• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Naprawdę niszczą Hel?

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Śladem naszych publikacji. – Zostałem niesłusznie oskarżony przez prokuraturę. O przyrodę dbam i nigdy nie dosypywałem piasku bez pozwoleń – mówi Tadeusz Elwart, właściciel pola kempingowego Chałupy 6.

    Płycizna Zatoki Puckiej to wymarzone miejsce dla wszystkich miłośników sportów wodnych. Latem roi się tutaj od ubranych w pianki windsurferów i kiterów maszerujących w stronę plaży. Tłok jest tak duży, że trudno znaleźć wolną przestrzeń na rozłożenie własnego ręcznika. Taki widok można zobaczyć w Chałupach na terenie 5 pól kempingowych. Ich dzierżawcy i właściciele zostali oskarżeni przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku o bezprawne poszerzanie plaż, które doprowadziło do dewastacji przyrody. O sprawie pisaliśmy w 23. numerze „Gościa Gdańskiego”. Mimo kilku prób nie udało nam się wówczas porozmawiać z oskarżonymi, a jedynie z pracownikami kempingów i mieszkańcami Chałup. Jednak na nasz artykuł pt. „Ziarnko do ziarnka” zareagował Tadeusz Elwart. To pierwszy z oskarżonych przez prokuraturę właściciel kempingu, który tak obszernie odniósł się w mediach do stawianych mu zarzutów...

    18 tomów akt

    Prokuratura Okręgowa w Gdań- sku miesiąc temu zamknęła 4-letnie śledztwo w sprawie nielegalnego powiększania plaż na Półwyspie Helskim. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Rejonowego w Wejherowie. Prokuratorzy wraz ze śledczymi z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Gdańsku zgromadzili 18 tomów samych akt oraz 6 tomów rozmaitych załączników: zdjęć satelitarnych, map geodezyjnych, ortofotomap. – W sprawie powołany został szereg biegłych, w tym specjaliści z zakresu geodezji, techniki budownictwa czy szkód przyrodniczych. Okres badawczy wynosił więcej niż jeden sezon – mówi prokurator Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Na podstawie zebranego materiału dowodowego ustalono, że oskarżeni bez wymaganego pozwolenia prowadzili roboty budowlane. Polegały one na powiększaniu obszarów plaż przylegających do dzierżawionych działek przez nawożenie i rozsypywanie materiału ziemnego oraz podnoszenie poziomu terenu. Dzierżawcy kempingów poszerzali teren pól, by znalazło się na nim jeszcze więcej miejsca dla turystów. Interes kwitł, bo roczny koszt postawienia na polu przyczepy to 6–10 tys. zł. W sezonie na jednym kempingu stoi ich kilkaset. Kalkulacja jest więc prosta. Problem w tym, że przy okazji niszczyli brzeg Półwyspu Helskiego, dewastując na masową skalę chronione gatunki roślin i zwierząt. – Niektóre z nich całkowicie zniknęły z terenów kempingów i pobliskich wód – zaznacza prok. Wawryniuk. Oskarżeni nie przyznają się do popełnienia zarzuconego im przestępstwa. Grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności.

    Ucierpiała przyroda

    Zarzuty prokuratury dotyczące dewastacji przyrody potwierdzają zarówno Nadmorski Park Krajobrazowy, jak i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. – Tereny kempingów objęte są ochroną w ramach dwóch obszarów „Natura 2000”. Niestety, w efekcie nielegalnej działalności właścicieli pól kempingowych doszło do zmiany naturalnego ukształtowania brzegu morskiego i zniszczenia chronionych siedlisk przyrodniczych występujących w strefie brzegowej – informuje Bartosz Płóciennik, kierownik parku. Żeby zrobić miejsce na nowe przyczepy, zasypano m.in. astry solne, mleczniki nadmorskie czy siedliska pliszki żółtej. – Na skutek dosypywania piasku i żwiru na dno oraz przemieszczania piasku przez spychacze lub inne podobnie działające maszyny zniszczeniu uległy również łąki podwodne, które w Zatoce Puckiej stwarzają warunki bytowania rzadkim gatunkom bezkręgowców – dodaje Sławomir Sowula, rzecznik prasowy RDOŚ. Zdewastowane zostały też miejsca żerowania wielu gatunków ptaków wodnych, m.in. kaczki lodówki, krzyżówki, łyski, a także łabędzia niemego. Usunięte zostały również okalające brzegi półwyspu szuwary – miejsce rozrodu ryb, które bytują w zatoce. – Z połowów niemal całkowicie zniknęły ważne gospodarczo gatunki, m.in. płoć, szczupak czy sieja. Zasoby innych, np. okonia i sandacza, zostały silnie zredukowane – uzupełnia S. Sowula.

    Pod nadzorem

    Tadeusz Elwart oprowadza po kempingu Chałupy 6. Mówi, że to jego oczko w głowie. I rzeczywiście – teren jest zadbany, budynki administracyjne urządzone gustownie, sanitariaty czyste i nowoczesne. Na dachach widać ekologiczne kolektory słoneczne. Idziemy na plażę. Dzierżawca pokazuje trzcinę ogrodzoną drewnianą barierką. – Ja, wbrew temu, co mówi prokuratura, o roślinność dbam. Rosną u mnie wydmuszyca i rokitnik. Wszytko unikatowe i pod ochroną – podkreśla. Podchodzimy do falochronu. – Tego też się czepiają, ale ja dostałem oficjalne pozwolenie na budowę. Przy odbiorze nikt nie wnosił żadnych uwag. By to potwierdzić, T. Elwart wyciąga z szafy kilkanaście segregatorów pism. – Mogę pokazać wszystko, nie mam nic do ukrycia – zaznacza. Wśród dokumentów są m.in. zgody Urzędu Morskiego na odbudowę linii brzegowej oraz zabezpieczenie brzegu przy pomocy piasku na odcinku pozbawionym roślinności. – Nigdy niczego nie dosypywałem, by stawiać więcej przyczep. To absurd. Wszystko zawsze robiłem pod nadzorem i za zgodą urzędników. Zupełnie więc nie rozumiem zarzutów, które są kierowane pod moim adresem – podkreśla. Według T. Elwarta, biegły sądowy, który stwierdził dewastację roślinności i nielegalne poszerzanie kempingu Chałupy 6, nie był nawet na miejscu. – W dokumentacji znajdują się zdjęcia, które nie pochodzą z mojej działki. I na podstawie tych fotografii wyciągane są niewłaściwe wnioski – uważa dzierżawca. Pytamy prokurator Wawryniuk o wątpliwości Tadeusza Elwarta dotyczące pracy biegłego. – Materiał dowodowy zebrany w sprawie był obszerny, a twierdzenie jednego z oskarżonych jest próbą jego podważenia – słyszymy enigmatyczną odpowiedź.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół