• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Najtrudniej w pierwszym dniu

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 30/2015

    dodane 23.07.2015 00:00

    – Zakładaliśmy, że pielgrzymów będzie 150 i tylu zgłoszeń się spodziewaliśmy. Chętnych było jednak dużo więcej. Zdecydowaliśmy więc, że pielgrzymka liczyć będzie 200 osób. Gdyby ktoś się wykruszył, na liście rezerwowej mamy nadal komplet – mówi ks. Sylwester Malikowski, kierownik.

    W tym roku pątnicy z Gdańska po raz 13. wyruszą na dwóch kółkach na spotkanie z Matką Bożą Częstochowską.

    Bezpiecznie do celu

    Gdańska Pielgrzymka Rowerowa na Jasną Górę z roku na rok rozrasta się. – Pamiętam, że ponad 10 lat temu było nas około 80 – wspomina ks. Sylwester. Skąd takie zainteresowanie? Duszpasterz wymienia dwa powody – rowerowa pasja i czas. – Dla dużej części pielgrzymów rower to codzienność, a pielgrzymka pozwala połączyć zamiłowanie do dwóch kółek z modlitwą – mówi ks. kierownik. – Poza tym pielgrzymka rowerowa to tylko 6 dni w trasie. Dla osób, które nie mogą pozwolić sobie na dwa tygodnie urlopu w środku sezonu, żeby pójść na pielgrzymkę pieszą, to idealne rozwiązanie.

    Liczba chętnych pokazuje, że spostrzeżenia ks. Malikowskiego nie mijają się z prawdą. Wielu pątników to osoby pracujące, mające rodziny albo aktywni seniorzy. Zasada jest jedna: żeby pielgrzymować, trzeba być pełnoletnim. – Dlatego jeśli jeżdżą z nami małżeństwa, to takie, które mają dorosłe dzieci albo mogące pozwolić sobie na komfort zostawienia pociech z dziadkami – wyjaśnia ks. Sylwester.

    Organizatorzy zadbali o każdy szczegół. Na stronie internetowej zamieścili szczegółową trasę z mapą, która dokładnie obrazuje liczbę przejechanych dziennie kilometrów. Dodatkową opcją jest również rozpiska, ile na danym odcinku będzie podjazdów, a ile zjazdów. – Najtrudniejszy jest pierwszy dzień, bo cały czas jedziemy pod górę – mówi ks. kierownik.

    Wyruszają, jako jedna grupa, z parafii św. Brygidy w Gdańsku. W Rusocinie dzielą się na mniejsze. – Prosimy, żeby każdy w skali od 1 do 15 ocenił swoje możliwości. Staramy się, aby ci mocniejsi trafili na początek. Pielgrzymi, którzy jadą po raz pierwszy albo nie czują się na siłach, jadą w grupach końcowych. Bo najważniejsze jest, żeby każdy przemieszczał się w najlepszym dla siebie tempie – wyjaśnia ks. Sylwester.

    Poza odpowiednim tempem bardzo ważne jest bezpieczeństwo na trasie. Stąd każdy ma obowiązek jazdy w kasku. Organizatorzy proszą pielgrzymów, aby nie kupowali rowerów na ostatnią chwilę z promocji za 300 zł, bo taki sprzęt najpewniej rozsypie się po drodze. Rower musi być sprawdzony. – Aby pielgrzymka przebiegała sprawnie, umówiliśmy się z jednym z serwisów rowerowych, że za połowę ceny pielgrzymi będą mogli przygotować swój rower do długiej drogi: sprawdzić wszystkie śruby, stan opon, wyregulować hamulce i przerzutki – wyjaśnia ks. kierownik. Ale w rowerowym pielgrzymowaniu nie chodzi przecież o kask, przerzutki czy dwa koła. To dodatek. Najważniejszy jest cel: spotkanie z Matką Bożą na Jasnej Górze.

    Łańcuch jak paciorki

    Pielgrzymi wstają około 6.00, a ci, którzy są w grupie przygotowującej dla wszystkich śniadanie, nawet wcześniej. Zanim jednak zjedzą, muszą zapakować bagaże do ciężarówki, a następnie udać się na Mszę św., która zaczyna się punktualnie o 7.00. Dopiero po Eucharystii przychodzi czas na śniadanie i wyjazd. – Dziennie pokonujemy około 100 km, ze średnią prędkością 18 km/h – tłumaczy ks. kierownik. Tempo nie jest bardzo szybkie, a postoje tak zaplanowane, żeby udało się zatrzymać na „Anioł Pański” albo na Koronkę do Miłosierdzia Bożego. – Odcinki na trasie to przeważnie 20, no może 30 km ciągłej jazdy – mówi ks. Sylwester.

    Po przejechaniu dziennej trasy przychodzi czas na chwilę odpoczynku i wspólny posiłek. Nocują głównie w szkołach. Ale zanim przyjdzie czas na przyłożenie głowy do poduszki, pielgrzymi spotykają się na Apelu Jasnogórskim. Bo wspólna modlitwa to dwa główne punkty w ciągu dnia. – Mamy w regulaminie zapis o tym, że każdego uczestnika obowiązują wszystkie punkty programowe, w tym Msze św. i apele. To dlatego, żeby nie było sytuacji, że ktoś, kto lubi jeździć na rowerze, potraktuje pielgrzymkę jak wycieczkę – wyjaśnia ks. kierownik.

    Aleksandra Duraj w tym roku na rowerze do Częstochowy pojedzie 4. raz. Nie jest pielgrzymkowym nowicjuszem. Wcześniej do Matki Bożej wędrowała na piechotę z Gdyni. Do rowerowego pielgrzymowania namówili ją znajomi. Pojechała. Chociaż ten rodzaj pielgrzymowania jest dla niej bardziej wymagający. Zanim wyruszy, musi się kondycyjnie przygotować. – Ale warto podjąć ten trud, bo cel – spotkanie z Matką Bożą i ofiarowanie Jej intencji – wynagradza wszystko – mówi. Pani Ola nie zgadza się, że rowerowa pielgrzymka jest uboższa w modlitwę niż piesza. Chociaż wspólne modlitewne punkty są „tylko” rano i wieczorem. – Z Mszy św. wychodzimy z rozważaniem, które towarzyszy nam przez całą drogę. Osobiście podejmuję trud jazdy i modlitwy. Ale, jak podkreśla, nikt nie zabrania modlić się wspólnie. – W zeszłym roku była z nami grupa seniorów, którzy jadąc wspólnie, odmawiali Różaniec.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół