Nowy numer 16/2018 Archiwum

Głośne NIE!

– Jesteśmy katolikami i jeśli ktoś naśmiewa się z naszej wiary oraz godzi w nasze uczucia religijne, mamy prawo zaprotestować. Gwarantuje nam to polska Konstytucja – mówi Krzysztof Przyborowski, student i członek Ruchu Narodowego.

Rok 2014, Dzień Kobiet. Spod Złotej Bramy w Gdańsku po raz kolejny startuje tzw. Trójmiejska Manifa. Przedstawiciele środowisk lewicowych, w tym Robert Biedroń, obecny prezydent Słupska, z transparentami „Edukacja seksualna bez wstydu” czy „21 lat zakazu aborcji. I to ma być Solidarność?” kierują się w stronę Stoczni Gdańskiej. Po drodze skandują: „Nasza Polska genderowa!”. Nieopodal, przed ratuszem Głównego Miasta ustawia się grupa osób trzymających sztandary z hasłami: „Broniąc życia, bronisz przyszłości Ojczyzny”, „Małżeństwu, Rodzinie, Życiu – tak!”. – Manifestacja środowisk narodowych była całkowicie pokojowa. Nie używaliśmy jakiejkolwiek przemocy wobec naszych oponentów. Chcieliśmy jedynie stanowczo zaprotestować przeciwko hasłom, jakie głoszą – podkreśla Krzysztof, który pół roku później za organizację demonstracji został skazany przez Sąd Rejonowy w Gdańsku na 40 godzin prac społecznych.

Maryja, Solidarność i... aborcja

Początkowo obie manifestacje były legalne. – Z Urzędu Miasta otrzymaliśmy oficjalną zgodę na organizację protestu – zaznacza Krzysztof.

– Jednak w pewnym momencie okazało się, że lewicowi działacze i feministki zmienili trasę swojego przemarszu. Postanowiliśmy więc rozwiązać naszą manifestację – tłumaczy. Na placu Solidarności narodowcy podzielili się na kilkuosobowe, oddzielone od siebie grupy. – Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Demonstrowanie w grupach do czternastu osób nie wymaga legalizacji – wyjaśnia. Tymczasem przed historyczną Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, w otoczeniu Trzech Krzyży, przed wizerunkiem Matki Bożej uczestnicy manify odczytali hasła odwołujące się do 21 postulatów „Solidarności”. Pierwszym punktem listy było „prawo do aborcji”. Przedstawiciele środowisk homoseksualnych żądali także m.in. „rozdzielenia państwa od Kościoła i wyprowadzenia religii ze szkół” oraz zwiększenia praw dla osób LGBTQ. – Zawłaszczanie solidarnościowego etosu do promowania aborcji czy walki z Kościołem jest całkowitym zaprzeczeniem tego, o co walczyli robotnicy otwarcie demonstrujący swoją religijność – uważa Krzysztof. Podczas odczytywania kolejnych postulatów narodowcy krzyczeli: „Prawo do życia prawem człowieka”, „Wielka Polska katolicka”. – W pewnym momencie obie grupy demonstrantów zostały odgrodzone kordonem policji. Funkcjonariusze zaczęli zacieśniać szereg, chcąc zbić nas w jedną grupę. Później spisali nasze nazwiska – relacjonuje Krzysztof, który w połowie kwietnia został wezwany na policyjny komisariat, a następnie przesłuchany.

Nie dostał sukienki

Pod koniec września Krzysztof otworzył list z gdańskiego sądu. Okazało się, że został skazany na karę miesiąca ograniczenia wolności w wymiarze 40 godzin pracy na cele społeczne. – Krzysztof P. obwiniony jest o przewodniczenie zgromadzeniu publicznemu zorganizowanemu bez wymaganego zawiadomienia oraz usiłowanie przeszkodzenia w przebiegu niezakazanego zgromadzenia – wyjaśnia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku. Wyrok został wydany 11 lipca w trybie nakazowym, bez podania uzasadnienia. – Otrzymałem orzeczenie o skazaniu prawie dwa miesiące po decyzji sądu. Nie miałem możliwości przedstawienia świadków obrony ani skorzystania z pomocy adwokata. Okazało się, że zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyła policja – opowiada Krzysztof. Elżbieta Jachlewska, rzeczniczka trójmiejskiej manify, uważa wyrok za słuszny. – Manifestacja grupy narodowców miała charakter agresywny i była nielegalna. Panowie obrażali nas, krzycząc m.in. „Zakaz pedałowania” czy „Nazifeministki” – mówi. – My też byliśmy obrażani. Na manifie pojawiło się hasło m.in. „Jezus Malusieńki nie dostał sukienki, bo gender”. To szyderstwo – odpowiada Krzysztof.

Wyroków jest więcej

Decyzją sądu oburzona jest  Anna Kołakowska, gdańska radna, której córka także została skazana na 40 godzin prac społecznych za zakłócenie czytania obrazoburczej sztuki Golgota Picnic. – Takich wyroków i procesów w Polsce jest coraz więcej. W jednym z miast policja uznała Szczerbiec, patriotyczny symbol, za znak faszystowski. W Hajnówce uczestnicy Rajdu Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK są ścigani za to, że mieli na koszulkach emblemat Narodowego Zjednoczenia Wojskowego „Śmierć wrogom ojczyzny” – wylicza radna. – Z drugiej strony przedstawiciele środowisk lewicowych obrażający uczucia religijne katolików i promujący antywartości pozostają całkowicie bezkarni – dodaje. Krzysztof, na co dzień student energetyki na Politechnice Gdańskiej, odwołał się od wyroku. Pomoc zaoferowała Anna Kołakowska. – Nagłośnię sprawę Krzysztofa na forum Rady Miasta podczas posiedzenia Komisji Samorządu i Ładu Publicznego – zapewnia. Pomoże także Kazimierz Smoliński, prawnik i polityk, który najprawdopodobniej poprowadzi sprawę skazanego działacza Ruchu Narodowego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma