• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To jest zdjęcie wroga komunizmu

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 08/2015

    dodane 19.02.2015 00:00

    Żołnierz wyklęty. Walczył w kampanii wrześniowej, uciekł z niemieckiej niewoli, należał do Armii Krajowej. rozstrzelany przez komunistów w 1946 roku. Skazujący go wyrok do dziś nie został całkowicie uchylony. – Dziadek jest bohaterem. Nie spocznę, dopóki nie będzie całkowicie zrehabilitowany – mówi wnuczka Stanisława Kulika.

    Pani Grażyna Starzyńska wyemigrowała do Australii w czasie karnawału „Solidarności”. Jej mama tuż przed śmiercią przekazała jej w prezencie starą, podniszczoną fotografię. Widać na niej żołnierza. Na odwrocie napis: „To jest zdjęcie mego ojca, twego dziadka, tego »wroga komunizmu« który zginął w 47–48 r. w więzieniu w Gdańsku”. Pani Grażyna postanowiła wtedy dowiedzieć się, kim był i czym zajmował się blondyn ze zdjęcia...

    Grobu nie ma i nie będzie

    – Moja babcia, czyli żona Stanisława Kulika, wspominając wojenne czasy, mówiła, że dziadek przychodził z reguły nocą. Dawał jej na życie i znów go nie było. I tak całą wojnę – mówi pani Grażyna. Podczas jednej z wizyt Niemcy zapukali do drzwi. – Ktoś musiał donieść. Próbowali aresztować dziadka. Babcia widziała na własne oczy, jak pod lasem zabił czterech hitlerowców i uciekł do lasu – relacjonuje usłyszaną historię.

    Od tamtej pory gestapo nie spuszczało oka z żony Stanisława Kulika. Niemcy wypytywali ją, czy wie, gdzie może ukrywać się mąż. Nie wiedziała. Bili ją po twarzy. Na szczęście naziści nie odkryli znajdującego się w domu schowka, w którym ukrywała się mała Jadzia, mama pani Grażyny. Razem z nią w komórce przebywał kilkunastoletni Żyd, którego Kulik uratował. Po 1945 r. chłopak wyjechał do Izraela. – Pod koniec wojny nieopodal domu babci spadła bomba. Odłamek trafił w szyję jej syna i brata mamy. Zginął na miejscu. Babcia wylądowała w szpitalu. – Kiedy wydobrzała, próbowała dowiedzieć się czegoś o swoim mężu – opowiada pani Grażyna. Jeden ze znajomych poradził: „Pani Kulik, lepiej niech pani nie szuka. Mąż zginął. Grobu nie ma i nie będzie. Lepiej się córką zająć, bo mogą być kłopoty”. – Do końca życia ani mama, ani babcia nie dowiedziały się o Stanisławie Kuliku niczego więcej. Zaczęłam szukać na własną rękę – wspomina pani Grażyna. – Dotarłam do akt Instytutu Pamięci Narodowej. Okazało się, że mój dziadek był wzorowym żołnierzem, patriotą, bohaterem podziemia poakowskiego, na którym... wciąż ciąży komunistyczny wyrok.

    Żołnierz z krwi i kości

    Stanisław Kulik to przedwojenny zawodowy żołnierz Wojska Polskiego. Rocznik 1904, urodzony na podlaskiej wsi. Służbę rozpoczął, mając zaledwie 20 lat. Brał udział w kampanii wrześniowej w 1. batalionie czołgów lekkich. Po 20 dniach walk jego oddział został rozbity i rozwiązany. Kulik w stopniu starszego sierżanta objął dowództwo nad 350 żołnierzami i kontynuował walkę, odnosząc kolejne militarne sukcesy. Za brawurową decyzję przyznano mu Krzyż Virtuti Militari. Skapitulował dopiero na początku października. Razem z częścią oddziału trafił do niemieckiej niewoli w Hamburgu. Z obozu jenieckiego zbiegł po miesiącu i powrócił w rodzinne strony. Wstąpił do tajnej organizacji polityczno-wojskowej „Miecz i Pług”. Prowadził werbunek i kolportaż, a także zbierał i magazynował broń. Choć naziści deptali mu po piętach, cały czas działał w konspiracji. W 1943 r. „Miecz i Pług” został włączony w skład Polskiego Państwa Podziemnego. Razem z organizacją Stanisław Kulik przyłączył się do Armii Krajowej. Na czele stworzonego przez siebie oddziału brał w wielu zwycięskich walkach, by po kilku miesiącach przejść... do Batalionów Chłopskich. – Nie ma bezpośrednich danych na ten temat, ale w związku z akcją wcielania BCh do AK, delegowano najbardziej zaufanych ludzi dla kontroli Batalionów. Można przypuszczać, że Kulik właśnie z tego powodu zmienił przynależność organizacyjną – wyjaśnia prof. Piotr Niwiński, historyk. Po wejściu Sowietów do Polski, już jako kapitan, Kulik podjął decyzję o ujawnieniu swojego oddziału i wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. – Chronił się tym samym przed wywózką na Sybir. Decyzja ta mogła też wynikać z chwilowej nadziei, że w Polsce dojdzie do pozytywnych zmian. Szybko jednak rzeczywistość zweryfikowała takie myślenie – twierdzi Waldemar Kowalski, pracownik Muzeum II Wojny Światowej. W marcu 1945 roku kompania Kulika – pod pozorem ćwiczeń nocnych – uciekła „do lasu”, do antykomunistycznej partyzantki. Podczas akcji pościgowej Kulik został ciężko ranny. Schronienie znalazł w jednej z leśniczówek. Tam przejęli go akowcy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół