• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Symbol upadku miasta?

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 30/2015

    dodane 23.07.2015 00:00

    Starogardzkie młyny mogłyby być wizytówką miasta i wyjątkową atrakcją turystyczną. Niestety od wielu lat stoją puste i popadają w coraz większą ruinę.

    Z redakcją „Gościa Gdańskiego” kontaktuje się Marek Artski, prawnik, członek Stowarzyszenia „Starogard 2030”. – Młyny Wiecherta – rzuca hasło. – To naprawdę niesamowity obiekt. Problem w tym, że od lat nie ma żadnego pomysłu na jego zagospodarowanie. Stoi i niszczeje. My chcielibyśmy to zmienić – mówi. Jedziemy do Starogardu Gdańskiego. Miasto, jedno z najstarszych na Pomorzu, ważny punkt na mapie Kociewia, liczy ok. 50 tys. mieszkańców.

    Na miejscu spotykamy się z pozostałymi członkami stowarzyszenia. Anna Lembicz jest architektem, Marta Saj – konserwatorem zabytków, Patryk Piłat – marketerem. Młodzi, dynamiczni, z głowami pełnymi pomysłów. – Mimo że studiowaliśmy poza Starogardem, postanowiliśmy tu wrócić, zamieszkać, pracować i przede wszystkim zmieniać nasze miasto na lepsze – podkreślają.

    Razem mijamy gmach sądu, dawne koszary, bibliotekę, więzienie. Wszystkie budynki zbudowane są z czerwonej cegły. To pruska zabudowa, sięgająca XIX stulecia. W ten krajobraz wpisują się także położone nad rzeką Wierzycą dawne młyny – „królestwo” pruskiej rodziny Wiechertów. Przez lata wspaniale prosperujący zakład, źródło utrzymania i miejsce pracy dla setek mieszkańców Starogardu. Dzisiaj obraz nędzy i rozpaczy. Widzimy walące się ściany, porozrzucane cegły, wybite szyby, nadpalone stropy i morze walających się śmieci...

    Spółka-widmo, pożar i złomiarze

    Po zakończeniu II wojny światowej rodzina Wiechertów opuściła Starogard, do miasta wkroczyła Armia Czerwona, a młyny przeszły w posiadanie skarbu państwa. Produkowano tu płatki śniadaniowe i paluszki, których wyjątkowy smak mieszkańcy pamiętają do dziś. Wszystko zmieniło się po transformacji ustrojowej. Ogłoszono upadłość, do firmy wszedł syndyk, który przez lata próbował sprzedać opuszczony zakład. W 2006 r. wydawało się, że los w końcu uśmiechnął się do zabytkowych młynów. Nieruchomość kupiła irlandzko-polska spółka i zaczęła roztaczać piękne wizje zagospodarowania całego terenu. Na przedstawionej mieszkańcom wizualizacji widać restauracje, sale konferencyjne, lofty, biurowiec i przystań dla kajaków. Wszystko wkomponowane w zabytkową architekturę. Niestety, plany te nie doczekały się realizacji, a właściciele przestali odbierać telefony i odpisywać na mejle. Po raz kolejny wokół młynów zapadła cisza. Do czasu.

    – 26 maja 2013 roku. Dokładnie pamiętam ten dzień. W pewnym momencie, stojąc na balkonie, zauważyłam kłęby czarnego dymu. „To młyny płoną!” – krzyknęłam do rodziców, a do oczu napłynęły mi łzy – wspomina Marta. A po pożarze było jeszcze gorzej. Szabrownicy i złomiarze zaczęli rozbierać i rozkradać cenne obiekty. Znikały nadproża, słupy, cegły i metalowe detale. – Nie mogłam na to spokojnie patrzeć – mówi Ania, która kilka miesięcy temu założyła na Facebooku stronę: „Co dalej ze starogardzkimi młynami?”.

    Po pewnym czasie dołączyli do niej Marek, Marta i Patryk. Oraz tysiąc innych osób, którym los młynów nie był obojętny. – Byłam zaskoczona tak dużym odzewem. Nagle okazało się, że dziedzictwo historyczne miasta to temat niezwykle ważny dla wielu mieszkańców Starogardu, którzy reprezentują różne grupy wiekowe i zawodowe – zaznacza inicjatorka akcji. – Dla starogardzian młyny są symbolem upadku miasta, które niegdyś nazywane było Łodzią Północy. Niestety, na przestrzeni ostatnich 20 lat kolejne zakłady były zamykane. Sporo osób czuje sentyment do młynów, bo ich rodzice czy dziadkowie tam pracowali. Nie chcą więc ich dalszej dewastacji – dodaje Marek.

    Musielibyśmy mieć pomysł...

    W imieniu osób zainteresowanych losem młynów wysłany został list otwarty do prezydenta Starogardu. – Postawiliśmy trzy podstawowe pytania: jaki jest stan prawny i techniczny nieruchomości oraz czy władze miasta są skłonne dążyć do odzyskania obiektu i jego restauracji. Niestety, odpowiedź niewiele wniosła do sprawy – twierdzi Ania.

    W nieodległej przyszłości prezydent zamierza spotkać się z inicjatorami akcji społecznej. Termin nie został jeszcze ustalony. – Miasto teoretycznie mogłoby dążyć do zakupu młynów, lecz aby zdecydować się na taki krok, musielibyśmy mieć pomysł na społecznie pożyteczne ich zagospodarowanie i – oczywiście – pieniądze na realizację tego pomysłu. Przy obecnym poziomie dochodów i potrzeb w zakresie edukacji, pomocy społecznej czy infrastruktury drogowej na taki wydatek nas zwyczajnie nie stać – mówi Przemysław Biesek-Talewski, zastępca prezydenta Starogardu. – Poza tym przedsiębiorca, który wznosił mury tych obiektów, z pewnością nie robił tego z myślą, aby stworzyć obiekt zabytkowy.

    – Nie tylko piękne fasady są wartościowe. Nasze młyny to zabytek techniki, jeden z najciekawszych tego typu na Pomorzu – odpiera argument zastępcy prezydenta Marta. – A pieniądze na ich rewitalizację można byłoby zdobyć choćby z Unii Europejskiej. Dlaczego więc miasto nic w tej sprawie nie robi?

    – Zgodnie z obowiązującym w naszym kraju prawem, za stan nieruchomości odpowiada jej właściciel. Młyny nigdy nie były własnością miasta, więc nie możemy dążyć do ich odzyskania – ucina zastępca prezydenta.

    Komornik na horyzoncie

    Próbujemy więc ustalić, co dzieje się z irlandzko-polską spółką, która odpowiada za młyny. W Krajowym Rejestrze Sądowym jako pełnomocnik właściciela nieruchomości figuruje radca prawny Czesław Wasiniewski. – To już nieaktualne. Rzeczywiście, reprezentowałem spółkę, ale od pewnego momentu przestałem otrzymywać wynagrodzenie i zrezygnowałem z dalszej współpracy – informuje. Pytamy, dlaczego od momentu kupna do dziś nie zagospodarowano młynów. – Od początku była to spółka celowa, założona wyłącznie na potrzeby realizacji tej inwestycji. Właściciele mieli dobre intencje, zainwestowali dużo pieniędzy, stworzyli piękny projekt. Jednak kryzys finansowy w Irlandii zniweczył wszystkie te plany – wyjaśnia radca. Informuje też, że trwa obecnie czynna egzekucja z nieruchomości, prowadzona przez komornika. Wierzycielem jest Bank Zachodni WBK. – Ta wiadomość nas cieszy. Mamy nadzieję, że przyszły inwestor nawiąże z nami dialog, będzie otwarty na współpracę i sugestie dotyczące zagospodarowania młynów – mówi Ania.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół