• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Życiem pokazać Pana

    Ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 02/2015

    dodane 08.01.2015 00:00

    O minionych 12 miesiącach z bp. Wiesławem Szlachetką w pierwszą rocznicę konsekracji rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

    Ks. Rafał Starkowicz: Właśnie mija rok od przyjęcia święceń biskupich. Jak Ksiądz Biskup postrzega ten czas?

    Bp Wiesław Szlachetka: Żaden rok w moim życiu nie minął tak szybko jak ten ostatni. Wszystko, co robiłem, było dla mnie nowe. Nie miałem zatem jakiegoś uczucia dłużyzn czy monotonii. Do wszystkiego trzeba się było też przygotować.

    Jak radzi sobie Ksiądz Biskup z nowymi obowiązkami?

    Wiele nauczyłem się i wciąż się uczę od księdza arcybiskupa. Czerpię z jego doświadczenia duszpasterskiego, patriotyzmu, gospodarności i wielkiej zdolności zarządzania diecezją. Żywię wobec niego za to wielką wdzięczność. Jestem także wdzięczny księżom, od których doznałem wiele życzliwości. A także tym, którzy wspierają mnie modlitwą. Ta modlitwa jest niezwykle cenna. Wiem, że zapleczem duchowej siły są dla mnie parafianie z Osowy. O modlitwie zapewniały mnie także wielokrotnie siostry zakonne. To realne duchowe wsparcie. Przede wszystkim pragnę jednak podziękować Panu Bogu za wszystkie dary, które otrzymuję od Niego w pełnieniu posługi biskupiej. Za łaskę zdrowia… To jest potrzebne, aby realizować owocnie stojące przede mną zadania.

    Które z przeżytych w minionym roku doświadczeń najbardziej zapisało się w pamięci Księdza Biskupa?

    Tych doświadczeń było naprawdę wiele. Pierwszym, zaraz po święceniach, było przekazanie funkcji proboszcza mojemu następcy. Taka jest kolej rzeczy. Za bardzo cenny czas uważam Tydzień Ekumeniczny. Poznałem wówczas środowiska różnych wyznań chrześcijańskich i religijnych Wybrzeża. Nowym doświadczeniem była też wizyta „ad limina”. To, co dotychczas owiane było tajemnicą, poznałem od środka. Dykasterie kurii rzymskiej, kongregacje… No i spotkanie z ojcem świętym. To również było ogromne przeżycie. Ale także „zwyczajne” posługi biskupie… pierwsze bierzmowanie, pierwsza wizytacja… I oczywiście konsekracja kościoła w Mrzezinie. Jako proboszcz przygotowywałem się do podobnego wydarzenia w mojej parafii. A tutaj sam konsekrowałem kościół jako biskup. Wiemy, że przywilej konsekracji kościoła przynależy ordynariuszowi. Byłem tam w zastępstwie abp. Sławoja Leszka Głódzia, który wówczas przebywał w szpitalu. Kolejne doświadczenie związane jest także z chorobą metropolity. Gdy arcybiskup znalazł się w szpitalu, wszędzie, gdzie docierałem z posługą, ludzie prosili mnie, bym przekazywał mu pozdrowienia i zapewnienie o modlitwie. Spotkałem się z ogromną życzliwością i solidarnością diecezjan w chwili dla metropolity bardzo trudnej.

    Czy w związku z posługą biskupią pojawiły się w życiu Księdza Biskupa jakieś nowe wyzwania?

    (Śmiech) Musiałem zacząć uczyć się języka włoskiego. To oficjalny język współczesnego Kościoła. W czasie urlopu pojechałem więc na dwutygodniowy kurs.

    Czy biskup Wiesław Szlachetka znajduje czas dla swoich przyjaciół?

    Staram się. Od czasu do czasu odwiedzam też parafię św. Polikarpa.

    Możemy spodziewać się kolejnego tomiku poezji?

    Czasami zapisuję myśli, spostrzeżenia, jakieś skojarzenia… Na marginesie posługi biskupiej i modlitwy coś tam się tworzy…

    Zdarzyło się w tym czasie coś szczególnego, co poruszyło serce Księdza Biskupa?

    Pierwszego dnia po konsekracji, pełniąc jeszcze funkcję proboszcza, odprawiałem Msze św. w mojej parafii. Podczas Mszy dla dzieci, kiedy zaczynałem dialogowaną homilię, jedna dziewczynka powiedziała: „a ja widziałam wczoraj pana w telewizji”. Mama natychmiast ją poprawiła: „Nie mów pana, tylko księdza biskupa”. Odpowiedziałem: „Bardzo się cieszę, że to dziecko zobaczyło we mnie Pana”. Myślę, że wypowiedziało pewne ewangeliczne wyzwanie, aby w każdym chrześcijaninie świat mógł zobaczyć Pana. Jesteśmy zaproszeni, by Go naśladować.

    Czy jest jakaś recepta, by ukazywać Pana życiem?

    Czasem w człowieku pojawia się niezdrowa chęć bycia kimś więcej niż inni. Kiedy jednak nasze aspiracje próbujemy realizować w sposób przesadny, stajemy się śmieszni. To odnosi się do wszystkich. I świeckich i duchownych. Trzeba być sobą, będąc księdzem czy biskupem. Aby być wielkim, wystarczy nam godność, którą otrzymujemy od Boga w człowieczeństwie oraz w dziecięctwie Bożym, na chrzcie św. Zyskujemy ją także, gdy naśladujemy Pana Jezusa.

    Jak poprzez słowo ukazywać wiernym tę prawdę?

    Słowo nie jest naszą własnością. Nie jest czymś, co wychodzi od nas. Jest również do nas adresowane… Żeby głosić słowo Boże, trzeba je samemu wcześniej przyjąć. Wtedy głosząc je, człowiek jest prawdziwy. A słuchacze wyczują zawsze, czy wierzy w to, co mówi…

    W mediach można znaleźć czasem stwierdzenia, że biskupi są oderwani od rzeczywistości…

    Biskup nie jest kimś odizolowanym od świata, ale żyje w tym świecie. Zna otaczającą go rzeczywistość. I bolączki i radości Kościoła. Miałem w minionym roku okazję, aby poznać polski episkopat. Biskupi jako pasterze są zatroskani o Kościół i ojczyznę zdecydowanie bardziej, niż starają się nam wmówić niektóre media.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół