• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Najgorsza jest samotność

    dodane 15.01.2015 00:00

    – Doskonale pamiętam swój pierwszy rejs. Była Wigilia. Płynęliśmy z Gdańska do Afryki przez Zatokę Biskajską. Dopadł nas straszny sztorm, a w pewnym momencie straciliśmy ster...

    Na szczęście wiatr ucichł, załoga poradziła sobie z awarią, wszyscy bezpiecznie dopłynęli do celu. A Marek Wierzbowski nie zraził się do pływania. Marynarzem jest od 16 lat. – Nigdy nie uważałem swojej pracy za niebezpieczną. Gdybym za każdym razem wypływał z myślą, że coś może się stać, nie wytrzymałbym psychicznie – mówi. – Spokój męża udziela się mnie i dwójce naszych dzieci – przyznaje pani Ewa i dodaje, że w pozytywnym myśleniu pomaga modlitwa. – Dziękuję Bogu za każdy szczęśliwy powrót Marka. Wspólnie przeżywali katastrofę cementowca „Cemfjord” z 7 Polakami na pokładzie, który 2 stycznia zatonął u wybrzeży Szkocji. – Ta tragedia nami wstrząsnęła. Bardzo współczujemy wszystkim rodzinom zaginionych marynarzy – mówi ze wzruszeniem pani Ewa. – „Co bym zrobiła, gdyby tam był Marek?” – to była moja pierwsza myśl...

    Pytania bez odpowiedzi

    Wciąż nie milkną echa tego dramatu i mnożą się pytania o przyczyny katastrofy.

    – Obecny stan wiedzy przyzwala na snucie rozmaitych teorii i stawianie hipotez. Zbyt mało jednak wiemy, by cokolwiek powiedzieć na pewno – podkreśla Ryszard Leszczyński, honorowy kapitan żeglugi wielkiej i autor 7 książek poświęconych katastrofom morskim. Według eksperta wpływ na zatonięcie statku miało kilka czynników. – Na morzu spotykamy trzy rodzaje zagrożeń: fatalne warunki pogodowe, niewłaściwy stan techniczny statku lub braki jego wyposażenia oraz błędy ludzkie. Jeśli każde z tych zagrożeń występuje osobno, statek dopłynie do portu przeznaczenia. Jeżeli wystąpią dwa z trzech czynników, możemy już mówić o niebezpieczeństwie. W momencie zaistnienia wszystkich tych trzech zagrożeń jednocześnie, prawdopodobieństwo, że dojdzie do tragedii, staje się bardzo wysokie. W moim przekonaniu o dramacie cementowca zadecydowało wystąpienie owych trzech składowych naraz – wyjaśnia. – Mówienie o konkretach jest w tej chwili niemożliwe i nawet oględziny wraku nie pozwolą w pełni odkryć tajemnicy tej katastrofy – uzupełnia. Dużo więcej powiedziałoby nam urządzenie Voyage Data Recorder, które jest odpowiednikiem powszechnie używanej w lotnictwie „czarnej skrzynki”. To instrument, który rejestruje prowadzone na mostku rozmowy, monitoruje siłę wiatru, kurs statku i obroty silnika głównego. Niestety, wyposażenie w VDR tej wielkości jednostki jak „Cemfjord”, nie było obligatoryjne. – Jeśli nawet nie rozwiejemy wszystkich wątpliwości, ważne jest wyciągnięcie wniosków z tej tragedii – podkreśla R. Leszczyński.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół