• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Mamy trzy złote, działajmy

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    Z Wilna do Gdańska. Przyjechała na Litwę, nie znając języka i praktycznie bez pieniędzy. A budynek, w którym miała stworzyć pierwsze w tym kraju hospicjum, był kompletną ruiną. Bez okien i z odpadającym tynkiem.

    Poszłam do kościoła. Przy tabernakulum położyłam pieniądze i powiedziałam: „Jezu, jesteś Ty, mamy trzy złote, więc działajmy” – opowiada siostra Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Od tamtego czasu minęło siedem lat, a prowadzona przez Polkę nowoczesna placówka przyjęła już ponad 2 tys. osób. Jest tylko jeden problem. Litewska Kasa Chorych pokrywa zaledwie 40 proc. działalności hospicjum. Każdego miesiąca brakuje 100 tysięcy złotych. Dlatego siostra Michaela jeździ po Polsce, by jak mówi: „wyżebrać środki na opiekę nad nieuleczalnie chorymi”. Ostatnio zatrzymała się w Gdańsku.

    Pomaganie w genach

    Dla s. Michaeli wzorem była mama. W czasie wojny, na Lubelszczyźnie, pomagała Żydom. Dostarczała żywność, lekarstwa i ubrania ludziom ukrywającym się przed Niemcami. Podczas jednej akcji została aresztowana. Trafiła do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Cudem przeżyła. Wiele lat później s. Michaela zapytała ją, dlaczego tak ryzykowała narażając życie swoje i swoich bliskich. „Gdy człowiek jest w potrzebie – nie wolno się bać” – usłyszała w odpowiedzi. Siostra Michaela była ósmym, najmłodszym dzieckiem. Gdy starsze rodzeństwo opuściło już dom, ona opiekowała się rodzicami w podeszłym wieku. A jednocześnie jak każda młoda dziewczyna miała swoje pasje i marzenia. Chciała zostać lekarzem, miała narzeczonego. – Palił mnie jakiś wewnętrzny płomień „wypychający” do pójścia ponad to, co „po swojemu” zaplanowałam – wspomina. Zwróciła pierścionek. Rodzina ze łzami przyjęła jej decyzję o życiu zakonnym. – Mama błogosławiła mnie w dniu wyjazdu i powtarzała: „Idź, Bogu się nie odmawia”. S. Michaela miała 21 lat, gdy wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. – Nastąpił pokój, pewność, że to moja droga.

    Spotkanie na cmentarzu

    W 1996 r. została skierowana przez zakon do Gorzowa Wielkopolskiego z misją założenia hospicjum św. Kamila. Odniosła sukces. Placówka od powstania przyjęła ponad 40 tys. chorych, a kolejne zbiórki cieszyły się coraz większej odzewem. Uśmiechnięta s. Michaela zjednywała sobie nie tylko pensjonariuszy hospicjum, ale także lokalne władze czy media, które z podziwem pisały o jej umiejętnościach w pozyskiwaniu pieniędzy na zakup sprzętu czy lekarstw. Wszystko układało się doskonale. I wtedy u władz zakonnych zgromadzenia pojawił się pomysł, by na Litwie, gdzie opieka paliatywna nie istniała, stworzyć pierwsze hospicjum. Zadanie to miało przypaść s. Michaeli. – Wstyd mi, ale prawda jest taka, że przez 3 lata odmawiałam przełożonym, choć winna jestem posłuszeństwo. Mówiłam: „Tylko nie ja. Niech ktoś inny idzie do Wilna”. Posługa w gorzowskim hospicjum wciągnęła mnie całkowicie i nie wyobrażałam sobie, jak mam je opuścić – zdradza. W końcu jednak powiedziała „tak”. W dniu wyjazdu poszła na cmentarz i chodząc wśród grobów swoich pacjentów mówiła im o nowych wyzwaniach i strachu przed nieznanym. Prosiła: „pomóżcie mi”. Gdy wychodziła z cmentarza, kwiaciarka stojąca w bramie złapała ją za rękę i włożyła do niej pieniądze za sprzedane polne kwiaty. Powiedziała, że to ofiara na wileńskie hospicjum. Kiedy s. Michaela otworzyła dłoń, zobaczyła trzy złote.

    Od ruiny do nowoczesnej placówki

    Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego powstałe w 1941 r. w Wilnie po 59 latach wróciło do stolicy Litwy. Na siedzibę wybrano kompleks klasztorny postawiony na przełomie XVI i XVII w. To miejsce nieprzypadkowe. Tu przed wojną mieszkał ks. Michał Sopoćko, spowiednik s. Faustyny. Tutaj został też namalowany obraz Jezusa Miłosiernego. – Budynek, z którego miałam stworzyć hospicjum, był niewyobrażalnie zniszczony, opustoszały. Renowacja, pozyskanie wyposażenia i uzyskanie statusu prawnego to składowa tysięcy ludzkich serc, które stanęły przy mnie i tym zadaniu – podkreśla s. Michaela. Remont rozpoczął się w 2009 r. Po 4 latach hospicjum przyjęło pierwszą domowniczkę. Do dziś pomoc uzyskało 2 tys. osób – dorosłych, dzieci, ludzi różnej religii i narodowości. Łączy ich jedno – choroba nowotworowa. Oddział stacjonarny liczy 14 łóżek plus dwie dostawki. Ponadto placówka prowadzi posługę hospicyjną w domach na obszarze do 100 kilometrów od Wilna. – W chwili obecnej zatrudniam 38 pracowników etatowych. Wspiera nas także ponad 60 wolontariuszy – wyjaśnia s. Michaela. Jedną z pacjentek jest pani Genowefa. – Będąc w hospicjum odczuwam Boże Miłosierdzie. Tyle tu jest starania, by człowiek poczuł, że jest ważny. Choroba i starość zachodzi, jak słońce, ale my żyjemy dalej, chcemy żyć dalej – mówi. – Wzruszające jest to, że prawie wszyscy nasi pacjenci nazywają hospicjum „swoim domem”. Jedna z pań powiedziała nawet, że „hospicjum to przedsionek nieba” – opowiada s. Michaela.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół