz tuż po śmierci ks. Jerzego rzuciła myśl, aby rozpocząć starania o proces beatyfikacyjny – dodaje ks. Jarosław. Jak podkreśla ks. Ludwik Kowalski, proboszcz parafii św. Brygidy, szczera przyjaźń łączyła go także z ks. Henrykiem Jankowskim, kapelanem gdańskich stoczniowców.

    Spotkanie pod krzyżem

    – Popiełuszkę spotkaliśmy w Gdańsku po raz pierwszy 30 sierpnia 1981 roku. Przyjechał wraz z grupą hutników na Westerplatte, na uroczystość przywrócenia krzyża. My ustawialiśmy go wówczas przed radzieckim czołgiem – wspomina Czesław Nowak, prezes stowarzyszenia „Godność”. Celebrowana przez bp. Lecha Kaczmarka Eucharystia zgromadziła wówczas kilkanaście tysięcy ludzi. – Warszawscy hutnicy przyjechali z takim wielkim transparentem. Ustawili się niedaleko ołtarza. Ks. Popiełuszko stał bliżej, w pierwszym szeregu, wraz z gdańskimi księżmi. Jako organizator zostałem poproszony, żeby ten hutniczy transparent zdjąć, ponieważ zasłaniał ludziom stającym z tyłu cały widok na ołtarz. Po zakończeniu Mszy św. podszedłem do autobusu hutników. Wszedłem do środka i przeprosiłem za to zamieszanie. Tam właśnie po raz pierwszy zamieniłem z ks. Jerzym kilka słów. Nie miał do nas pretensji. Wyglądał na zwykłego wiejskiego chłopaka. Kiedy mówił, można było wyczuć w jego słowach ten śpiewny, białostocki akcent – mówi Czesław Nowak. Już wówczas Służba Bezpieczeństwa nie odstępowała ks. Popiełuszki nawet na krok. Po latach członkowie stowarzyszenia „Godność” wypatrzyli na jednym ze zdjęć z uroczystości Grzegorza Piotrowskiego, zabójcę księdza.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół