Nowy numer 16/2018 Archiwum

Odłamkowym ładuj!

Niezwykłe hobby. Podobno w Żukowie po ulicach jeżdżą czołgi, a umundurowani ludzie biegają z karabinami w dłoniach. Czasami słychać też strzały...

Trzeba to sprawdzić. Nieduże kaszubskie miasto położone jest ok. 30 km od Gdańska. Wskazówka: wypatrywać siedziby lokalnej firmy przewozowej.

Kolekcjoner

Marian Kotecki od 1991 r. jest właścicielem firmy Przewozy Autobusowe „Gryf”. Pan Marian to także wielki miłośnik broni i znawca techniki wojskowej. O swoim sprzęcie potrafi opowiadać godzinami. Rok produkcji, zastosowanie, waga, wielkość, na jakich frontach był używany... – Już w dzieciństwie masowo pochłaniałem książki historyczne o wojsku. A na moją wyobraźnię szczególnie działali „Czterej pancerni i pies” – przyznaje z uśmiechem. Zawsze marzył o własnym muzeum militariów z naciskiem na sprzęt z okresu II wojny światowej. W 2005 r. postanowił to pragnienie urzeczywistnić. Wtedy kupił swój pierwszy czołg – niemiecką Panterę. A później jak sam mówi... poszło lawinowo. W swojej kolekcji ma m.in. transportery opancerzone, wojskowe samochody ciężarowe, auta sanitarne, armaty przeciwlotnicze i przeciwpancerne, umundurowanie, karabiny, granaty, motocykle, pancerfausty, a przede wszystkim, oprócz Pantery, jeszcze cztery inne czołgi.

Tanki na ulicach

Pan Marian eksponatów szuka głównie na aukcjach internetowych i targach militariów. Zazwyczaj kupuje je od prywatnych właścicieli. Sprowadzony sprzęt, często w fatalnym stanie, zostaje poddany kompleksowemu remontowi i szczegółowej rekonstrukcji. Średnio zajmuje to pół roku. – Korzystam z historycznych instrukcji sowieckich, niemieckich oraz polskich. Ale najważniejsze jest doświadczenie. No bo silnik to silnik. Co z tego, że ogromny? – uśmiecha się pan Marian. Dzięki jego staraniom wszystkie pojazdy są w takim stanie, w jakim opuściły fabrykę. W tym czołgi, które mogą wykonywać manewry w terenie, a nawet strzelają ślepymi pociskami. Po naprawie, kolejnym bardzo ważnym elementem jest konserwacja. – Wymiana oleju, regulacja, porządne wymycie to podstawa. Co miesiąc trzeba też pojazd odpalić. Dlatego czasem wsiadam do czołgu i jadę po ulicach Żukowa – opowiada kolekcjoner. Jak reagują sąsiedzi? – Na początku nie wiedzieli, co się dzieje. „Jakaś wojna, czy co?” – pytali. – Ale z czasem się przyzwyczaili. Teraz, jak widzą tank jadący przez miasto, to śmieją się i biją brawo. Tylko zawsze dużo hałasu narobię, bo przy włączonym silniku własnych myśli nie słychać.

Jak w filmie

Stoimy przy włączonym silniku. Krzyczę do pana Mariana, że rzeczywiście jest głośno. Kolekcjoner nakrywa dłońmi swoje uszy, pokazując mi, że nic nie słyszy. Po chwili wchodzimy do środka czołgu T-72. – Tutaj są biegi, sprzęgło, gaz i hamulec. Prawie jak w samochodzie – tłumaczy mi pan Marian. Tylko skręca się trochę trudniej. Kolekcjoner pokazuje mi duży, metalowy drąg: – Musisz pociągnąć do siebie z całej siły. Napinam mięśnie. Udaje mi się poruszyć wajchę kilka centymetrów. – Za słabo. Nie skręciłby – mówi pan Marian. Wnętrze czołgu jest klaustrofobiczne. Przez wizjer widać niewiele, a każdy, nawet najmniejszy ruch grozi nabiciem sobie guza. Ledwo mieścimy się we dwóch Okazuje się, że załogi T-72 składały się z trzech osób. Każda dysponowała zaledwie kilkunastoma centymetrami przestrzeni. – Przebywanie w stojącym czołgu przez kilka minut to wyzwanie. A co dopiero w czasie wojny. W środku jest bardzo gorąco i strasznie trzęsie. A żołnierze nie dość, że muszą prowadzić maszynę, to jeszcze strzelać i trafiać w przeciwnika – mówi kolekcjoner. O tym jak wygląda życie czołgisty, przekonali się niedawno aktorzy grający w serialu „Czas honoru” i filmie „Miasto 44”. Na obu planach zdjęciowych pojawiła się Pantera pana Mariana. – Przyglądałem się niesamowitej, wojennej scenografii i wypytywałem, jak przygotować niektóre rekwizyty. Bardzo ważne były dla mnie także różnego rodzaju rozwiązania pirotechniczne – zaznacza. – Już niedługo wykorzystam zdobyte na planie doświadczenie – uzupełnia.

Wybuchowe muzeum

Pan Marian planuje otworzyć Muzeum Techniki Wojskowej „Gryf”. Cały sprzęt stanie na poligonie dawnej jednostki wojskowej w Dąbrówce, położonej kilkanaście kilometrów od Żukowa. – Chcę udowodnić, że muzeum to nie zakurzone gabloty i sale z wyfroterowanymi parkietami, ale przede wszystkim lekcja żywej, interaktywnej historii, której można dotknąć, poczuć ją i przeżyć – podkreśla kolekcjoner. Dlatego każdy z gości będzie mógł wejść do czołgu, a nawet się nim przejechać. Dostępne będą też inne pojazdy, umundurowanie i broń. Pan Marian współpracuje również z grupami rekonstrukcyjnymi, których członkowie opowiedzą zwiedzającym o sprzęcie i poprowadzą warsztaty oraz prelekcje dla dzieci i młodzieży. W planie są też inscenizacje bitew. – Wykorzystamy bunkry znajdujące się na poligonie. Goście mogą spodziewać się prawdziwych strzałów i eksplozji. Zajmie się tym profesjonalna firma pirotechniczna – zdradza kolekcjoner. Wielkie otwarcie już 8 maja. Do tego czasu kolekcja pana Mariana z pewnością się powiększy. – Myślę o kupieniu amerykańskiego Shermana, najmniej awaryjnego i najbardziej przestronnego czołgu II wojny światowej. Mam nadzieję, że to moje marzenie niedługo się spełni. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma