• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Biegł i odmawiał Różaniec

    Jan Hlebowicz

    dodane 23.02.2015 00:59

    - Modliłem się cały czas. Krok za krokiem. Nie przestawałem. Najczęściej odmawiałem Różaniec w intencji pokoju na świecie - mówi Piotr Kuryło, maratończyk i podróżnik.

    W parafii pw. św. Brata Alberta na gdańskim Przymorzu 22 lutego odbyło się spotkanie z Piotrem Kuryłą, podróżnikiem, maratończykiem i ultramaratończykiem.

    Piotr pochodzi z małej wioski pod Augustowem. Już jako dziecko biegał po polnych drogach i lesie "tak po prostu, dla zdrowia". Jednak dopiero po 30-tych urodzinach, kiedy usłyszał w telewizji o Maratonie Warszawskim, zajął się bieganiem "na poważnie" .

    W ciągu 8 lat przebiegł ponad 50 maratonów i supermaratonów. W 2010 roku powiedział "stop". - Długo trwało zanim zrozumiałem, że płacę za to wszystko zbyt wysoką cenę. Chciałem bardziej poświęcić się dla rodziny - przyznaje. Z duszą na ramieniu oznajmił żonie: "pobiegnę jeszcze jeden, jedyny raz... dookoła świata". - Na szczęście żona wie, że bieganie to moja pasja. Zawsze mnie wspierała i nadal wspiera. Tamtego dnia dostałem zgodę - mówi z uśmiechem Piotr. Swój najdłuższy maraton nazwał "Biegiem dla pokoju". Chciał zwrócić uwagę na ciągłe konflikty zbrojne na świecie.

    Rozpoczął przygotowania. Szukał sponsorów, kompletował sprzęt, trenował i... uczył się wiosłować. - Wymyśliłem, że czasami, żeby dać nogom odpocząć, wsiądę do kajaka i popłynę - tłumaczy. Kajak ciągnął ze sobą na specjalnym trójkołowym wózku. Niewiele brakowało, a zakończyłby eskapadę na samym początku. - Na Śniardwach złapała mnie burza, resztką sił dotarłem do najbliższego brzegu - opowiada. Ratownicy powitali go słowami: "widzieliśmy cię z wieży, dobrze sobie radziłeś, więc nie przeszkadzaliśmy". - Pomyślałem: "Kurczę, to ja tam prawie utonąłem, a ci sobie żartują" - opowiada.

    Z kajakiem niebawem się rozstał. To było w Hiszpanii, gdy chciał przepłynąć 80 kilometrów rzeką Tag. Okazało się, że na mapie, którą dysponował, były zaznaczone duże zapory, ale nikt nie ujął wodospadów. - W pewnym momencie spadłem z jednego z nich. Tonąłem, dusiłem się. W końcu jednak udało mi się wygramolić i wypłynąć na powierzchnię - relacjonuje.

    Stracił telefon i większość rzeczy. To co zostało zmieściło się w małym plecaku. W końcu dotarł do Portugalii, skąd miał odlecieć do USA. Był brudny, zarośnięty, bez sprzętu i pieniędzy. Wyglądał jak włóczęga. Ale żył. - Spojrzałem w lustro i pomyślałem: "jesteś silny. Mimo tylu przeciwności, dzięki własnej determinacji i odwadze dotarłeś tak daleko" - wspomina. Potem znalazł w kieszeni kamizelki karteczkę, którą dała mu żona, zanim wyszedł z domu. To była modlitwa do Maryi Ostrobramskiej. A na odwrocie było napisane: "Ten, co będzie nosił tę modlitwę, nie utonie". - Przypomniałem sobie Komu zawdzięczam dwukrotne ocalenie i uświadomiłem sobie, że ja jestem jedynie słabym człowieczkiem".

    Z 19 dolarami w kieszeni wylądował w Nowym Jorku. Stąd biegiem ruszył na zachód i pokonawszy 13 stanów dotarł do San Francisco. Dalej przeleciał samolotem do Władywostoku. Przebiegł Syberię, część Kazachstanu, resztę Rosji, a na koniec Łotwę i Litwę, by po 365 dniach dotrzeć z powrotem do Augustowa.  

    Spotykał się z różnymi reakcjami ludzi. Jedni szczuli go psami i traktowali jak włóczęgę. Nawet nie chcieli poczęstować wodą. Inni dzielili się jedzeniem, pieniędzmi, oferowali nocleg. Najbardziej pomocni okazali się Rosjanie. - Rosja była krajem, gdzie co chwila spotykałem ludzką pomoc. Często niezwykle ubodzy ludzie dzielili się tym, co mieli - zaznacza.

    Biegł w deszczu, słońcu i mrozie. Czasami ze zmęczenia robiło mu się ciemno przed oczami. Ale jakoś sobie radził. Do opuchniętych stóp i stawów latem przykładał pokrzywy, a zimą kawałki lodu. 

    Za swoją wyprawę został uhonorowany Kolosem 2011, czyli najbardziej prestiżową polską nagrodą podróżniczo-eksploracyjną w kategorii "Wyczyn Roku". Kilka miesięcy później wystartował kajakiem z Gdańska po Wiśle w górę rzeki z hasłem "Zawsze pod prąd". Chciał w ten sposób zwrócić uwagę na problemy osób niepełnosprawnych.

    Więcej w 10. numerze "Gościa Niedzielnego".

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Bieguś
      23.02.2015 13:28
      Piotr Kuryło to bandzior (ma na koncie brutalne bójki), kłamca i bardzo prawdopodobnie cyniczny oszust. Proszę poszukać o nim informacji na forach biegowych i nie gloryfikować łobuza.
      Pozdrawiam.
    • sword
      23.02.2015 13:59
      Szacunek :)
    • Mewa
      23.02.2015 14:35
      "Wszystko badajcie ..." dziękuję za linka ...
      Uważam bardzo bo Jerzy Owsiak też był kreowany na świeckiego świętego, a tu klops:
      http://kontrowersje.net/uzasadnienie_wyroku_matka_kurka_pisa_o_faktach_zeznania_owsiaka_dobiesa_i_pilarskiej_niewiarygodne
    • Frey
      09.08.2015 02:07
      Żeby cię pokręciło ty katoliku od siedmiu boleści zostawić swojego psa w taki upal przywiązanego do ogrodzenia schroniska.

      „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół