• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Piekłem nie straszymy, budzimy

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 11/2015

    dodane 12.03.2015 00:00

    Akcja billboardowa. – Jeżeli ktoś jest katolikiem, być może taki plakat przypomni, że przecież można wziąć ślub i żyć jak trzeba – mówi Anna Mrozowicz, diecezjalna doradczyni życia rodzinnego.

    Na początku marca w kilku miastach Polski zawisły billboardy ukazujące dłonie kobiety i mężczyzny, które oplata złoto-zielony wąż, opatrzone hasłem: „Konkubinat to grzech”. W Gdańsku plakat pojawił się w stosunkowo mało eksponowanym miejscu, a jednak od razu został dostrzeżony. Natychmiast pojawiły się gorzkie słowa pod adresem pomysłodawców kampanii. Jednak to, że prawda Dekalogu wyrażona w niekonwencjonalny sposób wzbudzi dyskusje w środowiskach kościelnych, wielu napełniła zdziwieniem. I właśnie nie sama treść, ale sposób jej ukazania był tutaj podstawowym tematem dyskusji.

    Jakie skutki?

    – Jeżeli robimy jakąś akcję społeczną czy reklamową, musimy wiedzieć, do kogo chcemy dotrzeć, i z jakim przekazem oraz co ta akcja ma dać – podkreśla Agnieszka Kminikowska, właścicielka firmy PR, aktywnie włączająca się w promocję katolickich przedsięwzięć.

    – Te billboardy są skonstruowane w ten sposób, że nie wiemy, do kogo są skierowane i jaki mają cel. Nie chodzi przecież o utwierdzenie w dobrym mniemaniu o sobie wszystkich katolików, którzy nie cudzołożą. Jeżeli jest to nazywanie rzeczy po imieniu, to zmienia perspektywę. One to robią, jednak przy okazji osądzają. Mam wrażenie, że nie biorą pod uwagę, jakie to wywoła skutki społeczne – dodaje. Podkreśla, że ci, którzy mają związek z Kościołem, doskonale wiedzą o tym, że konkubinat jest grzechem. – Dla tych, którzy są gdzieś na uboczu, nie jest to już takie oczywiste. Taki przekaz wpisuje się w retorykę osądzania i wytykania palcem, którą zarzuca się Kościołowi – mówi.

    – Słowa „Konkubinat to grzech” i „Nie cudzołóż” w oczywisty sposób prezentują jedno z prawideł, któremu powinniśmy podlegać. A zatem formalnie nie ma tu nic do zarzucenia – dodaje Adam Hlebowicz, dyrektor Radia Plus, organizator wielu kampanii społecznych. – Osobiście wolę jednak przekaz bardziej wysublimowany. Wówczas wytwarza się pewna korespondencja z odbiorcą, który to czyta – zaznacza. – Plakat przypomina katolikom o prawdach katechizmowych, które i tak dobrze znają. To przypomnienie wali mocno między oczy. Mówi: „Słuchaj, to jest poważna sprawa” – podkreśla A. Hlebowicz.

    Z troski

    Wszystko zaczęło się na ogólnopolskim spotkaniu duszpasterstwa rodzin. – Ksiądz Przemysław Drąg, krajowy duszpasterz rodzin, mówił o tym, jak dużym problemem duszpasterskim są związki niesakramentalne i konkubinat. Podkreślał, że problem ten dotyczy przede wszystkim młodych. Zwykle nie mają oni przeszkód do zawarcia małżeństwa, a zamieszkiwanie razem traktują jako etap przygotowania do ślubu. Stwierdził, że jako duszpasterstwo rodzin coś z tym musimy zrobić – opowiada Anna Mrozowicz, która koordynuje działania duszpasterstwa rodzin na terenie diecezji.

    Początkowo miały to być plakaty przeznaczone do zawieszenia w parafiach. Miały budzić sumienia młodych i dopingować rodziców tych, którzy żyją w konkubinacie, do delikatnego napomnienia swoich dzieci. Plakaty do parafii dotarły jeszcze przed Bożym Narodzeniem, ale, jak zauważa Mrozowicz, nie było na nie większej reakcji. – Dopiero ten jeden billboard na mieście spowodował tak ogromne zainteresowanie – przyznaje. Zaznacza także, że intencją upublicznienia billboardu nie była chęć nagabywania czy upokarzania kogokolwiek. – Jeżeli ktoś nie jest katolikiem, nie wierzy w Boga, to ten plakat powinien być dla niego zupełnie neutralny. To jest plakat dla katolików, którzy może już długo nie byli w kościele i zapomnieli o ważnych rzeczach. Nie ma tu też straszenia człowieka piekłem. Billboard ma budzić sumienia, prowadzić do refleksji i dialogu – podkreśla Anna Mrozowicz. – Żyjemy w społeczeństwie katolickim, ale okazuje się, że jest tu jakiś rozdźwięk pomiędzy tym, co głosi Kościół, a tym jak żyją ludzie. Trzeba zatem przywracać ludziom podstawowe pojęcia – dodaje.

    Podobnie rzecz widzi ks. Jan Uchwat, bioetyk, ojciec duchowny GSD, zaangażowany w działania duszpasterstwa rodzin. – Pierwsza sprawa, która przebija przez tę kampanię, to ochrona świętości, nierozerwalności i jedności małżeństwa. Moim zdaniem ma na celu jego promowanie. Intencje tej akcji są naprawdę dobre – zaznacza ks. Uchwat. – Człowiek musi zadać sobie ważne pytania i przypomnieć, zwłaszcza teraz, w okresie Wielkiego Postu, że jest szansa na zmianę. Nie widzę w tym niebezpieczeństwa. Hasło z billboardu to nieco inaczej zapisane słowo Dekalogu. Taka jest nauka Kościoła. Co więcej, wynika ona z miłości – dodaje. Czy zatem nie należy się lękać, że to słowo może kogoś zranić? – Czasami zranienie, jak przy operacji, prowadzi do dobrego skutku. Ranę trzeba naciąć, oczyścić, zaprawić, zaszyć… To boli. Mówił o tym choćby św. Josemaría Escriva – zaznacza ks. Jan Uchwat.

    Z miłością do niesakramentalnych

    Przedmiotem wielu dyskusji toczonych wśród księży i żyjących blisko Kościoła ludzi świeckich jest pytanie, czy postawienie sprawy, jakie proponuje billboard, nie zniechęci do nawiązania bliższych relacji z Jezusem tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych. – Kościół podejmuje duszpasterstwa dla takich osób i otacza ich miłością – przypomina A. Mrozowicz. – Każdy może zbłądzić. To są ludzie, którzy gdzieś tam odeszli na moment od Pana Boga. Wierzę, że mają szansę wrócić. I kiedy wracają, Kościół powinien się nimi zająć – przypomina ks. Bogusław Witkowski ze Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa. Przez kilka lat sam pracował w duszpasterstwie związków niesakramentalnych. – Moje doświadczenie jest takie, że w duszpasterstwo wchodzą już ci, którzy szukają Pana Boga, którzy chcą Go spotkać. Oni często są już na drodze nawrócenia – dodaje. – W duszpasterstwie mają okazję usłyszeć, że Jezus na nich czeka i tylko On może im pomóc wyprostować ścieżki życia. Pomagamy tym ludziom robić krok w kierunku wiary. To nie polega na akceptowaniu cudzołóstwa. Chcemy ich doprowadzić do większej dojrzałości – podkreśla. Kapłan mówi też, że sam doświadczył w tym duszpasterstwie, że Pan Bóg prowadzi każdego człowieka. Uważa, że akcja z billboardem nie powinna nikogo zranić. Prawdę na nim zawartą ująłby nieco inaczej. – „Bóg Cię kocha. Nie cudzołóż. Konkubinat to grzech”. Uważam, że trzeba by było zaakcentować pierwszy punkt kerygmatu, miłość Pana Boga. Naszą rolą jest tłumaczenie ludziom, że są kochani przez Pana Boga także ze swoim grzechem – zaznacza. Dodaje jednak, że w pełni zgadza się z treścią zawartą na plakacie. – Trzeba tę prawdę przypominać – pointuje.

    Ania i Jurek

    Poznali się dość późno. Ona miała 40 lat, on 48. Przyczyniła się do tego ich wspólna koleżanka. Zaprosiła ich na imieniny. – Zwróciłem na nią uwagę, bo Ania z tych wszystkich kobiet, które przyszły na spotkanie, najlepiej się zachowywała. Nie piła. Nie paliła. Zachowywała się z dużą kulturą – mówi Jurek. Od pierwszego spotkania zaiskrzyło. Kiedy zaczęli się spotykać, jego żona, z którą był po rozwodzie, już nie żyła. Zamieszkali razem. Mijał rok, dwa, pięć… Trudno im dzisiaj powiedzieć, dlaczego przez 15 lat żyli bez ślubu. Oboje chodzili do kościoła. Jurek kiedyś był ministrantem. O ślub prosiła ich jej mama. „Dobrze, mamuniu. Już za rok” – mówiła. Czas płynął.

    Kiedy w końcu podjęli decyzję, na kolędę przyszedł do nich ksiądz, który dowiedziawszy się, że nie mają ślubu, bez słowa od nich wyszedł. – Czuliśmy się upokorzeni i odrzuceni – stwierdzają. To na jakiś czas znów ich zatrzymało. Kilka lat później również na kolędzie wszystkie lęki prysły. – Ksiądz popatrzył na nas i powiedział: „Wyglądacie na ludzi, którzy się kochają. Chodzicie do kościoła. Pan Jezus jest dla was ważny. Dlaczego więc go do tej miłości nie zaprosić?” – opowiadają z wyraźnym poruszeniem. Decyzja była natychmiastowa. Dalej wszystko potoczyło się szybko. W czerwcu byli już po ślubie. Dzisiaj mówią, że poczuli się wewnętrznie wolni. Podkreślają, że zniknęły z ich życia lęki. – W sumie to kiedy zdałam sobie sprawę, że żyliśmy tak przez 15 lat, byłam naprawdę zaskoczona – stwierdza Ania.

    Na sam plakat patrzy dość sceptycznie. – Życie bez ślubu nie powinno mieć miejsca. Pan Bóg w małżeństwie daje człowiekowi wiele radości i spełnienia. Myślę jednak, że znalazłyby się jakieś lepsze sposoby, by ukazać pozytywny wymiar małżeństwa, jednocześnie jednoznacznie nazywające dobro i zło – stwierdza.

    Mówił twardo

    Ksiądz Radek Chmieliński skończył seminarium kilka lat temu. Przypomina sobie, jak na jednym z wykładów usłyszał o pedagogice Jezusa. – Do tłumów mówił twardo, faryzeuszów nazywał plemieniem żmijowym. Wyrzucił przekupniów ze świątyni. Ale kiedy przychodził do niego grzesznik, zawsze przyjmował go z miłością. Tak było w przypadku cudzołożnicy, Samarytanki przy studni czy Zacheusza. Moim zdaniem cały ten medialny szum jest bez znaczenia. Kościół musi głosić prawdziwą naukę Chrystusa. A kiedy spotyka się z grzesznikiem, powinien zawsze traktować go z miłością i szacunkiem – stwierdza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół