• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Zamiast słodyczy rybne konserwy

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 50/2014

    dodane 11.12.2014 00:00

    Z Maciejem Kosycarzem, znanym trójmiejskim fotografem, o najnowszym albumie poświęconym Gdyni rozmawia Jan Hlebowicz.

    Jan Hlebowicz: Kolejne wydawnictwo z serii „Fot. Kosycarz. Niezwykłe zwykłe zdjęcia” jak zwykle cieszy się ogromną popularnością. Dotychczas głównym tematem publikacji był Gdańsk. Tym razem padło na...

    Maciej Kosycarz:. ...Gdynię. Musiałem dojrzeć do tej decyzji. Od wielu lat zgłaszało się do mnie wielu mieszkańców „miasta z morza”, którzy pytali: „Panie Maćku, a kiedy w końcu będzie o nas?”. Odpowiadałem: „Spokojnie, wszystko w swoim czasie”.

    Zdjęcia zostały zrobione przez Ciebie i twojego śp. tatę – Zbigniewa Kosycarza, legendę trójmiejskiej fotografii. Przeglądając album widać, jak Gdynia zmieniała się na przestrzeni lat.

    Dla wielu to sentymentalna podróż do przeszłości. „Tu, na tym skwerku, w latach 50. stała ławeczka. A na tej ławeczce...”. Tych miejsc, które dla kogoś mogły być całym światem, już nie ma. Zachowały się na fotografiach i bardzo często wywołują łzy wzruszenia. Na jednym z moich ulubionych zdjęć widać dzieci, które w czasach stalinowskich bawią się w śmigus-dyngus. Stoją przy ulicznej pompie i napełniają butelki po mleku i wódce. Niestety, uliczne pompy zniknęły z krajobrazu Gdyni...

    A ludzie odnajdują się na fotografiach?

    Zdecydowanie. Wiele osób przychodzi do mnie i mówi, że rozpoznają na zdjęciach siebie sprzed kilkudziesięciu lat. Odnajdują też członków rodziny, przyjaciół, sąsiadów, z którymi bardzo długo nie mieli kontaktu. Okazuje się, że moje albumy stają się pretekstem do odświeżenia dawnych znajomości.

    Na wydawnictwo złożyły się nie tylko zdjęcia. Równie ważne są opisy pod nimi.

    To takie mikrohistorie, które tworzą wielką opowieść o mieście. Jedne wzruszają, inne wywołują uśmiech na twarzy. Poza tym opisy pełnią też funkcję edukacyjną. Bez nich wiele rzeczy byłoby niezrozumiałych. Moja córka na przykład nie miała pojęcia, co to były bony PKO albo co oznaczał skrót OHP. Zwróciła mi na to uwagę przy pierwszym albumie, który nie miał podpisów. Od tamtej pory konsekwentnie je stosuję.

    Przypominasz osoby ważne dla historii miasta, które bardzo często z biegiem lat przestały funkcjonować w świadomości mieszkańców Pomorza.

    Jedną z nich jest Wiktor Gorządek, pierwszy szyper w historii polskiego rybołówstwa i pierwszy kapitan żeglugi wielkiej rybołówstwa morskiego, który wychował kilka pokoleń polskich rybaków. Inny przykład to Gerard Kocikowski, czyli legenda gastronomii gdyńskiej oraz szef słynnej, nieistniejącej już restauracji „George”. Jest też Zbigniew Szczepanek, oficer Marynarki Wojennej, który przed laty robił karierę w Wyższej Szkole Morskiej, aż pewnego dnia odkrył, że jego powołaniem jest malarstwo. Przerwał pracę na uczelni i stał się jednym z najwybitniejszych akwarelistów przełomu XX i XXI w. w Polsce.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół