• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Zbawiony, czyli radosny

    Katarzyna Banc

    |

    Gość Gdański 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    Jeżeli spacerując w niedzielne popołudnie po parku Oliwskim, wszedłeś nagle w krąg roześmianych, tańczących ludzi, to znaczy, że trafiłeś na uliczną ewangelizację. Dzisiejsza niedziela kończy coroczną inicjatywę.

    Już od trzech lat członkowie Drogi Neokatechumenalej wychodzą na główne place i ulice, żeby mówić o miłości Boga. Jest to ich odpowiedź na wezwanie papieża Franciszka, by podjąć dzieło ewangelizacji miast.

    – Ewangelizacja zakłada wychodzenie do ludzi, których właściwie już w Kościele nie ma. Dlatego katechezy, które w tym czasie głosimy, w dużej mierze są adresowane do tych, którzy już nie przychodzą na Msze św. Chcemy im coś powiedzieć o Bogu, trochę ich zachęcić. Żeby mogli zobaczyć Kościół nieco inaczej, niż to sobie do tej pory wyobrażali – wyjaśnia Jerzy Gach z gdyńskiej wspólnoty.

    W kolejnych pięć niedziel po Wielkanocy członkowie neokatechumenatu robią akcję ewangelizacyjną we wszystkich większych miastach świata. W samym Rzymie przeprowadzona jest ona jednocześnie na 100 placach. W Trójmieście spotkania odbywają się w czterech miejscach. W Gdańsku można było spotkać ewangelizatorów w parku Oliwskim i pod Zieloną Bramą, w Sopocie – na głównym deptaku miasta pod kościołem św. Jerzego. Natomiast wspólnoty z Gdyni i Rumi głosiły na skwerze Kościuszki. Razem około 600 osób zostało zaangażowanych w to przedsięwzięcie. Wśród nich można spotkać i młodych, i starych, całe rodziny z dziećmi oraz księży posługujących wspólnotom.

    W ciągu dwóch godzin ewangelizatorzy próbują przekonać przechodniów, że Bóg ich kocha. Spotkanie ma formę radosnego happeningu, do którego każdy może się przyłączyć.

    – Ci ludzie idą dać świadectwo, że Jezus jest żywy i prawdziwy i jest ich radością. Dlatego są tam tańce oraz śpiewy – wyjaśnia o. Eugeniusz Leśniak CSsR, proboszcz parafii MB Nieustającej Pomocy i Piotra Rybaka, przy której od wielu lat skupiają się wspólnoty neokatechumenalne. W czasie spotkań wyznaczone osoby z grupy dzielą się tym, jak spotkanie z Bogiem zmieniło ich życie, pod koniec głoszona jest katecheza.

    – Moim zdaniem, najważniejsze są świadectwa, bo one pokazują prawdziwe, często trudne historie życiowe, z których Pan Bóg swoją łaską jakoś dane osoby wyprowadził. Wcale nie chodzi o to, żeby te historie kończyły się happy endem, ale by pokazać, że bliska relacja z Bogiem uwalnia od nienawiści, lęku i smutku. Pozwala na przyjęcie własnego życia i cieszenie się nim – mówi Jerzy.

    We wspólnocie jest od 25 lat. Trafił do niej przez żonę, która w ten sposób próbowała uratować ich małżeństwo. Udało się. – Coraz bardziej przekonuję się, że prawdziwe są słowa św. Pawła, który mówi: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”. Bo skoro moja rodzina została uratowana dzięki Drodze, jeżeli mam świadomość tylu pięknych rzeczy, które się dzieją, to jak bym nie miał o tym mówić innym? – przekonuje.

    – Co roku jest coraz większe zainteresowanie. Rośnie też liczba osób, które chcą uczestniczyć we wszystkich pięciu spotkaniach – mówi Jacek Graczyk, przygotowujący spotkania w Gdańsku. – Zdarza się, że po ostatniej ewangelizacji podchodzą osoby i pytają, co dalej. To ważny moment dla nich. Znaczy, że coś się poruszyło w ich sercu i teraz sami muszą zdecydować, czy zrobią krok w stronę wiary – mówi Jerzy. – Nie chodzi nam o przyciągnięcie nowych osób do wspólnoty, bo ci, którzy mają do nas przyjść, znajdą drogę. W ewangelizacji ulicznej chodzi o podzielenie się najradośniejszą nowiną, jakiej sami doświadczyliśmy, o tym, że Bóg nas kocha i chce, by każdy z nas był szczęśliwy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół